
Wyobraź sobie powieść. Dla czytelnika – wszystkie rozdziały istnieją jednocześnie. Może otworzyć stronę 1 i stronę 400 w tej samej chwili. Dla bohatera wewnątrz historii istnieje tylko scena, w której właśnie jest. Nie wie, iż strona 400 już istnieje. Nie wie nawet, iż jest postacią w książce.
Jego „teraz” jest niepodważalne, choć z perspektywy czytającego książkę jest tylko jedną z wielu równoważnych konfiguracji tego samego obiektu. To mniej więcej to, co fizyka mówi o czasie. I wcale nie jest to metafora.
Teoria wszechświata blokowego
W 1905 r. Einstein opublikował szczególną teorię względności. 3 lata później jego były profesor Hermann Minkowski wyciągnął z niej wniosek, który zmienił sposób myślenia o rzeczywistości: czas i przestrzeń nie są oddzielnymi bytami. Są jedną czterowymiarową strukturą – czasoprzestrzenią.
Czytaj także:
Ale jeżeli przestrzeń i czas tworzą jeden obiekt, to przeszłość i przyszłość istnieją tak samo realnie jak teraźniejszość. Nie „już nie istnieją” i nie „jeszcze nie istnieją” – po prostu istnieją w innych współrzędnych tego samego obiektu.
Fizycy nazywają to Block Universe, czyli wszechświatem blokowym. Cały czas – od Wielkiego Wybuchu do końca wszechświata – istnieje jednocześnie jako kompletna, czterowymiarowa struktura. My, jako byty żyjące wewnątrz tej struktury, doświadczamy jej liniowo, czyli klatka po klatce, bo tak działa nasza świadomość. Ale z zewnątrz, z perspektywy wyższego wymiaru, cały film jest już gotowy i – co pewnie najtrudniej nam przyjąć do wiadomości – niezmienialny.
Angielski fizyk Julian Barbour poszedł o krok dalej w swojej książce „The End of Time” z 1999 roku. Stwierdził, iż czas w ogóle nie istnieje jako fundamentalna adekwatność rzeczywistości. Istnieją tylko konfiguracje – „teraz-punkty” – a poczucie upływu czasu jest iluzją generowaną przez świadomość, która porównuje zawartość kolejnych konfiguracji i interpretuje różnicę jako ruch w czasie.
Pamiętacie Coopera z Interstellar błądzącego w środku czarnej dziury po bibliotece wszystkich możliwych chwil z życia swojej córki? Christopher Nolan pokazał block universe lepiej niż niejeden podręcznik fizyki.
Czytaj także:
Co to znaczy dla wolnej woli
Tu zaczyna się problem, o którym fizycy wolą nie mówić zbyt głośno, bo prowadzi w miejsca filozoficznie niewygodne. Takie, które podważają sens naszego istnienia.
Jeśli wszechświat blokowy jest poprawnym opisem rzeczywistości, to wszystkie twoje przyszłe decyzje już istnieją. Nie, iż „zostaną podjęte”. One już są. Gdzieś w czterowymiarowej strukturze czasoprzestrzeni istnieje konfiguracja zawierająca każdy twój wybór, każdą myśl, każde słowo, które wypowiesz za rok. Są też twoje narodziny i twoja śmierć, które są równie realne co ta chwila, w której czytasz ten tekst.
Czytaj także:
Czy to znaczy, iż wolna wola jest iluzją?
I tu zaczyna się interesujący spór. Część fizyków mówi: tak, determinizm jest pełny, wolna wola to użyteczna fikcja, którą mózg generuje, żeby nadać sens swojemu funkcjonowaniu. Inni odpowiadają: decyzja jest częścią bloku. Twój wybór jest wbudowany w strukturę czasoprzestrzeni, ale to nie znaczy, iż nie jest twój. Ty jesteś częścią mechanizmu, który generuje ten wynik, nie zewnętrznym obserwatorem patrzącym na gotowy scenariusz.
Interpretacja Everetta. A co jeżeli wszystkie klatki istnieją równolegle
Wszechświat blokowy zakłada istnienie jednego filmu. Słynny fizyk Hugh Everett w 1957 r. zaproponował coś znacznie bardziej ekstremalnego: nie jeden film, ale nieskończenie wiele filmów, wszystkie istniejące równolegle.
Interpretacja wielu światów mówi, iż przy każdym zjawisku kwantowym wszechświat nie wybiera jednego wyniku. Rozgałęzia się. Wszystkie możliwe wyniki istnieją w osobnych gałęziach rzeczywistości, które nie komunikują się ze sobą. My doświadczamy tylko jednej gałęzi, ale pozostałe są równie realne.
Połącz to z teorią wszechświata blokowego, a dostaniesz obraz, który jest albo najpiękniejszą, albo najbardziej przerażającą koncepcją w fizyce: nie jeden gotowy film, ale nieskończona biblioteka wszystkich możliwych filmów, każdy w pełni zrealizowany, każdy równie prawdziwy.
W jednej gałęzi czytasz teraz ten tekst. W innej nie. W kolejnej nigdy nie zacząłem go pisać. W jeszcze innej w ogóle nie istnieje takie medium jak Spider’s Web.
(psst — jeżeli chcesz zobaczyć, jak można artystycznie pobawić się wizją multiverse zachęcam do obejrzenia kapitalnego serialu Alexa Garlanda „Devs”)
Czytaj także:
Dlaczego tak silnie odczuwamy „teraz”
Jest jedno pytanie, na które fizyka nie ma dziś satysfakcjonującej odpowiedzi: skoro przeszłość i przyszłość istnieją tak samo jak teraźniejszość, to dlaczego „teraz” jest tak wyraźne? Dlaczego mamy nieodparte poczucie, iż jesteśmy w konkretnym punkcie, a nie w całej strukturze naraz?
Carlo Rovelli, autor „Porządku czasu” – jednej z najpiękniejszych książek naukowych ostatnich dekad – twierdzi, iż „teraz” jest lokalną adekwatnością świadomości, nie fundamentalną adekwatnością wszechświata. Czas płynie, ale nie wszędzie tak samo i nie w tym samym kierunku dla wszystkich obserwatorów. Strzałka czasu, którą odczuwamy wynika z termodynamiki, a nie z jakiejś fundamentalnej asymetrii wszechświata. Gdybyśmy byli czymś innym, lub gdybyśmy patrzyli z zewnątrz na nas samych, to „teraz” mogłoby nie istnieć w żaden wyróżniony sposób.
W liście do rodziny swojego zmarłego przyjaciela Michele Besso, Albert Einstein pisał: „Besso odszedł z tego dziwnego świata nieco przede mną. To nic nie znaczy. Dla nas, wierzących fizyków, różnica między przeszłością, teraźniejszością i przyszłością jest tylko złudzeniem, choć uporczywym.”
Einstein napisał te słowa kilka tygodni przed własną śmiercią. I nie był to poetycki gest pocieszenia, ale opis fizycznej rzeczywistości, w którą naprawdę wierzył.
Fizycy mówią nam, iż czas jest iluzją
Że jesteśmy bohaterami w książce, której nie możemy zobaczyć z zewnątrz. Jedyne, co nam pozostaje, to dobrze zagrać swoją scenę.
Odgrywajmy więc dalej nasze „teraz”.













