Linie lotnicze marzą o bagażu zamykanym na klucz. To nie żart

konto.spidersweb.pl 3 godzin temu

Podręczny bagaż zwraca uwagę linii lotniczych już przed wejściem na pokład, ale istotne okazuje się być również to, co dzieje się z nim w samolocie. A tam podróżni nie chcą rozstawać się z walizkami, choć powinni.

W ostatnich miesiącach w kontekście bagażu podręcznego zrobiło się głośno ze względu na lotniskowe kontrole. Szczególnie pracownicy tanich linii lotniczych bardzo skrupulatnie sprawdzali, czy walizki, plecaki i torby nie przekraczają dopuszczalnych wymiarów. Jedni bronili polityki firm twierdząc, iż zasady są po to, aby je respektować, inni zaś sugerowali, iż trwa polowanie na detale. Wystarczy, iż kółka delikatnie wykraczają poza granicę, a trzeba płacić karę.

Wiele wskazuje na to, iż tegoroczne lato nie będzie wolne od tego typu zdarzeń i relacji. Kontrole w ostatnim czasie już miały się nasilić.

Na problematyczny bagaż zwróciła też uwagę IATA, czyli Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych. Nie chodzi jednak o to, iż pasażerowie zabierają za dużo lub naginają zasady. Kłopot w tym, iż nie chcą rozstać się z bagażem, choć powinni, bo dzieją się ważniejsze sprawy.

W sytuacji, kiedy dochodzi do ewakuacji, podróżni… chcą zabrać swoje rzeczy

W momencie, gdy trzeba działać gwałtownie i sprawnie, ludzie nie koncentrują się wyłącznie na zadbaniu o własne zdrowie i życie, bo w głowie mają bardziej przyziemne kwestie, jak ochrona bagażu. W rozmowie z „The Times” Nick Careen z IATA przytacza badania, według których choćby 4 na 10 pasażerów nie wie, iż w trakcie ewakuacji powinni zostawić bagaże.

W ostatnich dniach IATA wystartowała choćby ze specjalną kampanią, której hasło brzmi „ratuj życie, nie bagaż”. Podkreślono, iż w trakcie ewakuacji każda sekunda się liczy.

A co, jeżeli tego typu akcje kilka zmienią i ludzie dalej będą próbowali ratować swój podręczny dobytek, zamiast jak najszybciej opuścić pokład samolotu? IATA rozważa m.in. blokadę schowków bagażowych czy finansowe kary. Organy regulacyjne, jak zdradza Careen, nie widzą przeszkód.

Ciekawe, co na to sami pracownicy, którzy pewnie często byliby proszeni o otwarcie skrytek. A może komuś – wcale nie podpowiadam! – przyszedłby do głowy pomysł na dodatkową opłatę w postaci jednego otwarcia zamku na lot. W wersji premium, odpowiednio droższej zgodnie z nazwą, do walizki dałoby się dostać np. trzykrotnie…

Niektórzy przewoźnicy chcieliby zapewne, aby podróżni w ogóle nie mieli przy sobie bagażu

Nie ukrywał tego Michael O’Leary, szef Ryanaira, który swego czasu wypalił, iż bagaże w samolocie to wrzód na… pewnej części ciała. On sam wolałby, żeby pasażerowie latali bez bagaży, bo ich brak to niższe ceny biletów i krótsze kontrole bezpieczeństwa.

W tym przypadku można jednak zrozumieć frustrację przewoźników. Chodzi w końcu o bezpieczeństwo wszystkich, a dla niektórych ważniejsza jest zawartość walizki. Owszem, mogą tam być istotne rzeczy, ale na pewno nie są cenniejsze od ludzkiego zdrowia i życia.

Idź do oryginalnego materiału