
Javelin dostanie nową głowicę naprowadzającą na podczerwień. Armia USA chce zastąpić technologię, której dalsze utrzymywanie staje się problemem.
Javelin przez cały czas oczywiście potrafi znaleźć czołg, zapamiętać jego obraz cieplny i po odpaleniu poprowadzić się do celu bez pomocy żołnierza. Problem jednak jest w tym, iż część technologii odpowiedzialnej właśnie za to zadanie ma już swoje lata. Armia USA zamówiła więc nową głowicę naprowadzającą, która ma pozwolić Javelinowi spokojnie wejść w kolejną dekadę służby.
Javelin ma dostać całkowicie nowego seekera
Kontrakt otrzymała firma Kratos, a zamawiającym jest DEVCOM C5ISR Center amerykańskiej armii. Zadanie obejmuje opracowanie, zbudowanie i przetestowanie nowej głowicy naprowadzającej określanej jako Enhanced Seeker.
Jest to jeden z najważniejszych elementów całego pocisku. Seeker można w uproszczeniu nazwać jego oczami. Po namierzeniu celu przed startem to właśnie układ znajdujący się w rakiecie przejmuje zadanie śledzenia obiektu i prowadzenia pocisku podczas lotu.
W Javelinie wykorzystuje się obrazowanie w podczerwieni. Sensor nie szuka więc czołgu dlatego, iż odbija on wiązkę radaru albo jest przez cały czas podświetlany laserem. Tworzy jego obraz termiczny, a po zablokowaniu celu pocisk może działać samodzielnie.
Stąd słynna zasada odpal i zapomnij. Żołnierz nie musi stać z wyrzutnią na ramieniu i naprowadzać rakiety aż do trafienia. Może natychmiast zmienić pozycję, co w przypadku walki z czołgiem ma bardzo konkretne znaczenie dla jego szans na przeżycie. Nowa głowica ma zachować tę podstawową filozofię działania. Nie chodzi więc tutaj o budowę następcy Javelina, ale wymianę starzejącej się technologii w jego sekcji naprowadzania.
Problemem nie jest to, iż Javelin nagle przestał trafiać, bo to nieprawda
Sformułowanie o przestarzałej technologii może brzmieć tak, jakby Amerykanie odkryli jakąś poważną wadę rakiety. Nie o to jednak chodzi. Javelin wszedł do służby w 1996 r. i od tego czasu był wielokrotnie modernizowany. Dzisiejszy FGM-148F nie jest tym samym pociskiem, którym amerykańska piechota dysponowała 30 lat temu. Zmieniano elektronikę, oprogramowanie, system sterowania i głowicę bojową.
Mimo tego nie każdy podzespół można rozwijać w nieskończoność. Elektronika starzeje się w trochę inny sposób niż silnik czy pancerz. Fabryki przestają produkować określone układy, pojawiają się nowe procesy technologiczne, stare komponenty wymagają specjalnych zamówień, a ich zamienniki nie zawsze można po prostu włożyć w to samo miejsce.
W przypadku broni produkowanej przez dziesięciolecia dochodzi więc do swego rodzaju paradoksu. Rakieta może przez cały czas świetnie wykonywać swoje zadanie, a jednocześnie stawać się coraz trudniejsza do produkowania i utrzymywania, bo część jej podzespołów wywodzi się z technologii projektowanej w zupełnie innej epoce. Kratos ma dostarczyć nie tylko działający prototyp, ale sprzęt zaprojektowany z myślą o późniejszej produkcji.
Nowe oczy muszą od razu nadawać się do fabryki
To bardzo istotny szczegół kontraktu. Armia nie kupuje tu pokazowego sensora, który trafi na testy i potem zniknie z naszego pola widzenia. Celem programu jest przede wszystkim doprowadzenie do realnej konstrukcji, gotowej do wdrożenia i seryjnej produkcji. Prace będą prowadzone w zakładzie Kratos w Birmingham w stanie Alabama, natomiast testy mają odbywać się również w obiektach należących do amerykańskiej armii.
Nie ujawniono wartości kontraktu, harmonogramu ani liczby głowic, które mogą zostać później wyprodukowane. Nie podano również szczegółowych parametrów Enhanced Seekera. To oznacza, iż na razie nie można stwierdzić, iż nowy Javelin zobaczy czołg z dwa razy większej odległości, będzie odporny na każdy rodzaj maskowania albo zyska konkretny dodatkowy zasięg. Takich informacji po prostu nie przedstawiono. Celem jest zastąpić przestarzałą część systemu i stworzyć rozwiązanie, które będzie można produkować oraz rozwijać w następnej dekadzie.
Rakieta sama zapamiętuje cel i rusza nad czołg
Modernizacja dotyczy elementu, bez którego Javelin straciłby jedną ze swoich największych przewag. Operator najpierw wykrywa cel dzięki modułu celowniczego. Następnie aktywuje seeker znajdujący się już w samym pocisku i przekazuje mu obiekt do śledzenia. Gdy rakieta uzyska blokadę, może zostać odpalona. Dalej radzi sobie już po prostu sama.
W podstawowym trybie przeciwko pojazdom opancerzonym Javelin wznosi się nad celem i nurkuje na jego górną część. To tzw. top attack. Rozwiązanie wykorzystuje fakt, iż dach wieży i kadłuba czołgu jest zwykle znacznie słabiej chroniony niż przednia część pojazdu. Pocisk może również lecieć bardziej bezpośrednią trajektorią, przydatną chociażby przeciwko umocnieniom, obiektom znajdującym się pod przeszkodami oraz innym celom, których nie opłaca się atakować z góry.
Jak pisaliśmy w tekście: Potężne pociski dla polskiej armii. Każdy żołnierz będzie teraz pogromcą czołgów, Polska również rozwija swój arsenał Javelinów. Największa z planowanych transakcji obejmuje 253 moduły wyrzutni i do 2506 pocisków FGM-148F.
Wymieniają nie tylko oczy, ale także lornetkę żołnierza
Co ciekawe, seeker nie jest jedyną częścią Javelina, która właśnie przechodzi technologiczne odmłodzenie. W maju 2026 r. amerykańska armia dostała pierwsze seryjne Lightweight Command Launch Unit (LWCLU), czyli nowy moduł celowniczo-startowy, który zastępuje starszy CLU noszony przez operatora.
Nowa konstrukcja jest o ok. 30 proc. mniejsza i 25 proc. lżejsza, co tak naprawdę oznacza mniej obciążenia dla żołnierza w terenie. Do tego dochodzą sensory, które pozwalają wykrywać i rozpoznawać cele z mniej więcej dwukrotnie większej odległości niż w poprzedniej wersji, czyli operator widzi więcej, szybciej i z bezpieczniejszej pozycji.
Warto tu jasno rozdzielić te dwa elementy. LWCLU to oczy żołnierza przed odpaleniem – wszystko, co dzieje się na etapie wykrycia, identyfikacji i decyzji o strzale. Z kolei Enhanced Seeker będzie oczami rakiety już po wystrzale, odpowiadając za precyzyjne naprowadzanie na końcowym etapie lotu.
Te dwie modernizacje to przykład podejścia, w którym Amerykanie nie wyrzucają Javelina i nie budują go od zera, tylko konsekwentnie podmieniają najważniejsze komponenty na nowsze. Dzięki temu zachowują sprawdzoną konstrukcję i sposób użycia broni, jednocześnie stopniowo podnosząc jej możliwości do współczesnych standardów.
*Źródło zdjęcia wprowadzającego: Władysław Kosiniak-Kamysz, X












