AI na Macu, czyli komputer znowu staje się osobisty

15 godzin temu

Zaraz po keynote WWDC26, na którym Apple pokazało najnowsze systemy z rodziny 27, trafiłem na pierwszy briefing dla mediów. Temat brzmiał: „AI on Mac Experience”. I przyznam, iż już sama nazwa była ciekawa, bo w Europie, a konkretnie w Unii Europejskiej, rozmowa o Apple Intelligence wciąż ma w sobie sporo frustracji. Wiemy, iż część funkcji nie działa, wiemy dlaczego nie działa, wiemy też, iż dla użytkowników końcowych to wszystko jest mało pocieszające.

Tym razem było jednak inaczej.

Paradoksalnie, mimo braku większości Apple Intelligence w UE, akurat to, co zobaczyłem podczas briefingu, ma być dostępne również u nas. Dlaczego? Bo nie chodziło o Apple Intelligence jako zamknięty zestaw funkcji systemowych, tylko o integrację aplikacji firm trzecich z macOS i mocą lokalnego sprzętu Apple. A to zmienia perspektywę.

Rozmawiałem z zespołami Perplexity, Draw Things oraz LM Studio. Trzy różne podejścia do AI na Macu. Trzy zupełnie inne scenariusze. I jedna wspólna myśl, która wracała w każdej rozmowie: Mac przestaje być tylko terminalem. Znowu staje się komputerem osobistym. Naprawdę osobistym.

AI, które nie musi od razu uciekać do chmury

Przez ostatnie lata przyzwyczailiśmy się, iż AI mieszka gdzieś daleko. W centrum danych, w chmurze, za API, za subskrypcją, za limitem tokenów. Wpisujemy prompt, czekamy, dostajemy odpowiedź. Działa to świetnie, ale jednocześnie ma swoją cenę. Dosłownie i w przenośni. Płacimy za użycie, oddajemy dane poza urządzenie, a cały proces jest zależny od połączenia, usługodawcy i jego aktualnych zasad.

Na briefingu zobaczyłem coś, co idzie w inną stronę. Nie całkowicie odrzuca chmurę, bo to byłoby naiwne, ale próbuje ustawić ją na nowo. Czasem chmura jest mózgiem orkiestrującym zadania. Czasem Mac jest lokalnym wykonawcą. Czasem wszystko dzieje się wyłącznie na urządzeniu. A czasem kilka Maców połączonych razem zaczyna udawać prywatne centrum danych.

Najbardziej ekstremalnym przykładem było LM Studio.

LM Studio: własny model frontier na biurku

Przy stole stały cztery Mac Studio. Każdy z 512 GB zunifikowanej pamięci. Razem: 2 TB pamięci. Nie dysku. Pamięci RAM. To rozróżnienie powtarzano kilka razy, bo właśnie ono jest tutaj kluczowe. Takie maszyny połączono ze sobą przez Thunderbolt 5.

Brzmi jak pokaz siły? Trochę tak. Ale też jak bardzo konkretny kierunek.

LM Studio to aplikacja, która pozwala pobierać modele AI na Maca i uruchamiać je lokalnie. Bez wysyłania danych do chmury. Na jednym Macu pokazano mniejszy model, Gemma, który odpowiadał natychmiast i potrafił pracować także z obrazami. To była rozgrzewka.

Później uruchomiono klaster czterech Mac Studio i model określany jako Kimmy K 2.6, z 1 trylionem parametrów. Tak, trylionem. W praktyce mówimy o klasie modeli, które zwykle kojarzymy z wielką infrastrukturą serwerową, a nie ze sprzętem stojącym na stole w sali briefingowej.

Najciekawsze nie było jednak samo „zobaczcie, działa”. Najciekawsze było to, jak ten duży model współpracował z mniejszymi modelami. Frontier model dostawał zadanie, analizował je, wybierał narzędzia, wywoływał mniejszy model do rozpoznania obrazu, oceniał wynik, dawał sobie informację zwrotną i poprawiał rezultat. W demonstracji chodziło o adnotację zdjęcia, która za pierwszym razem była średnia, a potem została poprawiona dzięki takiemu lokalnemu łańcuchowi działań.

To jest dokładnie ten moment, w którym AI przestaje być tylko chatbotem. Zaczyna być systemem składającym się z agentów, narzędzi i modeli o różnych specjalizacjach.

LM Studio pokazało też LM Link, czyli zdalny, szyfrowany end-to-end dostęp do takiego klastra. Można siedzieć przy MacBooku albo mieć tylko iPhone’a i korzystać z mocy prywatnego „serwera AI” stojącego w domu, szkole czy firmie. W aplikacji mobilnej Locally AI pokazano analizę dokumentu przesłanego z telefonu do lokalnego klastra. Bez wysyłania treści do publicznej chmury.

