Efekt motyla, czyli jak Trump niechcący przyspieszył rowerową rewolucję

magazynbike.pl 2 miesięcy temu

Teoria motyla mówi mniej więcej tyle, iż pozornie nieistotne zdarzenie może uruchomić cały łańcuch przyczynowo-skutkowy. Coś tak błahego jak machnięcie skrzydeł motyla, które gdzieś tam poruszyło powietrze. Był choćby film pod takim tytułem.

Mogę żartować, iż ten styl narracji mógłby dziś nazywać się „Trump”. Zbieg okoliczności w postaci podobieństwa do nazwiska byłego prezydenta USA nie jest bynajmniej przypadkowy. To właśnie jego decyzje uruchomiły serię zdarzeń, których – można założyć – nikt do końca nie przewidział.

Nie wchodząc w polityczne detale, zostańmy w kręgu rowerowym. Niepewność biznesowa związana z produktami pochodzącymi z Chin, które nagle zostały wypchnięte z rynku amerykańskiego, sprawiła, iż firmy z Państwa Środka zaczęły intensywnie szukać rynków zbytu gdzie indziej. Europa okazała się naturalnym kierunkiem. Wystarczy spojrzeć na skalę reklam AliExpress czy Temu w mediach społecznościowych.

Żeby nie być gołosłownym – dostępne statystyki już pokazują, iż to przesunięcie faktycznie nastąpiło. Eksport z Chin wzrósł, a presja na nowe rynki jest wyraźna.

Dlaczego o tym piszę? Bo z dziennikarskiego obowiązku postanowiłem się temu przyjrzeć. Nie przez pryzmat reklam i obietnic, ale poprzez realne testy produktów, które dziś są nam oferowane. Dokładnie w ten sam sposób, w jaki od lat sprawdzamy sprzęt marek dobrze znanych i ugruntowanych. Bo jedno to kusząca cena, drugie – rzeczywiste potrzeby użytkownika i to, jak te nowe firmy potrafią na nie odpowiedzieć.

I wreszcie pytanie, które prędzej czy później musi paść: czy rzeczywiście przez lata „rowerówka” nas kroiła, zawyżając ceny, a teraz – kupując bezpośrednio od producenta – mamy szansę na jakościowy sprzęt bez pośredników?

Nowy projekt, stare zasady testowania

Uprzedzając pytania – jeżeli czytacie BIKE dłużej, wiecie, iż temat chińskich komponentów śledzimy od wielu lat. Testowaliśmy zarówno komponenty, jak i ramy, rozbieraliśmy je na części pierwsze, jeździliśmy na nich, konsultowaliśmy się z fachowcami.

Dokładnie to samo robimy teraz, w ramach nowego projektu, który… już wystartował.

Założenia są proste. Rynek takich produktów jest ogromny, więc najważniejsze jest oddzielenie ziarna od plew. Budujemy od podstaw kompletny rower wyłącznie z chińskich komponentów – ale mówimy wyłącznie o produktach własnych marek, nie o podróbkach. To zresztą coraz wyraźniejszy trend: odchodzenie od roli anonimowego producenta OEM na rzecz budowania własnej tożsamości i świadomości marki.

Za każdym razem staram się kontaktować bezpośrednio z producentami i pozyskiwać komponenty u źródła. Tak, by w razie problemów, pytań czy wątpliwości mieć realny kontakt z marką – dokładnie tak samo, jak w przypadku firm obecnych na rynku od dekad. Faktem jest też, iż w ostatnich miesiącach to właśnie chińskie marki coraz częściej same zgłaszają się do nas.

Rower już jeździ – i to całkiem serio

Najważniejsze: rower już jeździ. Nie jest to jeszcze konfiguracja finalna, ale w pełni funkcjonalna platforma testowa. Wszystkie jazdy są rejestrowane na Stravie, tak by możliwe było kontrolowanie przebiegów i warunków testowych – moje konto znajdziecie tutaj.

Tak zaczęła się ta jazda na Graro – od hiszpańskiego słońca!

