
Czytam wspaniałe wieści, iż system kaucyjny działa, iż coraz więcej opakowań jest oddawanych, a środowisko zaraz nam podziękuje. Prawie się wzruszyłem, ale przeczytałem inną informację i złapałem się za głowę. System kaucyjny dopuszczał do patologicznych zachowań, ale takich, które nie mieszczą się w ludzkim pojmowaniu. Moje butelki zwiedziły kawał Europy, zanim zostały zrecyklingowane.
System kaucyjny po początkowych boleściach i absurdach zaczął działać na większą skalę. Polacy coraz chętniej z niego korzystają, nie mamy już tylu absurdów co na początku. Teraz mogę tylko narzekać na to, iż czasem trafiam na zapełniony butelkomat, albo te działają tylko w godzinach otwarcia sklepu. Sam choćby kupiłem sobie worek na butelki, oddałem już ich na łączną kwotę około 100 zł, więc jestem ekspertem. Jednak z tyłu głowy mam ciągle ostrzeżenia samorządów, iż zmiana zasad recyklingu wcale nie jest ekologiczna.
Do momentu wprowadzenia systemu kaucyjnego plastik zbierany z gmin trafiał do wysoce zaawansowanych regionalnych instalacji przetwarzania odpadów komunalnych, które zajmowały się sortowaniem odpadów i ich recyklingiem. Siłą RIPOK-ów była bliskość do gmin, dzięki czemu transport odpadów nie był uciążliwy ani pod względem logistycznym ani pod względem ekologicznym. Nowoczesne ciężarówki woziły odpady na względnie niewielkich dystansach i wszyscy byli szczęśliwi. System kaucyjny to zmienił, pojawili się wyznaczeni operatorzy kaucyjni, którzy odbierają butelki z punktów, a następnie transportują je do miejsc, gdzie zostaną poddane recyklingowi. I tu okazuje się, iż nasze butelki mogły zwiedzić kawał Europy.
Butelki z Lublina trafiały do Saksonii. Podróż plastiku w systemie kaucyjnym
Do bulwersującej sprawy dotarł Super Biznes. Okazuje się, iż butelki z Lublin były wożone aż do Niemiec. I to nie tych pod Lublinem, tylko tych dużych obok Polski. W ciągu pierwszych trzech miesięcy działania systemu w Lublinie zebrano około pół tony butelek, które zostały rozesłane do różnych punktów recyklingu, w tym do Szczecina i Freiberg w Saksonii, które jest oddalone o prawie 900 km od Koziego Grodu.

Ustalono ponadto, iż 15 kg materiałów, które przeznaczono do spalenia, rozesłano do 13 różnych punktów, zamiast do jednego. Co się wydarzyło w Lublinie?
Systemem kaucyjnym w Lublinie zarządza firma OK operator Kaucyjny S.A. Firma twierdzi, iż takie działania miały miejsce tylko w trakcie pierwszych trzech miesięcy działania systemu, kiedy go testowano i badano różne procedury operacyjne. Dodatkowo dowiedzieliśmy się, iż w Polsce nie jest prowadzony recykling puszek aluminiowych, który umożliwia powstanie nowych puszek. Dlatego odpady trafiały m.in do Niemiec.
Według ustaleń Super Biznesu w 2025 r. firma wysłała ponad tonę butelek na Zachód, ale w tym mieściły się odpady z różnych miast. Podobno miało to być sprawdzenie możliwości recyklingu w różnych miejscach. Sama firma OK Operator odpowiada za prawie 40 proc. zbiórki odpadów w całym systemie kaucyjnym.
Trochę mnie to oburzyło
Wiem, iż system nie jest idealny, ma swoje wady, ale całokształt jest pozytywny, bo faktycznie na trawnikach widzę mniej butelek. Jednak coś we mnie umiera, gdy czytam, iż dochodzi do takich absurdów logistycznych, które trudno uzasadnić. Czuję się wręcz nabity w butelkę, bo tu nie ma ani ekologii, ani logiki, jest tylko rachunek zysków i strat firm, które znalazły atrakcyjnych cenowo partnerów do recyklingu. A my się oburzamy, iż Włosi wywożą śmieci do nas, a tymczasem nasze też jeżdżą po Europie. Dobrze, iż chociaż w majestacie prawa.
Zdjęcie główne: Sebastian Gora Photo / Shutterstock.com / Gemini













