
Skrót RCB w ostatnich tygodniach powinniśmy rozszyfrować jako Rwetes, Bałagan i Chaos.
Od kilku tygodni mieszkańcy Podkarpacia i Lubelszczyzny otrzymują Alerty RCB o atakach przeprowadzanych przez Rosję na terenie Ukrainy. Na łamach Spider’s Web zwracaliśmy uwagę, iż wiadomości o niczym konkretnym z ich punktu widzenia tak naprawdę nie informują, a jedynie są źródłem stresu, niepokoju i poirytowania.
W komunikacie zabrakło szczegółów i najważniejszej informacji: co to adekwatnie dla mnie oznacza? Wszystkiego musiałem się domyślać. Sugestia, aby śledzić komunikaty, również była wyjątkowo ogólnikowa. Nie wiedziałem, czy mam czekać na dalsze alerty RCB, czy szukać informacji na rządowych stronach lub w social mediach prowadzonych przez rząd? W mediach również nie znalazłem żadnych sensownych informacji. Zostałem pozostawiony samemu sobie – pisał Albert Żurek.
W rozmowie z PAP dyrektor Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego Józef Gdański postanowił więc wyjaśnić, jak reagować na kolejne alerty.
Tyle iż to tłumaczenie raczej nie rozwieje wątpliwości.
Nie panikujemy, spokojnie wykonujemy to, co zaplanowaliśmy. Natomiast powinniśmy mieć włączone jakieś urządzenie, które pozwoli nam na dalszy kontakt z operatorem czy z Rządowym Centrum Bezpieczeństwa, które będzie ewentualnie przesyłać kolejne komunikaty – podkreślił Gdański.
Biorąc pod uwagę fakt, iż wiele wiadomości przychodzi w nocy, najwidoczniej reakcją ma być po prostu dalszy sen, skoro powinno wykonywać się to, co zaplanowaliśmy. Raczej logicznym jest, iż odbiorca komunikatu ma „włączone jakieś urządzenie” – jest nim właśnie telefon, pozwalający na „dalszy kontakt z RCB”.
Z tego wynika, iż po zapoznaniu się z Alertem RCB trzeba czekać na… kolejny Alert RCB
Jak tłumaczy PAP Gdański, informacja o tym, aby śledzić komunikaty, oznacza „oczekiwanie na kolejne SMS-y oraz sprawdzanie informacji przekazywanych przez radio, media, RCB i administrację publiczną”. Dopiero następna wiadomość może informować o zakończeniu działań albo „w razie wzrostu zagrożenia zawierać konkretne polecenia dla mieszkańców”.
Czyli Alert RCB to takie: „śpisz? A jak śpisz, to w sumie nic”.
Sam Gdański precyzuje, iż jeżeli pojawi się zagrożenie powietrzne, to „na pewno będą komunikaty słowne, co trzeba robić iż jest zagrożenie, proszę udać się do miejsca ukrycia czy do schron”.
Niedawno w rozmowie TOK FM szef MSWiA Marcin Kierwiński wyjaśniał, iż wysyłanie SMS-a informuje o potencjalnym zagrożeniu, a nie tym, iż niebezpieczeństwo nadchodzi. Odbiorcy mają być przygotowani.
Tylko na co? choćby włączenie radia czy odpalenie serwisu informacyjnego nie zawsze pozwoli dowiedzieć się o tym, co się dzieje na wschodzie.
Alert RCB bardziej niż funkcję informacyjną zdaje się pełnić rolę ewentualnego późniejszego usprawiedliwienia
Gdyby doszło do incydentu, nie można byłoby powiedzieć, iż nikt nie wiedział – Alert RCB był przecież wysłany.
I można choćby zrozumieć argumentację szefa MSWiA, iż „zawsze jest potencjalne niebezpieczeństwo, iż rakieta wystrzelona w kierunku zachodniej Ukrainy zmieni tor”. Tylko teraz alerty o niczym nie informują i powodują frustrację. Nikt ich już nie traktuje serio, skoro po chwili przychodzi komunikat o końcu ataków.
– jeżeli człowiek wielokrotnie otrzymuje bardzo podobne ostrzeżenie, a po nim nie następuje sytuacja wymagająca od niego konkretnego działania, stopniowo uczy się: „to znowu ten sam SMS”. Z czasem może przestać dokładnie czytać kolejne komunikaty – zauważa w rozmowie z WP psycholog prof. Agata Chudzicka-Czupała z Uniwersytetu SWPS.
To samo zjawisko obserwowaliśmy już wcześniej – przy komunikatach dot. zjawisk pogodowych. Twórcy alertów również mogli zasłaniać się nieprzewidywalnością burzy, opadów czy wichur. Fakt, iż na naszym osiedlu czy w naszej miejscowości było spokojnie, nie oznacza, iż gdzieś niedaleko zjawisko nie było silniejsze.
Mimo wszystko Alerty RCB zaczęły być traktowane jako spam
Z sierpniowego sondażu SW Research dla „Dziennika Gazety Prawnej” wynikało, iż zaufanie do obecnego systemu ostrzegania jest ograniczone. Zaledwie nieco ponad 20 proc. badanych uważało, iż komunikaty pojawiają się odpowiednio gwałtownie i zawierają konkretne wskazówki dotyczące postępowania. Niemal 70 proc. ankietowanych w mniejszym lub większym stopniu krytykuje obecny system.
Tomasz Ryncarz, dyrektor wydziału promocji i rozwoju miasta Urzędu Miasta Bochnia, zauważał wówczas, iż w komunikacie powinny znaleźć się również konkretne polecenia, np. sugerujące, iż należy pozostać w budynku albo odejść od okien. Tymczasem „śledź komunikaty” wcale niczego nie wyjaśnia, wręcz przeciwnie.
Coś się już zmieniło
Najnowszy Alert RCB zaczynał się nie od „Uwaga! Uwaga! Uwaga!”, jak miało to wcześniej, ale od pojedynczego „Uwaga!”. Z kolei zamiast polecenia „śledź komunikaty” pojawiło się: „oczekuj dalszych komunikatów”.

O ile pierwsza zmiana wydaje się słuszna, bo jedno „Uwaga!” nie sugeruje czegoś bardzo poważnego, co dzieje się tu i teraz, wymagając natychmiastowej reakcji, tak już druga modyfikacja to czysta kosmetyka. Teoretycznie nie jest to wezwanie do działania w postaci uruchamiania radia czy portali informacyjnych, ale przez cały czas pozostawia odbiorcę w zawieszeniu.
– Chcielibyśmy wysyłać jak najmniej tych wiadomości, natomiast o ile dostajemy z wojska rekomendację, iż to zagrożenie jest, to naszym ustawowym obowiązkiem jest wysłanie alertu – mówi w rozmowie z Radiem Zet Piotr Błaszczyk, rzecznik RCB.
Co najgorsze, to docieranie się trwa już naprawdę długo – kilka lat po wybuchu wojny w Ukrainie. A my jesteśmy dalej na etapie zastanawiania się, jak dobrze informować obywateli o zagrożeniu.
















