Bałtyk zamieni się w zieloną zupę. Przerażająca prognoza dla polskiego wybrzeża

konto.spidersweb.pl 4 godzin temu

Temperatura wody w Bałtyku rośnie na naszych oczach. Zapomnijmy jednak o pluskaniu się w ciepłym morzu. Najnowsze prognozy naukowców zapowiadają ogromne problemy.

Tuż pod naszym nosem, w wodach Morza Bałtyckiego, tyka prawdziwa ekologiczna bomba. I choć proces ten jest znacznie mniej widowiskowy niż ekstremalne zjawiska pogodowe na lądzie, jego konsekwencje uderzą w nas ze zdwojoną siłą. Od rybołówstwa, przez dramatyczny spadek jakości turystyki, aż po inwazję sinic.

Na łamach prestiżowego czasopisma naukowego Forecasting ukazała się praca badawcza, która rzuca nowe światło na przyszłość naszego regionu. Wyniki omawia serwis PAP Nauka. Zespół ekspertów z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza oraz Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, wspierany przez badaczy z Maroka i Tajlandii, wykorzystał innowacyjną metodę air2water.

Ten zaawansowany model matematyczny zajmuje się dokładnie tym, na co wskazuje jego nazwa – precyzyjnie przekłada historyczne pomiary i przyszłe prognozy temperatury powietrza na to, co będzie działo się z wodą.

Analizie poddano dane z czterech niezwykle popularnych nadmorskich kurortów: Helu, Kołobrzegu, Łeby oraz Władysławowa. Badacze wykazali, iż w ujęciu długoterminowym korelacja między gorącym powietrzem a nagrzewaniem się morza jest uderzająco wyraźna, a sam model potrafi bezbłędnie odtwarzać to, co widzimy na termometrach.

Nawet 2,5 stopnia na plusie. Dla ekosystemu to jak wyrok

Naukowcy zestawili twarde dane z dwoma wariantami przyszłości. Pierwszy z nich, nieco bardziej optymistyczny, zakłada łagodniejszą ścieżkę zmian klimatycznych i umiarkowany wzrost emisji gazów cieplarnianych.

W tym przypadku średnie tempo ocieplania się bałtyckich fal wyniesie około 0,15 stopnia Celsjusza na dekadę. Drugi scenariusz, oparty na braku stanowczych działań redukcyjnych, to już wzrost rzędu 0,33 stopnia w ciągu dziesięciu lat.

Wydaje się, iż to niewiele? Jedna trzecia stopnia w ciągu dziesięciu lat na papierze nie robi wielkiego wrażenia. Problem polega na tym, iż gdy ten systematyczny proces nałożymy na oś czasu sięgającą końca XXI wieku, zmiana staje się wręcz drastyczna.

Twórcy badania ostrzegają, iż do końca tego stulecia woda przy polskich plażach może być cieplejsza choćby o 2,5 stopnia. Z perspektywy morskiego ekosystemu to nie jest ocieplenie. To całkowita katastrofa.

Raj dla sinic, koszmar dla turystów

Cieplejsza woda z marszu oznacza gwałtowny spadek ilości tlenu rozpuszczonego w morzu. To z kolei brzmi jak wyrok śmierci dla wielu gatunków ryb i organizmów morskich, które z trudem adaptują się do nowych warunków. Ale to nie koniec złych wiadomości.

Wysoka temperatura to wręcz wymarzone środowisko dla masowych zakwitów glonów i sinic. Morze Bałtyckie już dzisiaj boryka się z potężnym problemem przeżyźnienia (eutrofizacji), napędzanym przez spływające rzekami nawozy rolnicze i zanieczyszczenia.

Ocieplenie wody zadziała na te niebezpieczne drobnoustroje jak wciśnięcie pedału gazu w sportowym samochodzie. Ekosystem, który już teraz balansuje na krawędzi wydolności, poddany zostanie presji, jakiej może nie wytrzymać.

Więcej na Spider’s Web:

Bałtyk jako czuły układ nerwowy klimatu

Nasz lokalny akwen to zjawisko specyficzne na skalę światową. Morze Bałtyckie jest stosunkowo płytkie, mocno zamknięte i w ogromnym stopniu uzależnione od zjawisk zachodzących na lądzie.

Otaczają je gęsto zaludnione, zindustrializowane kraje, a ograniczona wymiana wód z Morzem Północnym sprawia, iż każda zrzucona tu kropla zanieczyszczeń zostaje z nami na dłużej.

To wszystko sprawia, iż Bałtyk przypomina delikatny i mocno wyeksponowany układ nerwowy. Błyskawicznie reaguje na każdą, choćby drobną zmianę w ekosystemie.

Jeśli obecne trendy się utrzymają, pod koniec stulecia letni wyjazd nad polskie morze może wiązać się nie z orzeźwiającą kąpielą w falach, a z oglądaniem toksycznej, zielonej zawiesiny zza parawanu. Warto o tym pamiętać, gdy następnym razem usłyszymy, iż ułamki stopni w skali dekady nie mają żadnego znaczenia. Mają. I odczujemy je na własnej skórze szybciej, niż nam się wydaje.

Główna ilustracja: Prochlorococcus, morska sinica, która produkuje znaczną część tlenu na świecie.

BuyboxFast
Idź do oryginalnego materiału