Za każdym razem gdy USA rozpoczyna wojnę w regionie Bliskiego Wschodu, rosną ceny ropy naftowej. Nic dziwnego, wszak jest to surowiec, za pomocą którego niektóre kraje tamtej części świata zbudowały swoje bogactwo. Okazuje się jednak, iż ropa to nie jedyne zmartwienie surowcowe, jakie pojawiło się w ostatnich tygodniach.
Wojna na Bliskim Wschodzie, kojarzona głównie ze wzrostem cen ropy, staje się także realnym zagrożeniem dla przemysłu chipowego. W jaki sposób? Paradoksalnie, nie chodzi o pośredni koszt związany ze wzrostem cen paliw, koniecznych do transportu produktów (chociaż to, oczywiście, też ma swoje znaczenie), ale poprzez odcięcie dostaw… helu. Ten gaz szlachetny jest niezbędny w procesie produkcji półprzewodników, a paraliż zakładów przetwarzających gaz ziemny w Ras Laffan po atakach na QatarEnergy postawił w trudnej sytuacji największych wytwórców chipów na świecie, takich jak TSMC.
Choć hel jest wykorzystywany w mniejszych ilościach niż np. azot, jego rola w nowoczesnej litografii jest krytyczna. Podczas procesu trawienia (etching) gaz ten jest wstrzykiwany między wafel krzemowy a nośnik, aby błyskawicznie odprowadzać ciepło i zapobiegać odkształceniom materiału. Dodatkowo hel jest najważniejszy w fotolitografii, gdzie precyzyjnie nanosi się skomplikowane obwody na każdy chip.
Napięta sytuacja polityczna sprawiła, iż ceny helu na rynku spot wzrosły o 40% w zaledwie tydzień. Analitycy ostrzegają, iż jeżeli kryzys się utrzyma, cena za 1000 stóp sześciennych (MCF) może skoczyć z poziomu 500 dolarów do choćby 2000 dolarów. QatarEnergy poinformowało, iż ataki uszkodziły 17% mocy eksportowych LNG, a pełna odbudowa infrastruktury może potrwać od trzech do pięciu lat.
W związku z rozmieszczeniem produkcji chipów, najciężej braki helu odczuwają Tajwan i Korea Południowa. Sytuacja obu potęg technologicznych jest jednak diametralnie różna ze względu na stopień dywersyfikacji dostaw. Tajwan importuje z Kataru jedynie około 30% helu, resztę pozyskując głównie z USA, co daje TSMC większą elastyczność w zarządzaniu kryzysem. TSMC posiada zapasy na ponad dwa miesiące, a mniejsi producenci, jak UMC czy Winbond, dysponują rezerwami na jeden do dwóch kwartałów. Znacznie gorzej wygląda sytuacja Korei Południowej, która w 2025 roku pozyskiwała aż 64,7% helu z Kataru. Koreańskie firmy szukają więc alternatyw u dostawców z USA, a nawet, jak donosi CNBC, rozważają kontrakty z firmami rosyjskimi.
Dywersyfikacja źródeł pozyskiwania to jedno rozwiązanie. Drugim jest zredukowanie zużywania surowca. Samsung nie czeka biernie na rozwój wydarzeń i wdraża autorski system odzyskiwania helu – HeRS (Helium Reuse System). System ten pozwala na wychwytywanie i oczyszczanie zużytego gazu bezpośrednio na liniach produkcyjnych. Wdrożenie HeRS na wszystkich liniach mogłoby zredukować roczne zapotrzebowanie firmy na hel o blisko 18,6%. Niestety, szybkie zabezpieczenie nowych źródeł dostaw pozostaje ogromnym wyzwaniem, ponieważ produkcja helu jest ściśle powiązana z wydobyciem gazu ziemnego, a budowa nowych instalacji zajmuje wiele miesięcy.

2 godzin temu














