Baseus PicoGo AM52 Qi2.2 – powerbank, który po prostu używasz

1 godzina temu

Są akcesoria, które testuje się przy biurku. Podłączasz, sprawdzasz parametry, robisz kilka pomiarów i adekwatnie wszystko wiadomo po dwóch dniach. Są jednak też takie urządzenia, które trzeba po prostu zabrać ze sobą w drogę. Wrzucić do kieszeni koszulki kolarskiej, plecaka trekkingowego albo torby podróżnej i sprawdzić, czy po tygodniu przez cały czas chce się ich używać. Baseus PicoGo AM52 Qi2.2 należy właśnie do tej drugiej kategorii.

Towarzyszył mi podczas wyprawy rowerowej po hiszpańskim Prioracie – miejscu, gdzie asfaltowe serpentyny wiją się między winnicami, a iPhone pracuje niemal bez przerwy. Zdjęcia, nawigacja, śledzenie treningu, kontakt z ekipą, relacje w social mediach.

Kilka dni później pojechał ze mną również w Tatry, gdzie telefon staje się jednocześnie mapą, aparatem, awaryjną latarką i centrum komunikacji ze światem.

I właśnie wtedy docenia się akcesoria, które po prostu działają. Bez zastanawiania się nad nimi.

Powerbank, który nie przeszkadza

Największy komplement, jaki mogę wystawić Baseus PicoGo AM52? Bardzo gwałtownie przestałem zauważać, iż mam go przy sobie.

Brzmi banalnie, ale w świecie magnetycznych powerbanków to ogromna zaleta. Większość konstrukcji MagSafe/Qi jest po prostu zbyt gruba, zbyt ciężka albo zbyt toporna. Owszem, działają, ale skutecznie odbierają iPhone’owi jego ergonomię. Telefon z przyczepionym powerbankiem zaczyna przypominać cegłę.

Tutaj jest inaczej.

AM52 ma zaledwie 16 mm grubości i waży około 197 gramów. W praktyce oznacza to, iż świetnie mieści się w kieszeni razem z telefonem. W Prioracie wielokrotnie wyciągałem iPhone’a podczas jazdy, żeby zrobić zdjęcie albo gwałtownie sprawdzić trasę. Powerbank nie przeszkadzał. Nie haczył o kieszeń koszulki. Nie powodował uczucia, iż trzymam w ręce dwa osobne urządzenia sklejone na siłę.

Co interesujące – wręcz poprawiał grip telefonu. Gumowane wykończenie od strony MagSafe jest bardzo przyjemne w dotyku i daje większą pewność mocowania. Przy dynamicznym korzystaniu z telefonu w ruchu naprawdę robi to różnicę.

To jeden z tych produktów, które bardziej przypominają rozszerzenie iPhone’a niż klasyczny powerbank.

Qi2.2 robi realną różnicę

Najważniejszym elementem tego urządzenia jest jednak nowy standard Qi2.2. I wreszcie nie jest to tylko marketingowy znaczek na pudełku.

Większość magnetycznych powerbanków przez cały czas kończy się na 15 W bezprzewodowego ładowania. W teorii wygląda to dobrze, ale w praktyce często oznacza powolne „podtrzymywanie” baterii zamiast realnego ładowania. Szczególnie gdy korzystamy jednocześnie z nawigacji, aparatu albo hotspotu.

Baseus PicoGo AM52 wchodzi poziom wyżej.

Bezprzewodowo potrafi dostarczyć do 25 W w standardzie Qi2.2, a przewodowo aż 45 W. I to czuć od pierwszego użycia. W czasie postoju na kawę podczas rowerowej trasy wystarczyło kilkanaście-kilkadziesiąt minut, żeby iPhone odzyskał bardzo konkretny zapas energii. To już nie jest symboliczne doładowanie. To realne szybkie ładowanie bez kabla zwisającego z kieszeni.

Jeszcze ciekawiej robi się po USB-C. Przewodowo spokojnie byłem w stanie naładować mojego iPhone’a 17 Pro Max niemal dwa razy. Przy ładowaniu magnetycznym wychodziło około 1,5–1,75 pełnego cyklu, co i tak w praktyce oznacza cały dzień spokoju podczas podróży.

Sam powerbank również ładuje się bardzo gwałtownie – 30 W sprawia, iż uzupełnienie energii trwa około półtorej godziny. To ważne szczególnie w podróży, gdy między kolejnymi etapami wyprawy mamy kilka czasu.

