Nie wierzą mi, iż to sakwy na rower. „Co ty gadasz”

konto.spidersweb.pl 3 godzin temu

Spędziłem z najnowszymi sakwami Thule kilka ładnych – i kilka bardzo nieładnych – miesięcy. Już wiem, czy ten eksperyment się udał – i co bym w nim zmienił.

Ale zacznijmy od tego, co się udało.

Mało kto chce mi wierzyć, iż to sakwy na rower.

Pisałem o tym już jakieś pół roku temu, napiszę i teraz – jedną z rzeczy, która wybitnie podoba mi się w tej nowej serii sakw, jest fakt, że… nie wyglądają one jak sakwy. I nie jest tak, iż przesadzam – kilka osób podczas odwiedzin u mnie pytało, co to za ładne torby. Odpowiedzi „to po prostu sakwy na rower” nie chciały jakoś przyjąć do wiadomości.

I żeby nie było – to nie są moje pierwsze sakwy na rower. Wręcz przeciwnie, podejrzewam, iż mam kilka różnych kartonów takich sakw, z których większość od lat po prostu się kurzy. A ta nowa seria jakoś sprawia, że… po prostu chce się z nimi jeździć.

Ba, sakwy, które do mnie trafiły – czyli jeden 25-litrowy Chasm i jeden 22-litrowy Shield – są na tyle wizualnie nie-sakwowate, iż regularnie zabieram je ze sobą na zakupy, choćby jeżeli na te zakupy nie jadę rowerem.

Ot, solidne, pojemne, a do tego bardzo ładne torby, które aż szkoda zostawiać w domu. Zresztą te konkretne sakwy zasłużyły sobie choćby na to, żeby wynieść się z dotychczasowego miejsca na sakwy (czyli kartonu, do którego zaglądałem sporadycznie) i trafić w miejsce, gdzie zawsze są pod ręką.

Za to wszystko mogę podziękować nowemu systemowi montażu.

Czyli InLockowi, o którym pisałem już poprzednim razem. w uproszczeniu – nie ma tutaj klasycznych, odstających zaczepów, zamiast tego jest po prostu kawałek materiału, który nakłada się na „ramkę” montażową, dociska się ramkę, ramka robi klik i możemy jechać.

Filozofii od strony użytkownika nie ma tutaj niemal żadnej, może poza tym, iż niestety nie są to sakwy, które zamontujemy ot tak na absolutnie każdym bagażniku. Tzn. zamontujemy na każdym, ale pod warunkiem, iż ten każdy ma na sobie panel InLock:

Plusy? Po kilku miesiącach użytkowania – niezmiennie to, iż dzięki temu sakwy nie muszą mieć specjalnych punktów montażowych i wyglądają jak zwykłe torby czy plecaki. Do tego ogranicza to liczbę części, które mogą się poluzować, odkręcić czy odpaść. Jest jeden „zacisk” i na tym sie adekwatnie kończy. Działa to bez najmniejszego zarzutu.

Minusy – wiadomo, trzeba za to dopłacić i choćby jeżeli nie boli nas to 139 zł, to jednak jest to kolejny element, który trzeba mieć, żeby cieszyć się z całego systemu.

Druga wada niestety też pozostaje bez zmian.

I jest to fakt, iż ten element blokujący nie jest w żaden sposób „sprężynujący”. Może tak było lepiej, może tak było bezpieczniej, ale rzeczywistość jest taka, iż bardzo często w sytuacjach, kiedy pozornie wystarczyłaby jedna wolna ręka, potrzebne są dwie.

Żeby bowiem „odbezpieczyć” cały mechanizm, trzeba pociągnąć za taśmę na górze, a potem odciągnąć pałąk manualnie. Niestety tak, jak nie odskakiwał przy moich pierwszych testach, tak nie zaczął odskakiwać i po kilku miesiącach. Często więc po prostu po zakupach odstawiam torby, odbezpieczam oba InLocki i dopiero wtedy zaczynam montaż. Jasne, tracę na to może i 2 sekundy, ale przynajmniej mam na co ponarzekać.

Inna sprawa, iż to odstawianie pokazuje inny plus tych sakw.

Początkowo trochę obawiałem się, iż wybór tego wspaniałego koloru będzie wyborem dającym satysfakcję tylko na chwilę – potem torby pobrudzą się, podrapią i tyle z tego będzie.

