Laserowa szarańcza przypilnuje nieba. Ten system topi drony energią

konto.spidersweb.pl 7 godzin temu

To nie rakieta i nie działko. LOCUST niszczy drony skupioną wiązką energii, a jego koszt strzału ma być symboliczny. To może być wojskowy przełom.

Amerykanie od dawna marzyli o broni, która nie będzie marnować drogiej rakiety na tani quadcopter. Teraz ten pomysł zaczyna schodzić z poziomu wojskowego science fiction na poziom rzeczywistego systemu. LOCUST nie wystrzeliwuje pocisku. On po prostu świeci tak długo, aż dron przestaje być problemem.

System nie działa ani jak rakieta, ani jak działko. Nie wysyła w stronę celu metalowego pocisku. Kieruje na wybrany punkt skoncentrowaną energię cieplną, która przez kilka sekund podgrzewa element drona tak długo, aż coś zaczyna się psuć: silnik, bateria, elektronika, układ sterowania, powierzchnia nośna albo sensor.

Laser wywraca hierarchię potrzeb na froncie. Zamiast logistyki dostarczającej tony ciężkiej amunicji, potrzebujesz potężnych generatorów. Pytanie o zapas pocisków zastępuje analiza widoczności i stabilności wiązki. To walka o czas ekspozycji – musisz świecić w cel tak długo, aż fizycznie go dopalisz, co w warunkach polowych, przy zadymieniu czy gęstych chmurach, bywa często trudniejsze, niż wystrzelenie rakiety. To broń tania w eksploatacji, ale bezlitosna, jeżeli chodzi o wymagania co do warunków atmosferycznych i jakości namierzania.

Testy LOCUST na White Sands to przełom w bezpieczeństwie

Pustynny poligon White Sands stał się jakiś czas temu areną sprawdzianu dla cyfrowej dyscypliny systemu LOCUST. Choć niszczenie celów naziemnych i powietrznych robi wrażenie, najważniejszym punktem testów była architektura bezpieczeństwa.

Wojsko USA nie szuka po prostu tylko niszczyciela, ale narzędzia, nad którym ma pełną, bezpieczną kontrolę. AeroVironment udowodniło, iż ich algorytmy identyfikacji celu i ochrony ruchu lotniczego działają w czasie rzeczywistym, gwarantując, iż automatyka systemu nigdy nie wymknie się spod kontroli człowieka.

W warunkach bojowych dowódca może myśleć głównie o tym, czy system zadziała. Ale czy taki laser da się używać tak, żeby nie stworzyć ryzyka dla samolotów cywilnych? FAA i Departament Obrony przeprowadziły ocenę bezpieczeństwa i uznały, iż przy adekwatnych procedurach system nie stanowi nadmiernego zagrożenia dla ruchu pasażerskiego. To nie oznacza oczywiście pełnej swobody użycia wszędzie i zawsze. Oznacza, iż Amerykanie zaczęli budować metodę, jak takie systemy dopuszczać do realnej służby w bardziej wrażliwym środowisku.

Największa zaleta? Tani strzał i bardzo pojemny magazynek

AeroVironment promuje LOCUST jako system, którego koszt strzału może spaść poniżej 5 dol. Oczywiście to nie znaczy, iż cały system jest tani. Sama platforma, serwis, transport, chłodzenie, operatorzy i utrzymanie kosztują dużo. choćby bardzo dużo. Jednak w porównaniu z rakietą przeciwlotniczą albo choćby wyspecjalizowanym dronem przechwytującym taki marginalny koszt pojedynczego użycia robi ogromną różnicę.

Mały bezzałogowiec kosztujący kilka lub kilkanaście tysięcy dolarów nie powinien wymuszać odpalenia pocisku wartego wielokrotnie więcej. Rosja, Iran, Huti i różne grupy nieregularne dobrze doskonale to rozumieją. Wysyłają tanie cele, licząc na to, iż obrońca będzie zmuszony odpowiadać drożej. Laser jest próbą wyrwania się z tej pułapki.

Druga sprawa to sam magazynek. Rakiety kończą się szybko, a działko też trzeba przeładować. Laser, jeżeli ma zasilanie i chłodzenie, może prowadzić kolejne strzały dużo dłużej. To nie znaczy, iż ma nieskończoną moc jak w komiksie, ale dla obrony przed dużą liczbą tanich dronów sama możliwość prowadzenia wielu kolejnych przechwyceń bez sięgania po kolejne kosztowne interceptory jest bardzo kusząca.

BuyboxFast
Idź do oryginalnego materiału