Kiedy Konrad z fine-cycling.com napisał do mnie z propozycją testu, byłem zaciekawiony. Jak zawsze, gdy pojawia się nowa, polska marka. Naturalnym krokiem było sprawdzenie, kto za tym stoi i z jakim podejściem wchodzi na rynek. W odpowiedzi dostałem deklarację, którą można potraktować jako punkt wyjścia do całego testu.

„Marka odzieży Fine pojawiła się z chęci stworzenia czegoś nowego, świeżego. Nie chcemy oferować jedynie nowych kolorów, zależy nam na rozwiązywaniu problemów. Jesteśmy cały czas głodni nowych rozwiązań, wciąż szukamy nowych pomysłów. Jeździmy w różnych warunkach, mamy grupę testerów, którzy potrafią nas porządnie zmęczyć. I przede wszystkim słuchamy ludzi. Mimo iż stawiamy na racjonalną cenę końcową produktu, nie wierzymy w kompromisy. Materiał do potówki kolarskiej wybraliśmy z kilku przetestowanych rozwiązań i wersja, która naszym zdaniem działa, była niestety najdroższa.
Uważamy, iż każdy kolarz jest bohaterem i każdego staramy się wspierać bez względu na typ roweru, cel i długość jazdy. Wierzymy, iż wielkie cele składają się z małych kroków, a najtrudniejszy jest ten pierwszy. Dlatego projektujemy odzież, która będzie pomagała w realizacji marzeń.”
Brzmi górnolotnie? Zapewne! Tę deklarację potraktowałem dosłownie i zabrałem zestaw na wyjazd do Toskanii. W marcu warunki potrafią tam zaskoczyć – tym razem były zbliżone do tych, które znamy z Polski, ale wystarczające, żeby jeździć już w krótkich rzeczach.
Do bagażu trafiły spodenki Premium Comfort, koszulka AERO Sunset Yellow oraz potówka Alpique.

Pierwszy kontakt bez uprzedzeń
Lubię testować produkty z czystą kartą. Bez czytania specyfikacji, bez opinii, bez budowania oczekiwań. Po prostu – zakładam i jadę. Tak było i tym razem. Ciuchy przyszły dosłownie w przeddzień wyjazdu do Toskanii. Zdążyłem tylko sprawdzić rozmiar potówki – S czy M – i zgodnie z sugestią Konrada wybrałem mniejszą opcję. Miało być dopasowanie i było.
Reszta? Pierwsze kilometry już na miejscu. Bez przygotowania, bez analizowania – dokładnie tak, jak lubię. Zdjęcia akcji, które widzicie, powstały właśnie tego pierwszego dnia. Szybkie przesiadki między różnymi rowerami, testowanie w ruchu, spontanicznie. Jeden z rowerów jest przy okazji zamazany – po prostu nie miał jeszcze premiery.

Toskania + trenażer = pełny obraz
Po powrocie do Polski dorzuciłem jeszcze jedną warstwę testu – trenażer. I nie bez powodu. Jazda w stałej pozycji, bez chłodzenia powietrzem, gdy człowiek spływa potem – to środowisko, w którym wychodzą wszystkie niedoskonałości. jeżeli coś ma uwierać, przesuwać się albo nie działać – tutaj to znajdziesz najszybciej.
Dlatego zawsze traktuję trenażer jako filtr prawdy.

Wnioski? Zaskakująco dopracowany produkt
Nie wiem, ile było wersji, ile prototypów i jak długo trwał rozwój, ale jeżeli to jest pierwsza seria – efekt jest naprawdę bardzo dobry.
I co najważniejsze: nie znalazłem wad.
To, co od razu zwraca uwagę, to rozmiarówka. Normalna. Ludzka. Nie „włoska”. jeżeli mieliście do czynienia z włoskimi markami, to wiecie, o czym mówię – M dla 60-kilogramowego zawodnika. Tymczasem ja mam 169 cm wzrostu i około 75 kg, czyli – nazwijmy to uczciwie – normalną sylwetkę.
I tutaj wszystko po prostu pasuje.

