Wearables zawiodły. Zamiast uwolnienia od zbędnych bodźców, dostaliśmy kolejne wyświetlacze, tyle iż przytwierdzone bezpośrednio do naszego nadgarstka. Zamiast ograniczyć dopływ informacji, stworzyliśmy jeszcze szybszy kanał ich przekazywania, który nieustannie wibruje, świeci się przy każdym ruchu ręki i wymaga natychmiastowej uwagi.
Warto przeczytać: Okulary z funkcjami smart kontratakują. Zastąpią telefony i smartwatche?
Jak się okazuje, wywołało to kontrakcję. Coraz większa grupa użytkowników zaczyna szukać rozwiązań zupełnie innych, wpisujących się w koncepcję tzw. cichej technologii. Nie chcemy już kolejnego interfejsu, który zmusza do działania. Pojawiło się zapotrzebowanie na sprzęt, który swoją pracę wykonuje po cichu, w tle – zbierając najważniejsze dane biometryczne bez odciągania naszej uwagi. Na tej fali wyrastają urządzenia takie jak smart pierścienie oraz bezekranowe opaski.
Zjawisko „ekranozy” i przebodźcowania
Przez lata przyzwyczailiśmy się do tego, iż jesteśmy stale dostępni on-line, a aplikacje i urządzenia coraz mocniej zajmują naszą uwagę. Jesteśmy otoczeni ekranami z każdej strony, dlatego często już choćby nie zauważamy, jak bardzo ciągłe powiadomienia osłabiają naszą zdolność do skupienia.
Zjawisko to szczególnie mocno dotyka użytkowników klasycznych smartwatchy. Inteligentny zegarek miał być wyzwoleniem od telefona, a w praktyce stał się jego wspólnikiem. Urządzenia te atakują nas wibracjami w najbardziej nieodpowiednich momentach – podczas prowadzenia samochodu, ważnego spotkania czy rodzinnego obiadu. Każde zaświecenie się ekranu i każda wibracja prowadzą nas do zerknięcia na tarczę, tworząc stan stałego wzbudzenia i potęgując napięcie. Zamiast spokoju dostajemy nieustanne ponaglenia do domknięcia pierścieni aktywności, odebrania maila czy sprawdzenia nowej wiadomości. Zaczynamy więc zadawać sobie pytanie, czy to my kontrolujemy technologię, czy technologia przejmuje kontrolę nad nami? Ta refleksja naturalnie prowadzi nas w stronę odejścia od tego typu technologii, zaczynamy szukać rozwiązań pracujących dyskretnie w tle, bez ciągłego alarmowania.
Od reakcji na bodźce do spokojnej obserwacji
Wyjściem są nowe pasywne wearables, które zmieniają to, jak korzystamy z technologii. Zamiast kolejnego sprzętu, który wymaga od nas skupienia i reakcji „natychmiast”, dostajemy narzędzie działające cicho w tle.
- Klasyczny smartwatch wibruje, przypomina o ruchu, pokazuje powiadomienia i regularnie odciąga uwagę od tego, co robimy.
- Nowe urządzenia, takie jak smart pierścienie czy bezekranowe opaski, nie próbują ustawiać nam dnia na bieżąco.
- Ich zadaniem jest długofalowe i dyskretne monitorowanie organizmu, bez ciągłego angażowania.
To ważna zmiana. Technologia przestaje być źródłem kolejnych bodźców, a zaczyna pełnić rolę spokojnego obserwatora zdrowia i regeneracji.
Kluczem do tej zmiany są pomiary pasywne wykonywane w trybie ciągłym (24/7). Zamiast pytać urządzenie o bieżący wynik lub manualnie uruchamiać trening, pozwalamy mu pracować w tle bez jakiejkolwiek naszej ingerencji. Zamiast powierzchniowych wskaźników, takich jak sama liczba kroków, czujniki ukryte w pierścieniu czy opasce skupiają się na wskaźnikach głębokiej biometrii:
- Zmienności rytmu zatokowego (HRV), która stanowi precyzyjny miernik obciążenia układu nerwowego i poziomu stresu,
- Rzeczywistej temperaturze ciała i jej odchyleniach, pozwalających wcześnie wykryć nadchodzącą infekcję lub przetrenowanie,
- Strukturze i jakości poszczególnych faz snu, niezbędnych do oceny regeneracji psychofizycznej.
