Jeszcze do niedawna trochę lekceważyłem sekcję odkurzaczy Wet&Dry. Nie umiem jednak powiedzieć, dlaczego. Odkąd pojawiam się na prezentacjach produktowych, gdzie tego typu urządzenia demonstrują swoje możliwości, wciągnąłem się w temat sprzątania na mokro. Aktualni przedstawiciele tej sekcji zaczęły mnie przekonywać. Kilka miesięcy temu sprawdzałem model entry-level i naprawdę dał radę. W połowie wakacji otrzymałem możliwość analizy modelu ze średniej półki, a więc poziom wyżej względem poprzednika. Pod mój dach trafił MOVA M50 Pro, czyli średni z trio tej serii (jest jeszcze opcja bazowa i Ultra). Drugi odkurzacz z trybem pracy na mokro pozwoli mi lepiej zgłębić temat, a wrażeniami jak zwykle podzielę się na łamach mojego bloga.
Urządzenia, których wcześniej w mieszkaniu nie posiadałem, testuje zawsze chętniej. Piszę to z perspektywy domownika, nie testera. Do oceny MOVA P50 Pro podchodzę już z konkretnymi założeniami. Pytanie stawiane na początku jest proste – czy MP50 Pro z lepszymi osiągami od JONR H2 Pro jest warty upgrade’u? Czy proponowane w tej jednostce AGD ulepszenia przekonają do wymiany sprzętu? Innymi słowy – czy dodatki będą warte wydania dodatkowych pieniędzy względem rynkowego standardu w wersji podstawowej. Niczego z góry nie zakładałem. Niczego też jeszcze nie oczekiwałem. Dopiero poznaję potencjał Wet&Dry.
MOVA M50 Pro – plan testów urządzenia
Na początek tradycyjne przypomnienie o relacjach z coczwartkowych przeglądów segmentu smart home, w których przedstawiałem wieści z testów MOVA. Tutaj zebrałem wszystko w jednym miejscu z kilkoma uzupełnieniami. Cały czas mam wrażenie, iż być może jeszcze coś uda się dopisać, ale te najważniejsze funkcje i możliwości sprawdziłem (w większości po kilka razy). Cotygodniowe raportowanie w przeglądach pozwoliło mi skupić testy na konkretnych elementach, a przy okazji przyspieszyć przedstawianie urządzenia. Czuję, iż to najlepszy format publikacji, ponieważ Wy możecie o elektronice poczytać wcześniej, a ja pracować według jakiegoś harmonogramu.
Rozpiszę jeszcze harmonogram działań, wedle których przeprowadzałem analizy M50 Pro:
- odkurzanie z trybem na mokro vs zwykły model pionowy
- pierwsze uruchomienie AGD (zapoznanie z produktem)
- design, wykończenie i gabaryty
- wspomaganie, tryb „na płasko” i Triple Edge Coverage
- stacja dokująca i „inteligentne samoczyszczenie”
- analizy jakości sprzątania (na co dzień)
- stress test w trybie mopowania (i konserwacji)
- podsumowanie i porównanie z M50 i M50 Ultra
MOVA M50 Pro – odkurzacz na sucho i mokro
Zacznijmy od przedstawiania ogólnych adekwatności MOVA M50 Pro. Już na wstępie zaznaczyłem, iż edycja Pro jest tą pośrednią z serii M50 – zwykle uznawaną za najlepiej wyważoną (mid-range w ofercie to zwykle optymalne parametry). O tym, czym różnią się te trzy odmiany napiszę dopiero w podsumowaniu. Różnic jest kilka i są tak dobrane, by klient mógł dobrać specyfikacje pod swoje potrzeby, no i budżet.