Krój dla normalnego człowieka
To nie jest agresywny slim fit. To jest dobrze przemyślany normal fit. Nie chodzi tylko o elastyczność materiału – bo lycra rozciągnie się zawsze. Chodzi o to, jak czujesz się w tych ciuchach. A ja czułem się po prostu dobrze.
Bez ścisku, bez walki z materiałem, bez poczucia, iż trzeba „zasłużyć” na ten strój formą życia. Jednocześnie przez cały czas mamy dopasowanie – to nie są luźne ubrania. To balans, który w praktyce jest trudny do osiągnięcia. Długość nogawek, szelek, rękawków – wszystko gra.
I to właśnie te detale są istotne. Ważne, iż w ciuchach dobrze czułem się ja – a czy wyglądam dobrze musicie ocenić sami!


Detale, które działają
Techniczne rozwiązania? Tym razem marketing pokrywa się z rzeczywistością. Silikonowe wykończenia nogawek trzymają, ale nie uciskają. Szelki – siatka pojedyncza z tyłu, podwójna z przodu – są wygodne i stabilne. Nic się nie przesuwa, nic nie irytuje.
Wkładka jest gruba, „mięsista” i co nie takie oczywiste – we adekwatnym miejscu. Nie myślalem o niej po całym dniu jazdy. Tak jak być powinno. W teście długodystansowym sprawdzę co dzieje się z nią z czasem.
Koszulka? Klasyka, ale dobrze wykonana. Trzy kieszenie z tyłu plus czwarta na zamek – dokładnie tak, jak powinno być. Do tego tylny panel z siatki, który poprawia oddychalność. To nie są rzeczy, które robią efekt „wow” na papierze. Ale robią ogromną różnicę na rowerze.

Kolor ma znaczenie
Celowo wybrałem odważniejsze kolory – takie, które dobrze wyglądają na zdjęciach, ale też poprawiają widoczność na drodze. I tu widać interesujący kierunek. Fine Cycling idzie ścieżką, którą wyznaczyły już większe marki jak najpierw MAAP, teraz ASSOS – odchodząc od monotonii czerni.
Spodenki dostępne są nie tylko w klasycznej wersji, ale też w bardziej wyrazistych kolorach. Ten, który widzicie, w katalogu nazwano „petroleum”. Dla mnie to po prostu morski. Jest też wariant Nairobi – wpadający w bordo. I to nie jest nadruk – tylko sam materiał ma taki kolor. T nie grozi rozciąganie lycry i… wychodzenie białego. Tak powinno być.
Koszulka Aero? Sześć wariantów kolorystycznych. Każdy z tym samym krojem, ale innym charakterem. I dobrze. Bo nie każdy chce wyglądać tak samo.


Potówka, o której zapominasz
Pod spodem miałem potówkę Fine Cycling. I powiem najprościej, jak się da: nie myślałem o niej. Nie czułem jej, nie poprawiałem, nie zwracała na siebie uwagi. Czyli dokładnie tak, jak powinna działać.
Podsumowanie
To jeden z tych testów, gdzie trudno znaleźć słabe punkty – a to wcale nie zdarza się często. Fine Cycling zrobił coś, co teoretycznie jest proste, a w praktyce bardzo trudne: stworzył odzież, która pasuje do normalnego użytkownika. Nie do zawodnika z World Touru, nie do katalogowego modela, tylko do człowieka, który jeździ, pracuje, trenuje, ale nie zawsze ma czas na perfekcyjną formę.
Poniżej znajdziecie opisy najważniejszych cech – powstały na podstawie informacji ze strony firmowej

