
Temat czytników e-booków w mediach pojawia się rzadko, no i zwykle w kontekście jakiejś afery. I tym razem nie chodzi o czytanie.
Trafiłem dziś w Gazecie Wyborczej na artykuł o niekompetencji Ministerstwa Edukacji Narodowej, które od paru miesięcy nie potrafi przekazać nauczycielom nagród z konkursu na temat innowacji. Choć pobrało już od nich podatek. A nagrodami miały być… czytniki e-booków.
W artykule nie pojawia się jednak konkretna marka. Cytuję fragment listu otwartego, jaki wysłała na adres MEN jedna z laureatek.
14 października 2025 roku zostałam laureatką konkursu „Kierunek: Innowacja 2025”. Informację o sukcesie znalazłam na stronie MEN, a następnego dnia w mailu otrzymałam gratulacje i informację o nagrodzie: czytniku PocketBook InkPad Eo o wartości 1480 zł. W tym samym mailu poinformowano mnie, iż zgodnie z regulaminem, który zaakceptowałam, mam wpłacić 148 zł podatku. Uczyniłam to niezwłocznie, jako uczciwa i zdyscyplinowana obywatelka. Od tej pory minęły cztery miesiące. Przez ten czas:
- czekałam na „najbliższy czas”, w którym nagroda miała zostać mi wręczona przez kuratorium (nie rozumiem, dlaczego nie przez ministerstwo??),
- 15 grudnia dowiedziałam się, iż przez błąd w kopiowaniu nazw z wykazu, obiecano mi inny model niż ten, który faktycznie został zakupiony: PocketBook Color 3, którego wartość rynkowa jest niższa (ok. 1239–1290 zł), choć podatek zapłaciłam od kwoty 1480 zł,
- po zdecydowanym proteście, moim i innych laureatów, powołanie się na przepisy prawa i zasady uczciwości społecznej otrzymałam informację, iż dostarczone już niektórym laureatom (ale wciąż nie mnie) czytniki są „niezgodne” i będą wymieniane, a laureaci mają wziąć udział w logistycznej operacji naprawczej, dostarczając kolejne dane osobowe, o czym już w żadnym regulaminie nie było mowy,
- przeszłam przez etap ministerialnych przeprosin, obietnic, a ostatecznie, od ponad miesiąca, przez etap całkowitej ciszy. Na pytania laureatów o termin wręczenia nagród resort odpowiada milczeniem. To, co w związkach międzyludzkich psychologowie nazywają ghostingiem, w wykonaniu ministerstwa stało się standardową procedurą operacyjną. Wczoraj był 14 lutego. Za nami więc Walentynki, Święta Bożego Narodzenia, Nowy Rok. A przed nami kolejne tygodnie oczekiwania. Czytnika nie dotknęłam ani razu. Nie wiem, gdzie jest, kiedy dotrze i czy w ogóle dotrze. Wiem natomiast, iż podatek został zapłacony i zasilił budżet państwa i tu system zadziałał bezbłędnie i natychmiast. […]
I jeszcze z artykułu w Wyborczej:
Jedna z laureatek opowiada nam o mailu z MEN, który nadszedł w grudniu na prośbę o wyjaśnienie sytuacji.
– w uproszczeniu była to odpowiedź, iż zaszła pomyłka, ale otrzymane czytniki będą na pewno tak samo dobre, jak te obiecane. Do tego dołączone były życzenia wesołych świąt.
Świat Czytników nie jest blogiem o polityce, tak więc chciałbym się skupić na rzeczy trochę pobocznej, ale chyba dla nagrodzonych nauczycieli istotnej.
Czy otrzymany czytnik jest faktycznie „tak samo dobry” jak obiecany?
Zobaczmy najpierw, o które modele chodzi:
- PocketBook InkPad Eo to czytnik 10-calowy z Androidem, rysikiem i kolorowym ekranem. Testowałem go w lecie 2024.
- PocketBook InkPad Color 3 (zgaduję, iż o ten chodzi) to czytnik z ekranem 7,8″, klawiszami i również kolorowym ekranem. Jesienią 2023 testowałem jego poprzednika, czyli InkPad Color 2.
I rzeczywiście – to są urządzenia innych kategorii.
W przypadku InkPad Eo mamy do czynienia de facto z tabletem, który może służyć do pracy z dokumentami czy też korzystania z aplikacji, choć niekoniecznie realizuje wszystkie obietnice, np. aparat uznałem za mało użyteczny.
Z kolei InkPad Color 3 to po prostu urządzenie do czytania książek – prostsze w obsłudze i z mniejszymi „ambicjami”. Ma on też mniejsze rozmiary, więc można go częściej ze sobą zabierać
Na zdjęciu otwierającym artykuł umieściłem InkPad Eo i Color 2 – no i widzimy też efekt uboczny Androida. Po dwóch tygodniach leżenia na półce, w Eo wyczerpała się bateria, na jego mniejszym kuzynie wciąż działa. Urządzenie z Androidem trzeba po prostu ładować częściej. Wyobraźmy sobie, iż ktoś w ciągu tygodnia nie ma czasu w czytanie (bo praca), chce sięgnąć po czytnik w weekend, no i w przypadku „lepszego” czytnika z Androidem może go czekać niemiła niespodzianka.
Jedna rzecz, która mi się trochę nie zgadza, to podane ceny.
- InkPad Eo miał mieć wartość 1480 zł. Tymczasem niedługo po premierze model ten kosztował 2449 zł, w tej chwili na stronie Czytio widzę cenę 1999 zł, podobną cenę ma Amazon. Bywał odrobinę taniej w promocjach, ale ceny poniżej 1500 zł sobie nie przypominam.
- No, a InkPad Color 3 chwilę po premierze miał cenę sugerowaną 1499 zł.
Wygląda na to, iż w ministerstwie po prostu pomylono modele i faktycznie planowano zamówić Color 3 (który w momencie zamówienia mógł kosztować 1430 zł) – ale zakomunikowano inny model.
Oczywiście nauczyciele mają prawo oczekiwać tego, co im obiecano. Może jednak machnąć ręką na niekompetencję urzędników i wziąć to, co jest? jeżeli ktoś zamierza tylko czytać, również korzystać z abonamentów e-bookowych – to mniejszy model w zupełności wystarczy, może być choćby wygodniejszy.
A żeby skończyć jakąś sugestią. Jakiś czas temu część nauczycieli dostała bony na laptopy, które słusznie uznano za potrzebne narzędzia pracy. A może w przyszłości MEN uzna, iż kto jak kto, ale nauczyciele powinni więcej czytać, no i wszystkim da bony na zakup czytników? Albo dostęp do biblioteki e-booków, które ułatwią im rozwój zawodowy? Na pewno wśród czytelników bloga jest wielu nauczycieli. Czy skorzystalibyście z takiego „prezentu” od ministerstwa?