Zmienia się również sama architektura aplikacji i sposób, w jaki przeglądamy zebrane dane. Odchodzimy od ciągłego zaglądania do telefonu w ciągu dnia na rzecz jednego, porannego raportu regeneracji. Po przebudzeniu nie zalewa nas fala wykresów, ale otrzymujemy gotową, zwięzłą analizę przygotowaną przez algorytmy AI. Zamiast szumu informacyjnego dostajemy czytelny wskaźnik gotowości do działania wraz z konkretną wskazówką na dany dzień – informacją, czy nasz organizm jest gotowy na intensywny trening, czy też wymaga spokojniejszego tempa i wcześniejszego odpoczynku. To uspokaja a nie wzmaga stres.

Jeszcze kilka lat temu urządzenie bez ekranu nie wzbudziłoby zainteresowania. Dziś trendy się odwracają. Fot. HotGear.
Te urządzenia nie są pozbawione wad
Choć takie pasywne wearables pomagają zachować „cyfrowy spokój” i uwalniają od nadmiaru ekranów, nie są rozwiązaniem pozbawionym wad. Wprowadzenie zaawansowanej technologii do małej formy pierścienia czy opaski wiąże się z szeregiem zmian inżynieryjnych i użytkowych, które musimy brać pod uwagę.
Brak bieżącego podglądu parametrów w czasie rzeczywistym
Całkowity brak wyświetlacza daje odetchnąć, ale jest ograniczeniem w sytuacjach wymagających natychmiastowej informacji zwrotnej. Podczas biegu, jazdy na rowerze czy treningu siłowego nie sprawdzimy strefy tętna ani aktualnego tempa. Aby sprawdzić jakiekolwiek dane, musimy sięgnąć po telefon. Urządzenia te nie sprawdzają się zatem jako asystenci aktywności na żywo, a jedynie jako rejestratory.
Wyzwania miniaturyzacji i precyzja pomiarów
Umieszczenie skomplikowanych czujników optycznych, akcelerometrów i baterii w ciasnej obudowie pierścienia to ogromne wyzwanie technologiczne. Pomiary biometryczne z palca bywają podatne na zakłócenia:
- Zmiany temperatury otoczenia powodują naturalne zwężanie lub rozszerzanie się naczyń krwionośnych oraz samych palców, co wpływa na przyleganie czujnika.
- Mikroruchy pierścienia podczas wykonywania codziennych czynności czy podnoszenia ciężarów potrafią fałszować odczyty tętna.
- Szeroka gama rozmiarów dłoni wymaga idealnego dopasowania obwodu – źle dobrany rozmiar drastycznie obniża dokładność zebranych danych.
Model subskrypcyjny i ukryte koszty
Większość producentów tzw. dyskretnych wearables zarabia nie tyle na sprzedaży samego sprzętu na stałym opłacaniu abonamentu. Sam zakup pierścienia czy opaski za kilkaset lub ponad tysiąc złotych często nie wystarcza – aby uzyskać dostęp do pełnej analityki, raportów i wyciąganych przez algorytmy wniosków, musimy opłacać miesięczny abonament. Kupujemy więc nie tyle fizyczny przedmiot, co stałą usługę dostępu do własnych danych zdrowotnych, co po kilku latach użytkowania znacząco podnosi realny koszt urządzenia. Trzeba o tym pamiętać.
Podsumowanie
Przyglądając się kierunkowi, w którym zmierza rynek technologii typu wearables, stajemy przed wyraźnym podziałem. Klasyczne smartwatche z pewnością nie znikną z naszych nadgarstków, jednak ich rola ulegnie zmianie. Zostaną z nami jako wyspecjalizowane narzędzia treningowe i komunikacyjne, po które sięgamy celowo podczas aktywności sportowych. W codziennym życiu ustąpią jednak miejsca nowej fali urządzeń, które zdejmą z nas ciężar nieustannego obcowania z ekranami.
Wchodzimy w erę, w której najlepsza technologia to technologia niewidzialna – taka, o której istnieniu całkowicie zapominamy w ciągu dnia, aż do momentu, gdy dostarczy nam zwięzłą, wartościową informację pomagającą żyć zdrowiej i mądrzej. Ostatecznie nie chodzi przecież o to, by mierzyć każdą sekundę swojego życia na błyszczącym ekranie, ale o to, by dzięki zebranym danym móc w pełni cieszyć się zdrowiem bez zbędnych rozpraszaczy.
Tomasz Sławiński

5 godzin temu