Bezprzewodowe odkurzacze w pionowym, ręcznym wydaniu mają dziś bardzo bogaty wybór odmian. W segmencie modeli ze wsparciem mopa zaczyna robić się podobnie. Nie pozostało tak tłoczno, jak w tych pierwszych, ale kolejne generacje i wzrost zainteresowania wygodnym zmywaniem zachęca producentów do rozbudowy oferty. Generalnie ta sekcja AGD przechodzi fazę wkraczania na rynek. M50 Pro to w zasadzie druga generacja takich urządzeń sprzątających od MOVA. Zrobiłem krótki research na temat tego działu w portfolio producenta i wyszło mi, iż w ramach M50 mówimy o drugiej odsłonie modeli mopujących i to ze sporym przeskokiem technologicznym względem poprzedników (sporo rozwiązań przypomina droższe Dreame, które należą do tej samej grupy kapitałowej).
Cieszę się, iż drugi Wet&Dry w moim domu jest nieco lepszy od wcześniejszego i stopniowo zapoznaję się z rozwiązaniami dostarczanymi w tej grupie AGD. Są oczywiście lepsze propozycje i z tego co zdążyłem zauważyć, MOVA też je już powoli adaptuje. Bardzo prawdopodobne, iż w końcu sprawdzę i ich ulepszenia. Na ten moment M50 Pro brzmi naprawdę optymalnie i solidnie. Co trzeba na temat kategorii Wet&Dry wiedzieć? Jest to odkurzacz, który koncentruje się właśnie na myciu, tj. wciąganiu zabrudzeń ze wsparciem wody z płynem myjącym.
M50 Pro mogę w tej chwili odnieść wyłącznie do wcześniej testowanego JONR H2 Pro. Propozycja jest bogatsza, ale przy tym masywniejsza i troszkę droższa (przynajmniej katalogowo). Bezpośredniego zestawienia zrobić nie mogę, ale wciąż odniesienie do wcześniejszego modelu daje cenne dane przy ocenie użyteczności upgrade’u. choćby nie potrafię w tej chwili powiedzieć, czy te modele są ze zbliżonej półki, bo tak prawdę segment jest tak świeży, iż trudno powiedzieć, co jest standardem. Mógłbym oczywiście próbować zestawić oba modele cenowo, ale każdy z nich w tej chwili można kupić w podobnej cenie, czyli ok. 1000 zł. Nie będzie to jednak uczciwe z uwagi na atrakcyjne promki od MOVA (w cenniku podano, iż aktualna wycena to praktycznie połowa pierwszej wyceny, a marka ma częste zniżki).
MOVA M50 Pro – design, wykończenie i gabaryty
M50 Pro to drugi z odkurzaczy Wet & Dry, który trafił pod mój dach. Urządzenia w tym formacie mają swoją konstrukcyjną specyfikę, co wymaga w mieszkaniu konkretnego (wygodnego) ustawienia ( wygodnego). Praktycznie każdy model funkcjonuje z bazą i to właśnie ona wymusza lokalizację – potrzebuje gniazdka. To przydatna przed zakupem infromacja, ponieważ choćby najbardziej kompaktowy z modeli potrzebuje kawałka swojej przestrzeni. Model od MOVA jest nieco większy od JONR H2 Pro.
Choć moje mieszkanko nie należy do największych, to łazienkę mam sporą. To właśnie tam najczęściej lądują u mnie takie AGD. jeżeli miejsce pozwala to jeszcze wygodniej trzymać je w przedpokoju, czasem w kuchni. Do tej pory nie widziałem pionowego odkurzacza (niezależnie od jego wariacji), który jakoś specjalnie szpeciłby wnętrze. Jego położenie w domu najlepiej dopasować do częstotliwości użytkowania. jeżeli ma być stosowany często, to najlepiej, by był pod ręką. Testowanego M50 Pro usytuowałem w miejscu poprzednika. Choć gabaryty ma większe, to w moim przypadku na nic to nie wpłynęło. I tak stoi w tym samym kącie.
