Codziennie mijam żywe szlabany na chodnikach. Nauczcie się chodzić

konto.spidersweb.pl 3 godzin temu

Chodzenie po chodniku stało się wyzwaniem. Roztargnieni piesi z oczami wpatrzonymi w telefony i brak podstawowej kultury poruszania się prawą stroną to codzienność na miejskich trasach. Dlaczego oduczyliśmy się korzystania z chodników i czy chodnikowy egoizm to nasz jedyny problem?

Pięć metrów przed pasami zwalniam niemal do zera, łapię kontakt wzrokowy z kierowcą, podnoszę rękę w podziękowaniu i dopiero przechodzę na drugą stronę. Robię tak na każdym treningu, bo wychodzę z założenia, iż ulica wymaga szacunku dla przepisów i fizyki.

Problem w tym, iż gdy tylko wracam z asfaltu na chodnik, wpadam w przestrzeń bezsensu.

Biegam po mieście regularnie, i mam już serdecznie dość. Przez lata wydawało mi się, iż największym zagrożeniem dla biegacza są kierowcy traktujący warunkową zieloną strzałkę jak licencję na polowanie balony meteo dziki.

Myliłem się. Kierowca przynajmniej porusza się po wyznaczonym pasie i w przewidywalnym kierunku. Chyba iż to BMW, co ciągle ukazują wypadki.

Prawdziwym nieobliczalnym utrapieniem stali się piesi, którzy chyba w ciągu kilku ostatnich lat zatracili zdolność korzystania z chodnika.

Bądźmy poważni: poruszanie się po prostym odcinku bruku nie wymaga dyplomu z ruchu drogowego, a jednak dla połowy mijanych przeze mnie przechodniów stanowi wyzwanie ponad siły.

Dlaczego zapomnieliśmy o ruchu prawostronnym?

Pierwszy typ to ofiara algorytmów, czyli człowiek z szyją zgiętą pod kątem czterdziestu pięciu stopni i wzrokiem wbitym w sześciocalowy ekran. Taki delikwent nie idzie przed siebie – on dryfuje.

Przez dwadzieścia metrów trzyma się prawej krawędzi, po czym bez żadnego ostrzeżenia ścina na lewo, za sekundę ląduje na samym środku i nagle staje w miejscu, bo musi odpisać na wiadomość albo przewinąć kolejną rolkę.

W Polsce obowiązuje ruch prawostronny. Każdy uczy się tego w podstawówce, zdaje z tego egzamin na kartę rowerową, a potem wsiada za kierownicę i bez problemu trzyma się prawego pasa. Dlaczego więc po wyjściu z samochodu ta sama zasada nagle wyparowuje z głów? Idzie jedna osoba, a swoją chaotyczną, zygzakowatą trasą blokuje całą szerokość traktu.

Egoizm i ramię w ramię

Smartfonowe roztargnienie można jeszcze próbować tłumaczyć cyfrowym uzależnieniem, ale na chodnikach kwitnie coś znacznie gorszego: zwykłe, nieskażone refleksją chamstwo.

Jeśli tylko są wokół mnie ludzie – zawsze staram się biec skrajnie prawą stroną, blisko krawężnika lub żywopłotu. Nikomu nie przeszkadzać, być uprzejmym dla wszystkich. Bo po co siać chamstwo, gdy wszyscy możemy koegzystować w pokoju. W teorii.

Problem występuje wtedy, gdy z naprzeciwka idzie para albo dwójka znajomych. Chodnik ma dobre dwa metry szerokości, więc bez trudu zmieścilibyśmy się tam wszyscy, gdyby jedna z tych osób na ułamek sekundy zrobiła pół kroku w tył lub do środka. Zwykły odruch społeczny, czysta logika.

Nic z tego. Idą ramię w ramię, tworząc żywy szlaban. Widzą mnie z dziesięciu metrów, patrzą prosto w oczy i żaden mięsień im nie drgnie.

Mam do wyboru albo zbiec w błoto na trawniku, albo wyskoczyć na jezdnię pod koła samochodów, bo jaśniepaństwo nie przerwą szyku bojowego choćby na sekundę. O zajmowaniu całego chodnika przez grupę trzech osób nie wspominam.

I dlatego jest tak dobrze

Kiedy wracam do domu, zdejmuję buty i patrzę na zapis trasy, nachodzi mnie jedna prosta myśl. Skoro podczas porannego biegu najbardziej wyprowadza mnie z równowagi facet z nosem w telefonie oraz para blokująca przejście, to znaczy, iż żyjemy w naprawdę bezpiecznym i sensownym kraju.

Po odcięciu całego tego politycznego jazgotu, który sączy się z mediów, nasza codzienność nad Wisłą ułożyła się na tyle wygodnie (minus brak odcinkowych pomiarów prędkości w miejscach, gdzie brum-brumowcy przeginają zdrowo) iż możemy wściekać się o chodnikowe savoir-vivre.

I w sumie życzę sobie i wam, żebyśmy za pięć lat wciąż mieli na ulicach wyłącznie tak prozaiczne problemy – choć nie obraziłbym się, gdybyście do tego czasu nauczyli się wreszcie chodzić prawą stroną.

Miniaturka wygenerowana przy współpracy z NanoBanana

Idź do oryginalnego materiału