Wreszcie magnetyczny powerbank, który nie robi z telefonu grzejnika

Jednym z największych problemów magnetycznego ładowania od zawsze była temperatura. Każdy, kto używał MagSafe w samochodzie podczas nawigacji, doskonale zna ten scenariusz – iPhone robi się gorący, jasność ekranu spada, a ładowanie zaczyna zwalniać.

Baseus bardzo mocno podkreśla system chłodzenia zastosowany w PicoGo AM52 i… po raz pierwszy mam wrażenie, iż producent naprawdę miał rację, robiąc z tego jeden z głównych argumentów.

Powerbank wykorzystuje grafenowe warstwy chłodzące, monitoring temperatury NTC i aluminiową obudowę. Efekt? choćby podczas intensywnego użytkowania temperatura pozostaje zaskakująco niska.

W Tatrach często korzystałem jednocześnie z map, aparatu i transmisji danych. Telefon był praktycznie cały czas aktywny. Mimo tego ani iPhone, ani sam powerbank nie robiły się nieprzyjemnie gorące. To ogromna różnica względem wielu konkurencyjnych modeli, które po 20-30 minutach ładowania zaczynają przypominać kieszonkowy termofor.

I właśnie tutaj Qi2.2 pokazuje swoją przewagę. Wyższa moc ma sens tylko wtedy, gdy urządzenie jest w stanie ją utrzymać przez dłuższy czas. AM52 faktycznie to potrafi.

Magnes, któremu można zaufać

Baseus chwali się zastosowaniem nowych magnesów N52 o sile trzymania sięgającej podobno 13 NM. Nie mam pojęcia, jak zweryfikować te liczby w praktyce, ale jedno mogę powiedzieć na pewno – ten powerbank trzyma się telefonu absurdalnie mocno.

Podczas jazdy rowerem po nierównych drogach Prioratu ani razu nie miałem poczucia, iż urządzenie może się odczepić. Tak samo podczas trekkingu czy wyciągania telefonu z kieszeni kurtki.

Co ważne, magnes działa bardzo precyzyjnie. Powerbank wskakuje dokładnie tam, gdzie powinien. Nie przesuwa się, nie „pływa” po pleckach telefonu i nie wymaga poprawiania.

To kolejny detal, który sprawia, iż korzystanie z niego jest po prostu bezproblemowe.

Idealny kompan podróży

Bardzo spodobał mi się też scenariusz “wielourządzeniowy”. W samolocie albo podczas dłuższej podróży możliwość jednoczesnego ładowania kilku sprzętów okazuje się zbawienna.

AM52 pozwala jednocześnie ładować telefon przewodowo i np. AirPods Pro 3 bezprzewodowo. Kilka razy korzystałem właśnie z takiej konfiguracji i działało to świetnie. Jeden powerbank, dwa urządzenia i brak konieczności szukania gniazdka na lotnisku czy w schronisku.

Dodatkowo urządzenie posiada certyfikację lotniczą, więc bez problemu można zabrać je na pokład samolotu. Dla osób często podróżujących to niby drobiazg, ale bardzo praktyczny.

Baseus znalazł złoty środek

Najbardziej imponujące w Baseus PicoGo AM52 jest to, iż producentowi udało się znaleźć bardzo trudny balans między mobilnością, wydajnością i ergonomią.

Zwykle trzeba wybrać: albo mały powerbank, albo szybkie ładowanie, albo sensowna kultura pracy. Tutaj dostajemy praktycznie wszystko jednocześnie.

To nie jest „kolejny powerbank z MagSafe”. I chyba właśnie dlatego tak dobrze zapamiętałem ten sprzęt po ostatnich wyjazdach. Nie dlatego, iż miał najlepszą specyfikację na papierze, ale dlatego, iż realnie zmienił sposób korzystania z iPhone’a w podróży.

Brak kabli. Minimalizm. Kieszeń bez plątaniny przewodów. Telefon, który przez cały czas pozostaje wygodny w użyciu choćby podczas ładowania.

A do tego cena na poziomie 199 zł, biorąc pod uwagę możliwości urządzenia, wydaje się wyjątkowo rozsądna.

Baseus PicoGo AM52 Qi2.2 trafia własnie do sprzedaży w RTV Euro AGD i mam wrażenie, iż dla wielu użytkowników iPhone’ów może być jednym z najbardziej sensownych akcesoriów tego roku.

Jeśli artykuł Baseus PicoGo AM52 Qi2.2 – powerbank, który po prostu używasz nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.

Idź do oryginalnego materiału