Rower złożyłem tydzień temu, a zdjęcia wykonałem w piątek, 7 lutego, w hiszpańskim Pego – po pierwszym, trzydniowym bikepackingowym tripie liczącym 420 km wokół Walencji. Od początku używam go więc dokładnie tak, jak powinien być używany sprzęt testowy: bez taryfy ulgowej.

Polecam pego.cc z całego serca!

Specyfikacja wyjściowa – baza pod testy

Sercem projektu jest rama ICAN Graro, rozmiar 52 cm (S), karbonowa, z customowym malowaniem – łącznie z wyborem koloru logo, bo taką usługę oferuje icancycling.com. Ten konkretny wzór jest malowany manualnie i nosi oznaczenie PTViolet0631C.

Zastosowano również widelec bez otworów montażowych (także jako opcję wyboru) oraz firmową sztycę z jarzmem bez cofnięcia. Świadomy wybór – na tej samej ramie, w tym samym rozmiarze, jeździłem już w Raccoonie Brigante i poprzednia sztyca z cofnięciem nie była dla mnie idealna. Widelec jest oczywiście częścią zestawu ramowego.

W docelowej wersji roweru pojawią się także koła i kokpit ICAN, które wcześniej testowałem i które przez cały czas mam zamontowane w innych rowerach. Na ten moment Graro jeździ jednak na najnowszym zestawie Dandy Horse GRX52 – obręcze o wysokości 52 mm i imponującej szerokości wewnętrznej 32 mm (!).

Koła obute są w również testowe opony Wolfpack Gravel Super Speed, które na tych obręczach osiągają realną szerokość 43,2 mm.

Napęd zbudowałem w oparciu o SRAM Apex XPLR 1×12, tryb oraz korbę Garbaruk. Kaseta ma rozpiętość 10–46 zębów, dokładnie jak najnowszy XPLR Srama, a korba – 40 zębów i ramiona 170 mm.

Tu także napęd ma być w całości chiński – najbardziej interesujący wydaje mi się bezprzewodowy Wheeltop EDS GEX, z opcją wyboru długości wózka i programowaną ilością biegów. Chcę go przetestować z trybami 11, 12 i 13-biegowymi, w tym 12-biegowym lekkim ZTTO.

Za strefę kontaktu odpowiada siodło Trek Aeolus Pro AirLoom wykonane w technologii 3D oraz kokpit i kierownica FSA, z wewnętrznym prowadzeniem przewodów w systemie SMR FSA. Finalnie ma być to któryś z modeli marki Ryet.

Bikepacking, światło i elektronika

Podczas tripu korzystałem z toreb Tailfin (Top Tube Bag, Frame Bag, wraz z systemem montażowym na kierownicę Bar Bag System) – stąd wybór klasycznej kierownicy FSA i tradycyjnego mostka. Dodatkowe uchwyty Tailfina pozwoliły zamontować GPS i lampkę w standardzie GoPro.

Za nawigację odpowiadał nowy iGPSport BiNavi Air, wspierany przez radar i tylne oświetlenie iGPSport SR Mini. To już są produkty z Chin! Z przodu drogę oświetlał Knog Blinder E z akumulatorem Blinder X. Co go zastąpi? Może Moon?

Kropką nad i są pedały Time AM PD XC 12 TI, które – jak zwykle – przekładam między rowerami. Tu nie wiem jeszcze co wyborę.

Zdjęcie bynajmniej nie symboliczne – tunel na Ojos Negros, w drodze do Sagunto

Co dalej?

W najbliższym czasie: kolejne kilometry, kolejne testy i pierwsze wrażenia z kół oraz opon. W planach jest też zmiana korby na odpowiednik ThinkRidera z pomiarem mocy – oczywiście prosto z Chin.

I… mam tylko problem z oponami, bo nie znalazłem nic interesującego z Dalekiego Wschodu. Może jakaś podpowiedź?

To dopiero początek.

PS a dlaczego Pego i okolica Walencji możecie przeczytać tutaj!

Pego.cc – dlaczego to nie jest Calpe. I bardzo dobrze.

Tekst i zdjęcia: Grzegorz Radziwonowski

Idź do oryginalnego materiału