MOVA zaprojektowała M50 Pro inaczej od sporo prostszej konstrukcji JONR. Zbiornik na czystą wodę jest większy, ten na brudną podobny do H2 Pro. Oba urządzenia działają na tej samej zasadzie, ale z własnymi technologiami. Pierwszy przegląd w ramach testu zrobiłem jeszcze przed pierwszym użyciem. Zarówno do czystszych zdjęć, ale i oceny procesu zapoznawczego. Wykonanie sprzętu jest solidne i prezentuje się jakościowo. Podobnie zresztą do mechanizmu prowadzenia. Większe rozmiary MOVA rekompensują dwa elementy, których w JONR nie ma. Chodzi o mocniejsze wspomaganie specjalnym, większym kółkiem, a także mycie wałka w zdecydowanie krótszym czasie (kilka, a nie kilkadziesiąt minut.
MOVA M50 Pro – pierwsze uruchomienie AGD
JPrzed pełniejszą relacją z testów lubię opisać pierwszy kontakt z urządzeniem, gdy jeszcze nie wiem dokładnie, jak wszystko funkcjonuję. Raz, iż to też cześć analiz (m.in. w ramach oceny czasu potrzebnego do poznania sprzętu), a dwa, mogę szybciej opisywać pierwsze wrażenia.
Pierwsza, ale zasadnicza zmiana względem JONR to odwrotne wykorzystywanie zbiorników. Ten pionowy jest na brudy, ten przy głowicy na czystą wodę z płynem. Z góry założyłem, iż wszystko działa tak samo, więc musiałem wodę z płynem przelewać. Wyszło na to, iż instrukcję trzeba jednak czytać
Czyli: czystą wodę nalewamy do pojemnika nakładanego nad wałek mopujący, natomiast ten główny zbiornik (pod rączką) służy do gromadzenia brudów. Pierwsza obsługa okazała się bardzo intuicyjna, czemu sprzyjała minimalna liczba przycisków. Zarówno podczas mopowania, ale i zmian trybów mycia, aż po konserwację w stacji. Sprawdziłem to niemal od razu po wyjęciu AGD z pudełka. Gotowość do pracy jest niemal od razu po odpakowaniu MP50 Pro. Na ten moment nie skupiałem się jeszcze na skuteczności sprzątania, bo na to przyjdzie czas w dalszej części materiału. Zarówno pierwsze mycie, jak i pierwsze odświeżanie rolki z mopem wyszły bardzo szybko. Właśnie to w tej fazie chciałem sprawdzić.
Nalewanie/opróżnianie zbiorników, czyli adekwatnie jedyną angażującą nas część, robi się wygodnie (wygodniej niż w JONR). Odkurzacz prowadził się leciutko, a choćby zbyt leciutko. To pewnie wynik wspomagania, które przemieszcza urządzeniem za nas. Naszym zadaniem jest głównie sterowanie głowicą. W testach wprowadzających przeczyściłem głównie podłogę w łazience. W dokładniejszych analizach do sprawdzenia są zakątki, trudniejsze miejsca, obszary pod kanapą i między nóżkami fotela. Tam będzie nieco inaczej, chociażby z uwagi na oznaczenia w zbiorniku głównym. Zdążyłem zauważyć, iż wyznaczono maksymalną granicę dla zebranej wody z brudami przy działaniu na płasko. Na pewno ma to znaczenie, ale już zacząłem zwracać na te elementy uwagę. Podobnie zresztą jak na dodatkowe kółeczko dla tego poziomego działania (to dodatkowa wygoda podczas sprzątania).
Pierwszy montaż też był szybki, a odstawiony do stacji M50 Pro wykonał samoczyszczenie w mig (w porównaniu z H20 Pro). Mycie i suszenie zajęło łącznie lekko ponad 10 minut (od chwili uruchomienia trybu specjalną, całkiem intuicyjną kombinacją przycisków). Rączka wygodna, prowadzenie lekkie, przygotowanie do działania praktycznie natychmiastowe, no i brak większych działań przy późniejszym odświeżaniu zestawu – wystarczy urządzenie odstawić. W obrębie trybów pracy sprawdziłem automat, opcję maksymalizacji pracy, a także odsysanie cieczy. To ostatnie jest bardzo wygodne przy nadmiarze wody. Na tym etapie za wcześnie na ocenę czasu pracy.
