
Microsoft zmienia sposób płacenia za OneDrive. Koniec z kupowaniem zapasu „na wszelki wypadek”?
Microsoft testuje nowy model rozliczania przestrzeni w OneDrive, który może okazać się znacznie bardziej praktyczny niż dotychczasowe dokupywanie kolejnych pakietów miejsca. Firma uruchomiła właśnie publiczne testy systemu pay-as-you-go, w którym klient płaci tylko za dodatkową przestrzeń faktycznie wykorzystaną ponad limit wynikający z licencji.
Brzmi super, nieprawdaż? Ale zanim użytkownicy indywidualni zaczną zacierać ręce to warto od razu dodać ważne zastrzeżenie: na razie chodzi wyłącznie o klientów biznesowych Microsoft 365.
OneDrive ma nowy pomysł na problem, który zna każdy administrator
Dzisiejszy model rozszerzania przestrzeni dyskowej w OneDrive jest stosunkowo prosty. Organizacje, którym zaczyna brakować miejsca, mogą dokupywać kolejne pakiety pamięci masowej. Problem polega jednak na tym, iż potrzeby użytkowników rzadko rosną równomiernie.
W praktyce w wielu firmach wygląda to tak: większość pracowników mieści się w przydzielonych limitach, ale kilka osób przechowuje ogromne ilości danych. Mogą to być materiały marketingowe, zasoby projektowe, nagrania wideo, archiwa dokumentów czy dane analityczne. W efekcie organizacja musi kupować dodatkowe pakiety przestrzeni, choćby jeżeli wykorzystana zostanie tylko część z nich.
Microsoft chce to uprościć. W ramach nowego modelu pay-as-you-go dodatkowe opłaty są naliczane dopiero wtedy, gdy konkretny użytkownik przekroczy limit wynikający z jego licencji. Administrator może zdecydować, komu taka możliwość zostanie udostępniona, a firma zapłaci wyłącznie za rzeczywiście wykorzystaną nadwyżkę.
To podejście przypomina sposób działania wielu usług chmurowych. W świecie AWS, Azure czy Google Cloud płacenie za faktyczne zużycie zasobów jest czymś całkowicie normalnym. Teraz podobna filozofia trafia do OneDrive’a.
Microsoft nie rezygnuje ze starych pakietów
Nowość nie zastępuje obecnego systemu dokupowania przestrzeni. Firmy przez cały czas będą mogły nabywać dodatkowe pakiety pamięci o pojemności od 100 GB aż do zestawów liczących kilka terabajtów. Microsoft daje więc klientom wybór pomiędzy dwoma modelami.
Pierwszy jest tradycyjny. Organizacja z wyprzedzeniem kupuje określoną porcję przestrzeni i dysponuje nią według własnych potrzeb. Drugi przypomina abonament za media. Nie trzeba zgadywać, ile miejsca będzie potrzebne za pół roku. System nalicza opłaty w miarę rzeczywistego wykorzystania dodatkowej przestrzeni. Dla działów IT może to oznaczać łatwiejsze planowanie kosztów, szczególnie w środowiskach, gdzie zapotrzebowanie na magazynowanie danych jest trudne do przewidzenia.
Chmura pożera coraz więcej danych
Moment wprowadzenia takiej usługi nie wydaje się przypadkowy. Firmowe zasoby danych puchną dziś w tempie, które jeszcze kilka lat temu wydawałoby się absurdalne. Coraz większe znaczenie mają nagrania wideo w wysokiej rozdzielczości, pliki projektowe 3D, ogromne biblioteki zdjęć czy zasoby generowane przez narzędzia AI.
Do tego dochodzi jeszcze prosty fakt: przechowywanie danych w chmurze stało się tak wygodne, iż wiele organizacji przestało regularnie usuwać stare pliki. Archiwa rosną, kolejne projekty trafiają do OneDrive’a, a przestrzeń dyskowa zaczyna być traktowana jak zasób praktycznie nieskończony. Praktycznie, bo w rzeczywistości za każdy dodatkowy gigabajt ktoś musi zapłacić.
Nowy model Microsoftu można więc odczytywać jako próbę lepszego dopasowania kosztów do rzeczywistego wykorzystania usługi. Zamiast zmuszać klientów do kupowania dużych pakietów na zapas firma pozwala płacić za faktyczną konsumpcję zasobów.
Jest jednak pewien haczyk
Choć sam pomysł wygląda rozsądnie to warto pamiętać o tym, jak kończą się niektóre inicjatywy typu pay-as-you-go. Model taki jest wygodny tak długo, jak długo administratorzy kontrolują zużycie zasobów. Gdy tego zabraknie to rachunki potrafią zacząć rosnąć szybciej, niż ktokolwiek planował. To doświadczenie dobrze znane klientom usług chmurowych.
Nieprzypadkowo Microsoft przewiduje możliwość manualnego włączania tej funkcji wyłącznie dla wybranych użytkowników. Firma najwyraźniej zakłada, iż nie każda organizacja będzie chciała automatycznie otworzyć wszystkim pracownikom drogę do nieograniczonego zwiększania zajmowanej przestrzeni. W dokumentacji Microsoft przypomina również, iż całkowita przestrzeń przypisana pojedynczemu użytkownikowi nie może przekroczyć 25 600 GB, czyli 25 TB.
To limit tak wysoki, iż dla większości pracowników pozostanie wyłącznie teoretyczny. Z drugiej strony pokazuje, jak bardzo zmieniła się skala przechowywania danych w świecie biznesowym. Jeszcze kilkanaście lat temu 25 TB było pojemnością dużej macierzy dyskowej. Dziś staje się maksymalnym limitem dla jednego użytkownika.
A co z użytkownikami domowymi?
Tu pojawia się pytanie, które prawdopodobnie zada sobie wielu czytelników: czy podobne rozwiązanie trafi również do prywatnych kont Microsoft? Na razie nic na to nie wskazuje. Microsoft zapowiada wdrożenie funkcji dla klientów komercyjnych korzystających z Microsoft 365, a start szerokiej dostępności planowany jest na listopad.
Firma nie wspomina o kontach konsumenckich. To zresztą logiczne. W świecie użytkowników indywidualnych znacznie łatwiej sprzedaje się prosty abonament z określoną ilością miejsca niż mechanizm naliczania opłat za każdy dodatkowy fragment wykorzystanej przestrzeni.
Nie oznacza to jednak, iż taki model nigdy nie trafi do zwykłych użytkowników. jeżeli rozwiązanie sprawdzi się w sektorze biznesowym to trudno wykluczyć, iż Microsoft w przyszłości spróbuje zaoferować podobną elastyczność także klientom indywidualnym.
Na razie jest to jednak przede wszystkim interesujący sygnał pokazujący kierunek rozwoju usług chmurowych. Coraz mniej liczy się sztywny abonament obejmujący określony pakiet zasobów, a coraz bardziej rozliczanie za faktyczne zużycie. A to model, który przez lata podbił centra danych i usługi cloud computing. Teraz powoli zaczyna wkraczać do świata zwykłych aplikacji biurowych.
*Ilustracja otwierająca wygenerowana dzięki AI















