Amerykanie chcą naszych Patriotów. Szalony pomysł, który osłabiłby polską obronę

konto.spidersweb.pl 2 godzin temu

Amerykanie chcą żeby Polska wysłała do państw Zatoki Perskiej jedną z naszych nowych baterii Patriot – poinformowała Rzeczpospolita. Wygląda też na to, iż dostawy rakiet dla naszych systemów przeciwlotniczych mogą się poważnie opóźnić.

Zaledwie kilka miesięcy temu cieszyliśmy się z osiągnięcia pełnej gotowości operacyjnej naszych pierwszych baterii systemu Patriot. Teraz, jak grom z jasnego nieba, spadają na nas rewelacje o tym, iż Stany Zjednoczone najchętniej zabrałyby część tego sprzętu na Bliski Wschód.

Co gorsza, gigantyczne zużycie amerykańskiej amunicji w starciach z Iranem sprawia, iż Wojsko Polskie musi przygotować się na potężne opóźnienia w dostawach kluczowego uzbrojenia. A kar umownych, oczywiście, nie będzie.

Jak informuje Rzeczpospolita, sytuacja na linii Waszyngton-Warszawa robi się niezwykle napięta, choć oficjalne komunikaty starają się pudrować rzeczywistość. Konflikt na Bliskim Wschodzie, w którym Stany Zjednoczone wraz z sojusznikami zaangażowały się w odpieranie irańskich ataków, niespodziewanie uderza w rykoszetem w polskie bezpieczeństwo i harmonogramy modernizacji naszej armii.

Błyskawiczny drenaż magazynów. USA strzelają do dronów sprzętem za miliony

Aby zrozumieć skalę problemu, trzeba spojrzeć na liczby, a te są wręcz porażające. Po amerykańsko-izraelskim ataku na Iran, systemy obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej zaczęły pracować na najwyższych obrotach. Według analiz brytyjskiego think tanku RUSI, tylko w ciągu pierwszych kilkunastu dni tego konfliktu siły USA i państw Zatoki Perskiej wystrzeliły w niebo około półtora tysiąca rakiet PAC-3.

Skąd tak gigantyczne zużycie? Wynika ono z dość brutalnych realiów współczesnego pola walki i błędów w zarządzaniu zasobami. Część sojuszników używała tych niezwykle zaawansowanych i drogich efektorów do zestrzeliwania irańskich dronów z rodziny Shahed. To absurd, bo takie bezzałogowce można neutralizować ułamkiem tych kosztów, przy użyciu znacznie prostszych systemów.

Sytuacja stała się na tyle dramatyczna, iż państwa regionu musiały prosić o konsultacje i pomoc wojska ukraińskie, które w walce z Shahedami zjadły już zęby. Mimo tych potężnych nakładów, zachodnia obrona w regionie okazała się dziurawa. Irańczycy zdołali zniszczyć między innymi samolot wczesnego ostrzegania E-3 Sentry Awacs oraz latające cysterny. Amerykański parasol ochronny zaczął po prostu przeciekać.

Waszyngton patrzy na Polskę. Czy oddamy nasze Patrioty?

W obliczu tak ogromnych braków sprzętowych, Amerykanie zaczęli nerwowo rozglądać się za wsparciem. Jak ustaliła Rzeczpospolita, w trakcie nieoficjalnych rozmów przedstawiciele USA wysunęli sugestię, by Polska rozważyła przeniesienie jednej ze swoich dwóch baterii systemu Patriot w rejon Bliskiego Wschodu.

Na tym jednak nie koniec. Pojawiły się również pytania o możliwość przekazania samych pocisków PAC-3 MSE, które dotarły już nad Wisłę w ramach kontraktu z 2019 r. i stanowią własność Wojska Polskiego.

Warto przypomnieć, iż polskie baterie (obejmujące łącznie 16 wyrzutni) osiągnęły pełną gotowość operacyjną dopiero pod koniec 2025 r. To sprzęt, który stanowi fundament naszej zintegrowanej obrony przeciwlotniczej, pozwalający razić cele oddalone o 100 km. Oddanie choćby części tego arsenału to stworzenie potężnej wyrwy w naszym własnym niebie.

Oficjalnie Ministerstwo Obrony Narodowej gasi pożar, rzecznik resortu, Janusz Sejmej, powiedział Rzeczpospolitej, iż nie ma w tej kwestii żadnych nacisków ze strony USA. Historia uczy nas jednak, iż w polityce zbrojeniowej to, co nieoficjalne, często gwałtownie staje się faktem dokonanym. Premier Donald Tusk stanowczo wykluczył wysłanie polskich żołnierzy do Iranu, ale los samego sprzętu pozostaje zagadką.

Nasze baterie Patriot i ich uzbrojenie służą do ochrony polskiego nieba i wschodniej flanki NATO. Nic w tej kwestii się nie zmienia i nigdzie nie planujemy ich przemieszczać! Nasi sojusznicy dobrze wiedzą i rozumieją jak ważne mamy tu zadania. Bezpieczeństwo Polski jest…

— Władysław Kosiniak-Kamysz (@KosiniakKamysz) March 31, 2026

Fabryki nie wyrabiają. Na nową broń poczekamy latami

Ewentualne przesunięcie naszych wyrzutni to tylko wierzchołek góry lodowej. Prawdziwym dramatem, który czai się tuż za rogiem, są opóźnienia w kolejnych dostawach. Koncern Lockheed Martin wyprodukował w całym ubiegłym roku około 600 pocisków PAC-3 MSE.