Pierwsze wrażenia: pozytywne. Nie było problemów z konfiguracją, uruchomieniem i zrozumieniem pracy M50 Pro. Jedyny „błąd”, który skomplikował pierwszy kontakt, to ten z pomyłką zbiorników (ale wynikający z krótkiego doświadczenia z tym segmentem urządzeń). Wychodzi na to, iż każdy producent potrafi w takiej konstrukcji podejść do tematu architektury po swojemu. Różnica między budową dotyczy sposobu użytkowania, ale nie ma zasadniczego wpływu na ogólny komfort. Może mieć jednak znaczenie w ramach technologii sprzątania.
MOVA M50 Pro – wspomaganie i tryb „na płasko”
W segmencie odkurzaczy pionowych kategorii Wet & Dry jest dziś bardzo tłoczno, więc marki starają się wyróżniać konstrukcje swoich modeli adekwatnymi do tematu rozwiązaniami. MOVA w najnowszym modelu M50 Pro dysponuje wspomaganiem w dwóch zakresach. Po pierwsze, jest napęd, który ułatwia prowadzenie urządzenia. Z kolei w trybie „na płasko” u góry jest dodatkowe kółeczko, za pomocą którego sprzęt można całkowicie oprzeć na podłodze i go przesuwać pod łóżkiem lub meblami.
Spróbuję teraz krótko przedstawić dostępne w M50 Pro technologie. MOVA zwraca uwagę już samą mocą ssania. Jest na poziomie aż 22 000 Pa. Podczas pracy czuć ten docisk. Ramię urządzenia wyposażono w EdgeCoverage, za pomocą którego dostosowanie do przeszkód jest bardziej dynamiczne. Tutaj największą zaletą ma być możliwie niewielka luka w trakcie mycia przy krawędziach. Podobać się może też zwrotność (ze wspomnianą już wcześniej lekkością prowadzenia). Tą płynność wspomaga aż 90-stopniowemy zakres skrętu. Ciekawostką jest, iż cała ta krawędziowa technologia stosuje choćby AI do inteligentnego wykrywania listew przypodłogowych żeby ramię z wałkiem nieco przysunąć do ściany. W specyfikacji podano, iż w pionowych szczelinach (bok i front) nie ma praktycznie żadnej luki (jest zapis o 0 mm dzięki 0-Gap Triple Edge Coverage)). Nie mam tutaj zdjęcia, jakiś tam poziom odległości od listew odnotowałem, więc te „zero” mi się nie zgadza. Jeszcze to posprawdzam, bo może to ja robię coś źle.
Z kolei podczas mycia pod meblami można skorzystać z pomocy konstrukcji 180° Lie-Flat Reach. Modele Wet & Dry starają się już umożliwić możliwie płaskie ułożenie AGD. MOVA zeszła w tej kategorii do pełnej wertykalności. Należy jednak pamiętać, by zbiornik z brudną wodą nie zgromadził płynu powyżej wyrysowanej linii ze wskaźnikiem. Urządzenie wjedzie pod meble do wysokości 14 cm i będzie dalej funkcjonować bez utraty swojej mocy ssącej. Bardzo przydatne jest malutkie kółeczko prowadzące. Tu też chyba działa Smart Gliding Power z napędem, który zmniejsza poczucie realnej masy urządzenia. Przy ruchach do przodu generuje 1.0 N, natomiast przy pociągnięciach do siebie – 3.3 N (bo zwykle w tym zakresie jest bez wspomagania ciężej).
Model posiada też konstrukcję zapobiegającą splątywaniu się włosów i długiej sierści. IMO must have każdego współczesnego odkurzacza. MOVA oferuje tu specjalny skrobak grzebieniowy High-Density Comb-Tooth Scraper. Jego spora gęstość ma skuteczniej radzić sobie z niepożądanymi kłakami. MOVA wspomina tu o doświadczeniu „Zero Hair Tangling”. Wszystkie wymienione opcje składają się na synergię w ramach sprzątania i po przejściu z JONR da się je wyraźnie dostrzec. To pierwszy sygnał, iż nie są tylko bajery.