Koszulka kolarska AERO Sunset Yellow
Koszulka kolarska AERO Sunset Yellow została zaprojektowana jako model przeznaczony do jazdy w wysokich temperaturach i podczas intensywnych treningów. Łączy aerodynamiczny krój typu race-fit z rozwiązaniami ukierunkowanymi na wentylację i odprowadzanie wilgoci. Bazą konstrukcji jest materiał DRYCLIM®, odpowiadający za szybkie schnięcie oraz transport potu na zewnątrz. Tylny panel wykonano z siateczki, co wspiera cyrkulację powietrza podczas jazdy. Rękawy zostały wykończone w technologii cięcia laserowego, bez klasycznych szwów. Koszulka wyposażona jest w cztery kieszenie z tyłu – trzy otwarte oraz jedną zapinaną na zamek. Dodatkowo zastosowano ochronę UPF50+, ograniczającą wpływ promieniowania UV. Elastyczna struktura materiału zapewnia dopasowanie do sylwetki i swobodę ruchu w pozycji kolarskiej.
Model został zaprojektowany i wyprodukowany w Polsce, zgodnie z założeniami dotyczącymi kontroli jakości i transparentności procesu produkcyjnego.
Cena: 390 zł
Rozmiary: S–XXL
(damskie XS-XL)
Spodenki kolarskie PREMIUM COMFORT
Spodenki kolarskie PREMIUM COMFORT to drugi element zestawu, który trafił ze mną do Toskanii. W opisie producenta są przedstawiane jako model nastawiony na stabilność, wygodę i brak konieczności poprawek w trakcie jazdy – czyli dokładnie te obszary, które w praktyce najłatwiej zweryfikować. Bazą konstrukcji jest elastyczna, oddychająca lycra, odpowiadająca za dopasowanie do ciała oraz odprowadzanie wilgoci. Materiał pozostaje stabilny na skórze, bez przesuwania się w trakcie jazdy. Na nogawkach zastosowano szerokie, około 6-centymetrowe ściągacze, których zadaniem jest utrzymanie spodenek we adekwatnej pozycji bez nadmiernego ucisku.
Kluczowym elementem jest wkładka Dolomiti Pads Alta Badia, zaprojektowana z myślą o intensywnych trasach trwających do około 6 godzin. Konstrukcja opiera się na zróżnicowanej gęstości pianek, co przekłada się na amortyzację oraz wsparcie w newralgicznych punktach kontaktu z siodłem.
Model uzupełnia ochrona przeciwsłoneczna UPF50+ oraz klasyczna, czarna kolorystyka. Spodenki zostały zaprojektowane i uszyte w Polsce, zgodnie z założeniami dotyczącymi lokalnej produkcji i kontroli jakości.
Z punktu widzenia zastosowania producent wskazuje na szerokie spektrum jazdy – od treningów szosowych, przez gravel i MTB, po dłuższe dystanse w ciepłych warunkach.
Cena: 440 zł
Rozmiary: S–XXL
(damskie XS-XL)
Potówka ALPIQUE
Trzecim elementem zestawu była potówka ALPIQUE, którą producent określa jako bazową warstwę zaprojektowaną z myślą o maksymalnej oddychalności i wsparciu termoregulacji podczas jazdy. Konstrukcja opiera się na ultralekkiej siatce technicznej, której zadaniem jest zapewnienie przepływu powietrza oraz sprawne odprowadzanie wilgoci. Materiał ma elastyczną strukturę i dopasowuje się do ciała, tworząc przylegającą warstwę pod koszulką kolarską.
Zgodnie z założeniami, potówka działa jako element wspierający utrzymanie stabilnej temperatury ciała w trakcie wysiłku. Minimalistyczna konstrukcja skupia się na funkcjonalności i ograniczeniu zbędnych elementów.
Cena: 190 zł
Rozmiary: S–XXL
(damskie XS-XL)
Artykuł powstał w ramach płatnej współpracy z fine-cycling.com
Tekst: Grzegorz Radziwonowski, zdjęcia: Rupert Fowler, Grzegorz Radziwonowski



_f9b11_9112f.jpg)