Czy to jest rozwiązanie dla wszystkich? Oczywiście, iż nie. Taki zestaw kosztuje ogromne pieniądze. W rozmowie padła kwota rzędu 50–60 tysięcy dolarów. To bardziej proof of concept, rozwiązanie dla laboratoriów, uczelni, większych firm albo twórców pracujących na bardzo wrażliwych danych. Ale kierunek jest fascynujący: prywatna inteligencja klasy frontier, działająca lokalnie i dostępna z dowolnego urządzenia.

Draw Things: twórca nie chce czekać

Druga rozmowa była zupełnie inna. Draw Things nie próbowało pokazać wielkiego klastra ani modelu o trylionie parametrów. Tutaj chodziło o twórczość, szybkość i poczucie kontroli.

Draw Things to aplikacja do generowania obrazów i wideo, dostępna wyłącznie na urządzenia Apple. Zaczęła jako eksperyment na iPhonie 13 Pro, a potem trafiła na Maca i iPada. I właśnie ta historia dobrze pokazuje zmianę, jaka zaszła w sprzęcie Apple. Jeszcze niedawno lokalne generowanie obrazów było ciekawostką. Teraz zaczyna być narzędziem pracy.

Leo z Draw Things podkreślał, iż M5, a szczególnie M5 Max, jest dla nich przełomem. Dzięki akceleratorom neuronowym w GPU i własnym optymalizacjom aplikacja ma oferować około 5–6 razy wyższą wydajność względem sprzętu tej samej klasy sprzed roku. Dla użytkownika nie oznacza to jednak suchego wykresu. Oznacza coś ważniejszego: można iterować pomysły niemal na żywo.

W pokazie powstawał koncept plakatu filmowego. Zmieniano tytuł, styl napisu, kolor sukni, kolor swetra, usuwano okulary, dodawano włosy. Najważniejsze było to, iż nie wyglądało to jak wysyłanie kolejnych zleceń do chmury. Nie było „kliknij, poczekaj, zobacz, popraw, wyślij jeszcze raz”. Było raczej poczucie sterowania obrazem. Aplikacja reagowała na wpisywane polecenia praktycznie bez opóźnień.

To drobna różnica techniczna, ale ogromna różnica psychologiczna. Twórca nie czeka na wynik. Twórca prowadzi proces.

Potem obraz zamieniono w krótkie wideo. I tu znowu najciekawszy był nie sam finał, ale sposób pracy. Podczas generowania wideo aplikacja pokazywała podgląd ruchu w niższej rozdzielczości i mniejszej liczbie klatek. Dzięki temu można było ocenić, czy animacja idzie w dobrą stronę, zanim powstanie finalny render. jeżeli nie, przerywamy, zmieniamy prompt, zaczynamy jeszcze raz. Bez tokenów, bez limitów, bez kosztu pojedynczej próby.

Pokazany materiał generował się lokalnie na MacBooku Pro, na baterii. W zależności od rozdzielczości krótki film może powstać w 1–2 minuty, a wyższe rozdzielczości, jak 1080p, wymagają dłuższego czasu. Możliwe jest też późniejsze skalowanie do 4K.

Dla małych studiów, twórców, grafików, ekip marketingowych czy redakcji to może być bardzo praktyczne. Nie jako zamiennik człowieka, ale jako narzędzie do szybkiego szukania kierunku. Do przygotowania kilku wariantów, sprawdzenia pomysłu, zbudowania nastroju, zanim ktokolwiek odpali pełną produkcję.

Perplexity Personal Computer: agent, który korzysta z Maca jak człowiek

Najbardziej „codzienny”, a jednocześnie chyba najbardziej niepokojąco przyszłościowy pokaz przygotowało Perplexity.

Perplexity Computer do tej pory działał jako usługa chmurowa koordynująca pracę agentów AI i wykorzystująca najbardziej zaawansowane modele sztucznej inteligencji dostępne na rynku. Teraz firma pokazała Personal Computer, czyli bardziej osobistą wersję w aplikacji macOS. Działa na macOS 15 i nowszych, ale w demonstracji idealnym hostem był Mac mini z M4. Mały, cichy, zawsze włączony komputer, który staje się lokalnym wykonawcą zadań.

Tu architektura jest hybrydowa. Perplexity realizuje w swojej chmurze zarówno koordynację całego procesu, jak i przetwarzanie zapytań przez modele AI, podczas gdy Mac pełni rolę interfejsu i punktu integracji z systemem, więc pojawia się rozliczanie tokenami lub kredytami. Natomiast lokalne wykonanie odbywa się na Macu. To Mac ma dostęp do plików, aplikacji, Findera, Spotlight, Notatek, ustawień systemowych czy narzędzi terminalowych. Wszystko ma działać w sandboxie, z uwierzytelnianiem dwuetapowym, przy zdalnym dostępie i z wyraźnymi zgodami na odczyt plików.

Scenariusz demonstracyjny był prosty, ale bardzo obrazowy. Użytkownik, przedsiębiorca jadący do Tokio, prosi agenta o stworzenie strony internetowej z planem podróży od 8 do 12 czerwca. Agent ma pobrać dane z Kalendarza, dodać pogodę, rozkłady pociągów, informacje awaryjne, mapy, pobliskie miejsca i utrzymywać całość jako jedno centrum informacji. Strona ma się aktualizować co 30 minut, reagując na zmiany w kalendarzu, pogodzie czy transporcie.