MOVA M50 Pro – stacja dokująca i „inteligentne samoczyszczenie”
Odkurzacze typu Wet & Dry bez stacji konserwującej nie robią dziś żadnego wrażenia. Rzekłbym nawet, iż jest to jeden z ważniejszych elementów całego zestawu. Chyba każdy z nas woli uniknąć odświeżania mopa po brudnej robocie. W tym temacie nie mam jeszcze wielkiego doświadczenia z oceną efektywności działania tego typu stacji, ale naukę z segmentem zaczynałem od progu budżetowego, więc mam przynajmniej jakieś odniesienie. Przede wszystkim, okazję zbadania, czy za efektywniejsze samoczyszczenie warto dopłacać. MOVA obiecuje, iż ich technologie konserwacji mają znamiona inteligentnych. W jakim zakresie?
Mieszkanie ogarnąłem mopem M50 Pro już kilkanaście razy, więc wałek już swoje minimum przeszedł. Wystarczające, by ocenić jakość czyszczenia w stacji. Baza jest masywniejsza od tej dla JONR H2 Pro (zestawienia porównawcze załączyłem na zdjęciu), ale i technologie bardziej rozbudowane. Marka opowiada o smart rozwiązaniach na bazie czujników zabrudzenia. Skuteczniejsze samoczyszczenie jest wynikiem szczelniejszej konstrukcji docka, w którym serwis uwzględnienia mycie i suszenie na gorąco.
M50 Pro najpierw myje wałek w gorącej wodzie w temperaturze dochodzącej do 90°C, a później z takim samym ciepłem suszy rolkę. Dla szybszego odświeżania połączono tu wirowanie z nadmuchem. jeżeli pierwsze mycie nie wystarczy, to na bazie sensorów zabrudzenia urządzenie powtórzy czynność. Przy najcięższej pracy zliczyłem choćby kilka cyklów. Konserwacja w modelu MOVA jest znacznie szybsza od JONR. Sam proces mycia wałka podobny, natomiast proces suszenia zdecydowanie szybszy. Stacja wykonuje pracę w ledwie kilka minut. W specyfikacjach podano, iż już choćby w pięć minut, ale u mnie te działania zajmowały zwykle dłużej. przez cały czas jednak mieszcząc się w krótkich przedziałach czasowych. choćby te 10 minut jest o wiele szybsze od ponad godziny w H2 Pro. Cały proces bez nadmiernego hałasu.
MOVA M50 Pro – analizy jakości sprzątania (na co dzień)
Myślę, iż sprawdziłem już wszystkie możliwości M50 Pro w naprawdę solidnych próbach. Można zacząć opowiadać o codziennych odczuciach w trakcie sprzątania. Jak pewnie zauważyliście podpunkt wyżej, nazewnictwo dla poszczególnych technologii brzmią efektownie. Jak sprawdzają się na co dzień? MOVA zaangażowało w swoim Wet & Dry wszystkie niezbędne standardy i każdy funkcjonuje należycie. Nie mam na razie poczucia, iż czegoś tu zabrakło, ale nigdy nie mówi nigdy. Ten segment idzie drogą robotów sprzątających i cały czas można tu jeszcze sporo dodać. Trzon jest jednak absolutnie wystarczający.
Najpierw odczuwamy efekt lekkości w prowadzeniu i to niezależnie od sposobu ułożenia nadgarstka (wspomaganiem trakcji). Potem przy ruchach zwrotnych odczuwamy przyłożenie frontowej ściągaczki, a przy listwach podłogowych system 0-gap (rolka przesuwa się delikatnie). Sprawnie funkcjonują też zmiany trybów pracy, choć najlepszy wydaje się ten automatyczny. Turbo zwiększa moc i warto go stosować – automatyka jest optymalna, ale manualna kontrola się przydaje. M50 Pro dysponuje też bardzo przydatnym zwiększeniem ssania przy nadmiarze wody. Tu model wypadł lepiej od JONR H2 Pro. Praktycznie w ogóle nie pozostawiał wody na podłodze – jedynie delikatne zwilżenie.
