
Pięć milionów. Tyle faktur VAT wystawiają polscy przedsiębiorcy każdego zwykłego dnia roboczego. Pięć milionów dokumentów opisujących kto, komu, za co i ile zapłacił. Kto jest czyim dostawcą, jakie rabaty stosuje, jak gwałtownie płaci, z kim współpracuje.
Od 1 kwietnia tego roku te pięć milionów faktur dziennie trafia – w czasie rzeczywistym – na serwery Ministerstwa Finansów. Witajcie w erze KSeF-u.
Oficjalnie: walka z oszustami. I to prawda
Zanim napiszę to, co napiszę – przyznajmy uczciwie: VAT-owskie karuzele były prawdziwą plagą w Polsce. Zorganizowane sieci fikcyjnych transakcji, puste faktury krążące między słupami, miliardy złotych wyłudzonych z polskiego budżetu.
Zanim jeszcze KSeF stał się w pełni obowiązkowy, fiskus zdążył wykryć blisko 377 tysięcy fikcyjnych faktur. Efekty są realne – mimo iż liczba kontroli celno-skarbowych spadła o prawie jedną trzecią, wartość wykrytych uszczupleń podatkowych wzrosła aż o 46 procent.
To działa. Nikt rozsądny nie będzie temu zaprzeczał. Ale to nie jest tekst o VAT-owskich karuzelach. To tekst o czymś znacznie ważniejszym i znacznie mniej dyskutowanym.
Państwo dostaje podgląd na całą gospodarkę
KSeF to nie tylko czyste, syntetyczne dane z faktur. To pełny wgląd w relacje handlowe, strukturę sprzedaży, stosowane rabaty i terminy płatności. System będzie wiedział niemal wszystko o każdej polskiej firmie. I co najważniejsze – po wdrożeniu KSeF organy skarbowe będą mogły analizować te dane niemal natychmiast, bez konieczności każdorazowego zwracania się do przedsiębiorcy.
Przez dekady, jeżeli skarbówka chciała zajrzeć do twoich faktur, to musiała wszcząć kontrolę, poinformować cię, przyjść do twojego biura. Dziś te dane są w systemie zanim w ogóle zdążysz pomyśleć, iż ktoś może się nimi zainteresować.
Ale to nie wszystko. Dostęp do wrażliwych danych o transakcjach przedsiębiorców zyskają nie tylko urzędnicy skarbowi, ale również sądy, prokuratura, UOKiK, a choćby inspekcja roślin i nasiennictwa. Tak -inspekcja roślin i nasiennictwa. A najgorsze, iż nie ma realnego nadzoru nad dalszym wykorzystaniem danych ani mechanizmów informowania podatnika o ich udostępnieniu. To dopiero jest otwarte pole do potężnych nadużyć.
Ubiegając się w UE o zgodę na KSeF, Polska argumentowała to wyłącznie walką z luką VAT. Decyzja unijna nie zakładała jednak, iż system stanie się ogólnodostępnym rejestrem dla dziesiątek służb i inspekcji.
Szklany dom, o którego nikt nie prosił
Do tej pory mieliśmy rozróżnienie między nadzorem, który jest proporcjonalny do podejrzenia, a dozorem, który jest domyślny i powszechny. Przez lata polskie prawo skarbowe – z wszelkimi swoimi wadami – działało w logice pierwszego modelu: żeby zajrzeć do twoich dokumentów, trzeba było mieć powód.
KSeF odwraca tę logikę. Teraz dane są zawsze dostępne. dla wszystkich, kto ma ustawowe uprawnienie — a lista tych uprawnionych jest długa i nie do końca zamknięta. Nadzór nad twoimi fakturami jest domyślny, a ty musisz mieć nadzieję, iż nikt nie będzie miał powodu, by w twoje dane zajrzeć.
To fundamentalna zmiana relacji między państwem a przedsiębiorcą. Cicha, przeprowadzona pod hasłem cyfryzacji i walki z oszustwami, bez żadnej poważnej debaty publicznej.
Czy ktoś nas w ogóle o to zapytał?
Mówiono o luce VAT. Mówiono o cyfryzacji. Nie mówiono nam jednak o tym, iż tworzymy jeden z najbardziej szczegółowych rejestrów aktywności gospodarczej w Europie – bazę, w której wiadomo, kto z kim handluje, jakimi towarami i usługami, jakie są ceny i warunki dostaw, jakie rabaty, jaka częstotliwość transakcji. I iż ta baza jest dostępna dla kilku tysięcy prokuratorów, setek sądów i dziesiątek instytucji – bez precyzyjnych procedur kontroli nad tym, jak są z niej korzystają.
Nawiasem mówiąc – ujawniono, iż resort finansów korzysta z rozwiązań prywatnego podmiotu przy obsłudze KSeF, amerykańskiej spółki Imperva, należącej do francuskiego koncernu Thales. Ministerstwo zapewnia, iż to tylko warstwa bezpieczeństwa. Aha.
To nie jest argument przeciwko e-fakturowaniu
Żeby być precyzyjnym – KSeF jako narzędzie do eliminacji papierowego obiegu faktur to dobry pomysł. Cyfryzacja fakturowania miała sens i ma sens.
Problem nie leży w e-fakturowaniu. Problem leży w tym, iż przy okazji cyfryzacji fakturowania zbudowaliśmy coś znacznie większego – centralny, działający w czasie rzeczywistym rejestr aktywności całej polskiej gospodarki i daliśmy dostęp do niego szerokiemu gronu instytucji, bez adekwatnych mechanizmów nadzoru i bez jakiejkolwiek rozmowy ze społeczeństwem o tym, czy się na to godzimy.
Bo ja na przykład bym się nie zgodził.