To brzmi jak coś, co można by zrobić manualnie. Tylko iż właśnie o to chodzi. Większość naszych zadań komputerowych da się zrobić manualnie. Problem w tym, iż są rozproszone, żmudne i wymagają przełączania się między aplikacjami. Agent nie robi tu magii. On po prostu bierze na siebie nudną część pracy.

W kolejnym kroku użytkownik, będąc już w Tokio, prosi z telefonu o połączenie z Maciem mini w domu, znalezienie odpowiednich plików przez Spotlight i Finder oraz przygotowanie wykresów do prezentacji. System pokazuje, co robi, prosi o dostęp do pliku, wykonuje operacje w lokalnym środowisku i generuje wynik.

Potem dochodzą notatki ze spotkań. Użytkownik wpisuje uwagi w aplikacji Notatki na iPhonie, a agent później odnajduje odpowiednie notatki i nanosi zmiany w prezentacji. Nie trzeba wskazywać każdego pliku manualnie. System korzysta z kontekstu, pamięci Perplexity i lokalnych danych na Macu.

To jest dokładnie ten rodzaj AI, który może naprawdę zmienić sposób pracy. Nie przez kolejną odpowiedź na pytanie, tylko przez wykonywanie ciągów czynności w naszym własnym środowisku.

Trzy wizje tej samej przyszłości

Po tych trzech rozmowach miałem wrażenie, iż zobaczyłem trzy różne odpowiedzi na jedno pytanie: czym ma być AI na komputerze osobistym?

LM Studio mówi: AI może być prywatne, lokalne i potężne. choćby jeżeli wymaga do tego kilku bardzo drogich Maców spiętych w klaster.

Draw Things mówi: AI ma być narzędziem twórczym, które reaguje natychmiast i nie karze użytkownika za eksperymenty kolejnymi kosztami w chmurze.

Perplexity mówi: AI ma być agentem, który łączy chmurę, web, lokalne pliki, aplikacje i osobisty kontekst, wykonując za nas pracę na komputerze.

Każde z tych podejść ma swoje ograniczenia. LM Studio pokazuje przyszłość, która dziś jest droga. Możliwości Draw Things rozwijają się równolegle z całym ekosystemem otwartych modeli AI – im lepsze stają się modele udostępniane społeczności, tym więcej potrafi sama aplikacja. Perplexity wymaga zaufania do swojej infrastruktury chmurowej, ponieważ to tam realizowana jest większość zaawansowanych operacji AI. Warto też pamiętać, iż wraz ze wzrostem możliwości usługi rośnie znaczenie świadomego zarządzania kosztami jej wykorzystania. Ale wszystkie trzy pokazują coś ważnego: Mac staje się naturalnym miejscem dla AI.

Nie tylko dlatego, iż ma szybkie procesory. Również dlatego, iż ma zunifikowaną pamięć, mocne GPU, energooszczędność, dobrą integrację urządzeń i system bezpieczeństwa, który można wykorzystać jako fundament dla agentów.

Najciekawsze jest to, czego Apple nie musiało pokazywać samo

Ten briefing był interesujący jeszcze z jednego powodu. Apple nie musiało wyjść na scenę i powiedzieć: „oto nasza jedna, jedyna wizja AI”. Zamiast tego pokazało, iż Mac może być platformą, na której różne firmy budują różne wizje.

To ważne szczególnie w Europie. Skoro część Apple Intelligence przez cały czas jest u nas ograniczona, aplikacje third party mogą okazać się najszybszą drogą do realnych funkcji AI na Macu. Nie jako obejście, ale jako osobny, bardzo interesujący kierunek.

Po keynote łatwo koncentrować się na tym, czego nie dostaliśmy. Po tym briefingu wolę patrzeć na to, co właśnie zaczyna się pojawiać. Lokalna generacja obrazów i wideo. Prywatne modele na własnym sprzęcie. Agenci, którzy potrafią pracować na naszych plikach, ale pytają o zgodę. Zdalny dostęp do własnego komputera jako centrum AI.

To wszystko przez cały czas jest początkiem. Czasem jeszcze pokazem technologicznym. Czasem bardzo drogim proof of concept. Czasem produktem, który będzie wymagał dopracowania, lepszych zabezpieczeń, jasnych cen i edukacji użytkowników.

Ale kierunek jest wyraźny.

Mac nie chce być tylko ekranem do chmury. Mac chce być miejscem, w którym AI naprawdę pracuje. Lokalnie, prywatnie, kontekstowo i coraz częściej w naszym imieniu.

I właśnie to, bardziej niż kolejna animacja na keynote, było dla mnie po WWDC26 najciekawsze.

WWDC 2026 w pigułce: wszystko, co musisz wiedzieć (poza Siri)

Jeśli artykuł AI na Macu, czyli komputer znowu staje się osobisty nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.

Idź do oryginalnego materiału