Nie stwierdziłem też pogorszenia pracy w trybie na płasko. Jedyny mankament to konieczność nadzorowania poziomu brudnej wody w zbiorniku. Ten jest jednak naprawdę spory, więc jeżeli pozbywamy się nieczystości w sposób regularny, nie będzie trzeba choćby o tym pamiętać. Tryb Smart, czyli inteligentne rozpoznawanie zabrudzeń oraz cięższych zanieczyszczeń zostawiłem sobie na koniec testów. Tu warunki będą kontrolowane, ale znacznie ponad normy, więc jeżeli sprzęt sobie poradzi, to znaczy, iż ogarnie większość pozostałych plam. Rzadko u mnie zasychają tłuszcze, więc o taki sprawdzian będzie trudno.
Ostatnie testy MOVA M50 Pro. Prowadzenie, napęd, manewrowanie, no i praca „na płasko”. Zostało już tylko sprzątanie najtrudniejszych plam. Jakieś propozycje? Ketchup? Rozbite jajko? Coś wymyślę. pic.twitter.com/A57TlFx3UF
— Smartniej (@smartniej) August 13, 2026
Włosów i sierści u mnie w mieszkaniu też nie ma za wiele, ale grzebień i tak był w ruchu. Chroni silnik i zbiornik przed nadmiernym plątaniem się i przedostawaniem włosów. Innymi słowy – spełnia swoją rolę. Jakość konserwacji w stacji już przedstawiałem. Nie wspominałem jednak o zbiorniku z separatorem odpadów stały i płynnych. Zbiornik ma dzięki temu wygodniejsze czyszczenie po opróżnianiu. Tą czynność warto robić regularnie. Lepiej nie doprowadzać do nieprzyjemnych zapachów. Po każdym mopowaniu wystarczy przepłukać zbiornik, a wszystko będzie łatwiejsze.
Komunikaty głosowe i sygnalizacje z rączki robota są nieco zbyt głośne i lekko „skrzeczące”. W aplikacji pewnie łatwiej je wyregulować, ale ta jest tylko w modelu Ultra. Na ten moment lepszy głośniczek to zbędne podnoszenie kosztów. Nie ma co narzekać.
MOVA M50 Pro – stress test w trybie mopowania (i konserwacji)
Obiecałem, iż będzie stress test, to będzie! Miałem pewne obawy przed niepotrzebnym brudzeniem wałka, ale test to test. Trzeba sprawdzić wszystko w bojowych warunkach. Czas na kluchy i sosy, które przeważnie zbiera się z podłogi najpierw papierowymi ręcznikami, a dopiero potem przemywa na mokro.
zmywamy na morko. Mój mini stress test objął resztki z obiadu na kafelkach. Na krótkim filmiku zarejestrowałem choćby automatyczne przełączenie w tryb mocniejszego ssania, co pokazało wykrywanie zabrudzeń. Przy trudniejszych plamach i resztkach jedzenie odkurzacz uruchamia większe zasoby. Z głównym tematem poradził sobie 2-3 przejazdach, ale jeszcze śmignąłem wałkiem parę dodatkowych razy (jeden kawałek makaronu sobie wyskoczył, czego na nagraniu nie widać). Generalnie sprzęt wykonał swoją pracę, choć w zasadzie aż tak grubych zadań bym mu nie zlecał.