Rzeczywistość okazała się jednak o wiele bardziej łaskawa. Obie te torby były wręcz nadużywane, jeździły w paskudnych warunkach pogodowych, walały się po trawniku, a po zakupach latały często po całym domu. O odstawianiu na brudną nawierzchnię choćby nie wspominam, bo zrobiłem to przed chwilą.

I co? I nic. I kilka miesięcy później obie torby wyglądają jak nowe. W sumie biorąc pod uwagę ich cenę – można tego oczekiwać. Ale miło też znaleźć potwierdzenie, iż faktycznie tak jest.

Zabrakło mi w tych sakwach adekwatnie wyłącznie dwóch rzeczy.

Nie jest to – szczęśliwie – pojemność, bo obie sakwy z zapasem wystarczyły na to, żeby zrobić dla dwóch osób zapasy jedzenia na tydzień z dużym hakiem. Nie jest to też ich odporność na wodę, bo choć nie są to torby na hiper-ekstremalne warunki, to typową polską pogodę przyjęły z łatwością.

Nie było też – co pewnie obniża klikalność tekstu – żadnych niesamowitych przypadków, iż coś poszło nie tak, coś się odpięło, urwało czy odpadło. Wszystko siedziało na swoim miejscu, było cicho i przyjemnie.

Tym jednak, czego brakowało mi najbardziej w wydaniu miejsko-rowerowym było… podjęcie decyzji, iż żadna z tych sakw nie ma choćby symbolicznej kieszonki na cokolwiek. W środku jest absolutnie jedna przestrzeń, bez choćby najmniejszego podziału, bocznych kieszonek czy czegokolwiek podobnego.

Jeśli więc chcemy do środka wrzucić telefon, klucze, portfel czy coś podobnego, to będziemy musieli pilnować tego, żeby zawsze było to na wierzchu albo po prostu wozić w kieszeni spodni. Oczywiście ostatecznie woziłem po prostu telefon w etui Quadlocka i uchwycie Quadlocka, co nie jest takie złe, ale naprawdę chciałbym móc wrzucić telefon do kieszonki w sakwie i o nic się nie martwić.

Oczywiście można mi odpowiedzieć, iż w takim razie trzeba było się wyposażyć w „laptopową” torbę Shield, plecak z serii Shield albo sakwę na kierownicę z serii Chasm (tę akurat mam i to będzie osobny materiał), ale… bez przesady. Ja chcę po prostu pojechać na zakupy z telefonem wrzuconym do torby i tyle – po prostu nie ma w tej torbie latać luzem.

Druga uwaga jest… trochę podobna.

Bo tak samo można na nią odpowiedzieć „trzeba było wybrać mądrzej”. Chodzi bowiem o fakt, iż te dwie sakwy, z którymi jeździłem przez ostatnie miesiące, nie mają żadnej innej opcji noszenia poza rowerem, niż „w ręce”. Nie ma tutaj ani opcji dokupienia, ani montażu dodatkowego paska na ramię. Nie i już.

Ponownie – takie coś zapewni czy to torba kurierska z serii Chasm, czy plecak z serii Shield – oba oczywiscie zgodne z InLockiem. Tyle tylko, iż nie chciałem torby kurierskiej ani plecaka – również dlatego, iż nie dało się ich dostać w kolorze przykurzonej pomarańczy, a to jest dla mnie ostatecznym argumentem.

Z drugiej strony – wspomniana wcześniej „torba kurierska” ma i pasek na ramię, i kieszonkę na telefon. Więc może po prostu ja jestem kiepski w wybieraniu.

To jak jest z tymi sakwami Thule po kilku miesiącach?

W zasadzie… bez zmian w stosunku do pierwszych obserwacji. Co z jednej strony jest trochę nudne, a z drugiej – cieszy, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, iż tym, co zachwyca najbardziej w nowych sakwach Thule, jest ich wygląd. A iż sam atrakcyjny wygląd potrafi być mylący na dłuższą metę – wie pewnie każdy.

W tym przypadku na szczęście można być jednak spokojnym. Póki co i system InLock, i dwie sakwy z serii Chasm i Shield, przez kilka miesięcy spisały się bez zarzutu. Poprosiłbym tylko o jakąś kieszonkę na telefon. I więcej przykurzonej pomarańczy, bo jej brak ogranicza mój wybór kolejnych sakw.

Idź do oryginalnego materiału