Każą mi płacić za kartony ze śmietnika. Chcę robić dobrze, to mnie karają

konto.spidersweb.pl 5 godzin temu

Zewsząd słyszymy, iż mamy żyć w duchu zero waste. Spróbujcie jednak zastosować tę logikę w Polsce będąc drobnym przedsiębiorcą. Zostaniecie przemieleni przez biurokratyczny walec, dostaniecie po łbie stertą papierów, a na koniec państwo i tak wyciągnie do was rękę po haracz. Wszystko w imię ratowania planety.

Prowadzę małą firmę i czasem wrzucę jakiś towar na popularną platformę sprzedażową. Logiczne jest to, iż rzecz, którą ktoś kupi, trzeba w coś zapakować do wysyłki. Jako iż mam alergię na bezsensowne kupowanie ton nowej tektury, która po jednym dniu w transporcie i tak najpewniej wyląduje w koszu klienta, znalazłem genialne w swojej prostocie rozwiązanie. Dogadałem się z właścicielem osiedlowego sklepiku. Po dostawach towaru odkłada mi puste kartony, które normalnie wylądowałyby na makulaturze.

Ja mam darmowe opakowanie, on ma mniej śmieci do wyniesienia, a środowisko zyskuje, bo nie trzeba wycinać kolejnego drzewa i zużywać potężnej ilości energii oraz wody na wyprodukowanie nowego, gładkiego pudełka. Czysta ekologia, podręcznikowy obieg zamknięty, wszyscy wygrywają. Prawda? Otóż nie. Właśnie w tym momencie z całą swoją bezwzględnością wkracza państwo polskie i jego biurokratyczny potwór: system BDO.

Czym jest BDO i dlaczego najchętniej poluje na płotki?

BDO, czyli Baza Danych o Odpadach, to cyfrowy rejestr uruchomiony przez Ministerstwo Klimatu. W zamyśle projekt był wręcz doskonały: miał uszczelnić rynek śmieciowy, zlikwidować dzikie wysypiska, uderzyć w mafie śmieciowe i kontrolować wielkie korporacje zalewające nas tysiącami ton plastiku i opon.

Jak to jednak w Polsce bywa, system, który miał łapać rekiny, stał się gęstą siecią na najmniejsze płotki. Według przepisów każda firma, która wysyła towar, staje się podmiotem wprowadzającym produkty w opakowaniach. Nieważne, czy jesteś gigantyczną fabryką produkującą własne plastikowe blistry, czy rzemieślnikiem wysyłającym wełniane skarpety pocztą.

Musisz złożyć wniosek, dostać numer rejestrowy, płacić roczną opłatę (200 zł dla mikrofirm, 800 zł dla pozostałych), co do grama ewidencjonować zużyty papier, folię czy taśmę, a do 15 marca każdego roku wysyłać skomplikowane sprawozdania. A jeżeli tego nie zrobisz? Kary administracyjne.

Myślałem, iż mnie to nie dotyczy. Przecież ja nie produkuję śmieci. Postanowiłem więc być uczciwym obywatelem i zadzwoniłem na oficjalną infolinię BDO, żeby rozwiać wszystkie swoje wątpliwości.

Rozmowa z urzędowym betonem

Trafiłem na konsultanta, któremu spokojnie i łopatologicznie wytłumaczyłem swoją sytuację. Powiedziałem: Proszę pana, ja nie wprowadzam żadnych nowych opakowań. Ja biorę karton ze śmietnika na zapleczu lokalnego marketu. Ktoś już ten karton wyprodukował, ktoś zapakował w niego chrupki, ktoś wprowadził go do obiegu i ktoś już za niego ustawową opłatę recyklingową odprowadził. Ja go po prostu ratuję przed zniszczeniem i używam ponownie.

Myślicie, iż po drugiej stronie słuchawki usłyszałem: A, to świetnie, w takim razie jest pan zwolniony, dziękujemy za proekologiczną postawę? Skąd.

Dowiedziałem się, iż ustawa jest ślepa na takie niuanse. Używasz kartonu z odzysku, żeby wysłać swój towar? Zmieniłeś jego przeznaczenie. Dla systemu stajesz się wprowadzającym. Koniec, kropka. Musisz się zarejestrować, wnosić opłaty rejestrowe i wypełniać tabelki z ewidencją. Fakt, iż uratowałeś ten karton przed wysypiskiem, nie ma żadnego znaczenia prawno-urzędowego.

Podatek od niebycia idiotą

Gdybym zachował się jak rasowy ignorant, wszedł na azjatycki portal i zamówił kontener nowiutkich, błyszczących, ofoliowanych kartonów, których produkcja i transport wyemitowały tony CO2, system BDO traktowałby mnie dokładnie tak samo, jak teraz, gdy biorę kartony po lodach i mrożonkach od Mariusza. Co więcej, miałbym łatwiej! Przynajmniej znałbym ich dokładną wagę z faktury, co ułatwiłoby mi wypełnianie urzędowych tabelek.

Ale iż postanowiłem faktycznie zrobić coś pożytecznego dla środowiska, to dostałem za to po łapach. Państwo każe mi płacić podatek od tego, iż nie kupuję nowych śmieci. Każe mi ewidencjonować pognieciony karton po chipsach z taką samą powagą, z jaką rafineria ewidencjonuje beczki po ropie.

To brutalnie obnaża całą obłudę państwowej ekologii. Tu wcale nie chodzi o rzeczywistą ochronę środowiska, mniejsze zużycie surowców czy zrównoważony rozwój. Tu chodzi wyłącznie o to, żeby zewidencjonować każdego, kto próbuje w tym kraju dorobić, przybić mu pieczątkę i ściągnąć opłatę administracyjną.

Jeśli tak w praktyce wygląda budowanie zielonej, zrównoważonej gospodarki, to ja poproszę o bilet powrotny. Wracam na zaplecze osiedlowego sklepu. Przynajmniej tam zasady są logiczne, a nikt nie wyciera sobie ust dobrem planety po to, żeby utrudnić mi życie.

BuyboxFast
Idź do oryginalnego materiału