
Nowa sieć ma przesyłać zdjęcia, dane naukowe i informacje nawigacyjne. NASA szykuje infrastrukturę przed przyszłymi wyprawami na Marsa.
NASA chce zbudować wokół Marsa coś, co można nazwać internetem planetarnym. Blue Origin Jeffa Bezosa dostało kontrakt o maksymalnej wartości około 700 mln dol. na Mars Telecommunications Network – system przekaźnikowy, który ma łączyć łaziki, orbitery i przyszłe załogi z Ziemią. Nowy orbiter ma być gotowy do końca 2028 r., a usługa zacząć działać przy Marsie najpóźniej w 2030 r.
Dziś internetem Marsa są stare sondy. Blue Origin ma to zmienić
Curiosity i Perseverance nie wysyłają większości danych bezpośrednio na Ziemię. Przekazują je do satelitów krążących nad Marsem, a te kierują pakiety do anten Deep Space Network. NASA sama od lat określa ten system mianem międzyplanetarnego internetu.
Problem w tym, iż jego najważniejsze elementy są stare. Mars Odyssey wystartował w 2001 r., a Mars Reconnaissance Orbiter w 2005 r. Pomagają im europejskie orbitery, ale wszystkie te sondy mają również własne zadania naukowe. Nowa konstrukcja będzie projektowana przede wszystkim jako węzeł komunikacyjny.
Blue Origin ma zaprojektować, zbudować, zintegrować, wynieść i później obsługiwać Mars Telecommunications Network. 700 mln dol. jest maksymalną potencjalną wartością kontraktu, a nie kwotą, którą NASA właśnie przelała firmie.
Orbiter powstanie na bazie platformy Blue Ring. Łączy ona napęd chemiczny z elektrycznym napędem słonecznym i może przewozić dodatkowe ładunki. Blue Origin produkuje już kolejne egzemplarze platformy w Huntsville.
NASA nie podała jeszcze ostatecznej przepustowości łącza. Zapowiada jednak komunikację o wysokiej przepustowości i usługi nawigacyjne dla pojazdów działających zarówno na powierzchni, jak i na orbicie Marsa.
Zdjęcia z łazika nie będą już czekały na wolne okno
Dziś rover może wysyłać dane do orbitera z prędkością dochodzącą do około 2 Mb/s, ale musi czekać, aż odpowiedni satelita znajdzie się nad horyzontem. Komunikacja marsjańska odbywa się więc w zaplanowanych oknach, a dane są przechowywane i przekazywane etapami.
Nowa sieć ma zwiększyć pojemność, niezawodność i elastyczność całego systemu. Nie usunie jednak najważniejszego ograniczenia: prędkości światła. W zależności od położenia planet sygnał między Ziemią i Marsem potrzebuje od około 3 do ponad 22 minut w jedną stronę. Nie będzie więc rozmowy wideo z astronautą na Marsie bez opóźnienia. Będzie za to można przesyłać znacznie więcej danych i sprawniej obsługiwać wiele maszyn jednocześnie.
Takiego zaplecza NASA potrzebuje coraz bardziej. Kolejne misje będą produkować więcej zdjęć i danych, a w dalszej perspektywie dojdą systemy potrzebne podczas wypraw załogowych. Łączność przestanie więc być dodatkiem do sondy, a staje się osobną infrastrukturą.
Na Spider’s Web opisywaliśmy już, jak marsjańskie łaziki korzystają z orbiterów zamiast kontaktować się wyłącznie bezpośrednio z Ziemią. Nowy projekt jest tak naprawdę kolejnym krokiem: zamiast pożyczać pasmo od sond naukowych, NASA chce mieć nad Marsem satelitę, którego głównym zadaniem będzie pilnowanie łączności.
To nie będzie oczywiście internet, do którego astronauta podłączy telefon. Zasada infrastruktury jest jednak znajoma, bo najpierw trzeba postawić sieć, a dopiero później wpuszczać do niej coraz więcej urządzeń.
*Źródło grafiki wprowadzającej: buradaki, Getty Images, Canva Pro / Canva Pro
