Przy okazji tego testu sprawdziłem jeszcze inteligentny tryb w samej stacji dokującej. We wcześniejszych wpisach zwracałem uwagę, iż MOVA proponuje w docku czujniki wykrywające poziom zabrudzenia rolki. Po aktywacji konserwacji odstawionego mopa sensory faktycznie rozpoznały mocniej zatłuszczony wałek, bo mycie trwało dłużej niż zwykle (ze trzy cykle). Producent zaznaczał, iż tak właśnie funkcjonuje system odświeżania mopa. Ten jeden krótki sprawdzian wykazał, iż oba smart rozwiązania w M50 Pro funkcjonują. Udowodniłem (również sobie), iż można sprzątać i takie zabrudzenia, ale osobiście polecam ogarnąć grubsze resztki manualnie, a to co zostanie wymyć odkurzaczem wet & dry, gdzie dochodzi płyn.
MOVA M50 Pro – podsumowanie i porównanie z M50 i M50 Ultra
Od lipca zmywam podłogi odkurzaczem z trybem mopa od MOVA. Wykonałem już tyle prac, iż dobrze jest to wszystko zacząć podsumowywać. M50 Pro to jeden z trzech modeli rodziny. Najpierwszy debiutował najlepiej wyposażony Ultra. Bazowa odmiana i testowany przeze mnie Pro pojawiły się nieco później. Różnice między jednostkami są w kilku elementach, ale z tego co widzę, trzon możliwości we wszystkich odmianach podobny. Seria M50 ma mocne ssanie 22 000 Pa, docisk z 20N, pracę na płasko, konserwację w stacji, tryb smart oraz tej samej pojemności zbiorniki.
Jak na tle odmian bazowego M50 i M50 Ultra wypada środkowy model M50 Pro? Zwykle propozycje mid-range są najbardziej optymalne i tak jest też w tym przypadku. Porównałem wszystkie trzy wariacje tej linii, by sprawdzić, w czym Pro jest lepszy od modelu basic, a czego mu brakuje względem Ultra. M50 Pro ma trzystronne czyszczenie krawędziowe (EdgeCoverage z delikatnym wysuwaniem wałka), napęd wspomagający z trybem do tyłu oraz mycie i suszenie wałka w większej temperaturze, co da szybsze suszenie. Tych funkcji w bazowym M50 nie ma. M50 Ultra ma jeszcze aplikację mobilną, zginaną rączkę (ułatwiającą manewrowanie pod łóżkiem/kanapą) i automatyczne dozowanie detergentu przez specjalny zbiorniczek. Do tego mycie szczotki w stacji dochodzi do 100 stopni Celsjusza.
Jeśli miałbym podsumować MOVA M50 Pro, to zwróciłbym uwagę na te rozwiązania:
Co mi się w modelu podoba:
- łatwość i lekkość prowadzenia (dzięki wspomaganiu napędem)
- wysoka moc ssania (dostępna w ramach turbo i w automacie przez wykrywanie)
- końcówka która przy pociągnięciach do tyłu lepiej ściąga wodę
- przyjemne mycie przy krawędziach (rolka lekko wysuwa się do boku)
- niezła praca na płasko (trzeba tylko uważać, by zbiornik nie przekroczył poziomu)
- jest tryb smart w automacie (wyczuwa rozpoznanie zabrudzeń i dobiera moc oraz nawodnienie)
- stacja też ma tryb smart i odpowiednio długo konserwuje wałek)
- szybkie odświeżanie w stacji (przy standardowym myciu)
- wystarczający czas pracy na jednym ładowaniu
Co bym w odkurzaczu poprawił:
- wciąż wielkość szczotki jest w profilu za wysoka (nie wjedzie pod wszystkie szafki jak płaski mop)
- razem ze stacją sprzęt zajmuje trochę miejsca (a lokalizacja jest zależna od dostępu do ładowania)
- brakuje mi automatu w dozowaniu (ale MOVA daję takie rzeczy w odmianie Ultra)
- przydałby się też w innej odmianie kolorystycznej (ale to kwestia gustu)
- sprzęt jest stosunkowo ciężki (choć dzięki wspomaganiu nie czuje się tego w pracy)

2 tygodni temu