Zestawiając to z faktem, iż na Bliskim Wschodzie w nieco ponad dwa tygodnie wystrzelano 1,5 tysiąca sztuk, widać wyraźnie, iż matematyka jest tutaj bezlitosna. Odbudowa zapasów zużytych w zaledwie 16 dni zajmie Amerykanom ponad dwa lata, a przecież konflikt wciąż trwa i pochłania kolejne zasoby.

Docelowo produkcja ma wzrosnąć do 2 tys. rocznie, ale osiągnięcie tego pułapu to perspektywa aż siedmiu lat.

Jesienią 2023 r. zakontraktowaliśmy kolejne sześć baterii i około 600 rakiet PAC-3. Ich dostawy miały ruszyć od 2027 r., ale w obecnej sytuacji ten harmonogram można prawdopodobnie włożyć między bajki. Choć Agencja Uzbrojenia oficjalnie twierdzi, iż nie otrzymała jeszcze informacji o opóźnieniach, polscy dowódcy zdają sobie sprawę, iż poślizg jest niemal pewny.

Problemy nie ograniczają się zresztą do samych Patriotów. W czasie bliskowschodnich walk zachodnie lotnictwo wystrzeliło ponad 400 rakiet powietrze-powietrze AIM-120, na które Polska również złożyła potężne zamówienia. Pod znakiem zapytania stają także dostawy precyzyjnych pocisków manewrujących AGM-158 JASSM-ER oraz relatywnie tanich, kierowanych rakiet APKWS, kluczowych dla naszego systemu antydronowego SAN.

Ostre komentarze. „Nie bądźmy idiotami”

Obsunięcia dostaw rakiet powietrze – powietrze i ziemia – powietrze będą i niestety zakładany poziom zapasów w Sił Zbrojnych RP spotka około 4-5 letnia obsuwa. Co jest fatalną wiadomością. Pod względem parametrów taktyczno – technicznych dla PAC-3MSE + radaru LTAMDS nie ma zamienników ale cóż z tego skoro Amerykanie nie są w stanie dostarczyć rakiet? – komentuje w serwisie X Jarosław Wolski, analityk wojskowości.

Dodaje on, iż zwielokrotnienie ich produkcji ma się odbyć dzięki fabryki w Niemczech – ponieważ to Niemcy (Rheinmetall) będą mieć europejskie centrum produkcji PAC-3MSE i to z Niemiec trafią do nas rakiety do Wisły.

Planowane ruszenie produkcji to 2027 rok zaś pełnoskalowa produkcja ma mieć miejsce od 2029 roku. Na poziomie bagatelka 10 000 pocisków rocznie dla całości mocy produkcyjnych Lockheed Martin + Rheinmetall (ATCMS i PAC-3MSE). A do tego czasu niestety będzie problem z uzupełnieniem zapasów. O czym wiedzą i Rosjanie i Chińczycy… – podkreśla Wolski.

W ostrym tonie sytuację komentuje też Dawid Kamizela, dziennikarz Strefy Obrony.

Najśmieszniejsze / najsmutniejsze jest to iż adekwatnie to się sami w ta sytuację wmanewrowaliśmu bezwarunkowo (i bez planu B) opierając nasze bezpieczeństwo na USA. Teraz owe USA wystawiają rachunek i brak jego zapłaty może być bardzo bolesny. Cóż, co się stało to się nie odstanie. Natomiast USA takimi działaniami krzyczą do nas „stawiajcie na własny przemysł i suwerenne zdolności, oraz na europejską dywersyfikację od naszych dostaw”. jeżeli tego nie posłuchamy to będziemy idiotami – napisał na X Kamizela.

Z kolei wicepremier i monister obrony narodowej napisał, także w serwisie X:

Nasze baterie Patriot i ich uzbrojenie służą do ochrony polskiego nieba i wschodniej flanki NATO. Nic w tej kwestii się nie zmienia i nigdzie nie planujemy ich przemieszczać! Nasi sojusznicy dobrze wiedzą i rozumieją jak ważne mamy tu zadania. Bezpieczeństwo Polski jest absolutnym priorytetem

Brutalna rzeczywistość kontraktów FMS. Płacą tylko polskie firmy

Najbardziej kuriozalny w całej tej sytuacji jest jednak wątek prawno-biznesowy. Większość naszego nowoczesnego sprzętu kupujemy od USA w ramach rządowej procedury Foreign Military Sales (FMS). Z punktu widzenia zamawiającego, ma ona jedną gigantyczną wadę, bo chroni interesy Waszyngtonu, a nie nasze.

Jeśli amerykańska zbrojeniówka spóźni się z dostawami o rok, dwa, a choćby pięć lat polski podatnik nie zobaczy z tego tytułu ani grosza rekompensaty. Kontrakty FMS po prostu nie przewidują kar umownych za opóźnienia.

Kontrastuje to boleśnie z polityką Ministerstwa Obrony Narodowej wobec rodzimego przemysłu zbrojeniowego. Kiedy polskie spółki spóźniają się z realizacją kontraktów, natychmiast uderza się je po kieszeni potężnymi karami umownymi, które w samym tylko ubiegłym roku liczono w dziesiątkach, jeżeli nie setkach milionów złotych. W zderzeniu z globalnymi interesami Stanów Zjednoczonych nasze pole manewru jest zerowe.

Możemy liczyć na polityczne obietnice rozwiązań pomostowych, ale gdy na Bliskim Wschodzie płonie amerykański sprzęt, nikt w Waszyngtonie nie będzie priorytetowo traktował terminowych wysyłek do Europy Środkowej. Zostajemy z uzasadnionym niepokojem i koniecznością głębokiej weryfikacji naszych planów obronnych.

BuyboxFast
Idź do oryginalnego materiału