Polacy nie mogą odzyskać kasy z kaucji. Co za absurd

konto.spidersweb.pl 1 godzina temu

„Potrzeba czasu”. To z jednej strony odpowiedź prawdziwa, a z drugiej zastanawiająca, bo wydaje się, iż odpowiadający za wdrożenie systemu kaucyjnego mogli pewne rzeczy przewidzieć.

Do dziś nie brakuje osób, które na widok przepełnionego bądź niedziałającego automatu najchętniej wznieśliby ręce ku niebiosom na znak frustracji. Nie mogą, bo ściskają w dłoniach worek z opakowaniami. Tymczasem rozwiązanie jest proste – sklepy objęte systemem kaucyjnym po prostu muszą przyjąć butelki i puszki, za które pobrana była kaucja. o ile nie działa automat, zwrot odbywa się manualnie.

Podobnie sprawa ma się z bonami

To nie jest tak, iż kwitek załatwia sprawę. Owszem, może, jeżeli chcemy wykorzystać go przy zakupach. To rozwiązanie powszechne, które sprawdziło się w innych krajach. Jeszcze przed startem systemu kaucyjnego powoływano się na doświadczenia państw, którym system wcześniej wdrożono. W nich choćby 87 proc. klientów nie odbiera zwrotu w gotówce, tylko przeznacza go od razu na kolejne zakupy. Tak też się zresztą dzieje najczęściej w Polsce, co pokazują statystyki.

I to nie dlatego, iż nie ma wyboru. Tak jest wygodnie: idziesz do sklepu, bierzesz butelki, oddajesz, dostajesz kupon, a przy zakupach odbierasz kaucję poprzez obniżenie rachunku. jeżeli ktoś jednak sobie tego życzy, ta musi zostać zwrócona w formie gotówkowej. Przypomina o tym resort klimatu i środowiska w komunikacie przesłanym redakcji tvn24.pl, a wszelkie utrudnienia lub odmowy można zgłaszać do adekwatnego wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska.

Dlaczego jednak problemy dalej występują?

Potrzeba czasu, aby zarówno handlowcy, jak i kupujący zapoznali się z zasadami zwrotów, obsługą automatów oraz procedurami manualnymi. Średnio każdego dnia z sukcesem zwracanych jest kilkaset tysięcy opakowań. W tak wielkiej liczbie występują przypadki problematyczne, często wynikające z kwestii technicznych lub logistycznych – zaznacza resort.

Nie jest to wyjaśnienie absurdalne i skandaliczne, jak w przypadku reakcji na kolejki przy butelkomatach. W pewnym sensie do mnie trafia. Sam nie spodziewałem się, iż tak wiele osób będzie taszczyć ogromne worki do butelkomatów. Pierwsze statystyki wykazywały, iż przeciętny klient dużych sieci zwraca 6-7 opakowań przy wizycie. Po kilku miesiącach obowiązywania systemu kaucyjnego np. w Kauflandzie ta liczba wzrosła już do 12 sztuk. Mowa tutaj o przeciętnym konsumencie, bo rekordziści gromadzą znacznie większe zapasy.

Zdarza mi się oddawać co jakiś czas kilka puszek, więc u mnie zwrot nie jest problematyczny. Widzę jednak, iż rzeczywiście wzrasta liczba osób oddających za jednym zamachem choćby nie kilkanaście, a już kilkadziesiąt butelek i puszek. Skala jest więc dla mnie zaskoczeniem, choć przecież nie powinna być. Wystarczyło wcześniej przejść się po parku, lesie czy innej wspólnej przestrzeni, aby zobaczyć, jak wiele odpadów generujemy. Również dlatego, iż po sobie nie sprzątamy.

Nie oburzają mnie więc głosy o rzekomych śmieciarzach. Nie twierdzę rzecz jasna, iż wrzucanie plastikowej butelki do żółtego kontenera to to samo, co zostawienie jej na ławce w parku, ale sukcesy kaucyjnych rekordzistów udowadniają, iż jesteśmy zalani plastikiem. choćby jeżeli Polacy zaczynają go wynosić z własnych domów, aby odzyskać kaucję, to przez cały czas nie ma żadnego problemu, żeby butelki czy puszki zgarnąć z placów, parków i koszów.

Narracja „sklepy nie wiedziały, są zaskoczone skalą” teoretycznie się broni. Ryzyko w postaci pojedynczych i nie za dużych automatów jednak się nie opłaciło, bo Polacy zamiast przychodzić z 6 puszkami, biorą worki ze sobą wypchane wory.

Tylko kto jak kto, ale sklepy chyba doskonale wiedzą, ile produktów się sprzedaje i kiedy. o ile sieci są teraz zaskoczone, iż opakowania do nich wracają, to jest to ich wina, a nie samego systemu. Rozmiar butelkowego bumerangu nie może być zaskoczeniem – sami go wypuścili.

Uważam, iż nie ma niczego złego w braniu odpowiedzialności za swoje zakupowe nawyki i zwracanie opakowań. System kaucyjny można dopieścić, choćby poprzez dostawianie automatów, tak jak to wcześniej zrobiono z kasami samoobsługowymi. Najpierw było kilka stanowisk, a teraz jest ich zdecydowanie więcej. Jak się chce, to można.

Tak, to prawda, potrzebujemy czasu – np. żeby niektórzy zrozumieli, iż butelkomat to nie kontener na śmieci i nie przyjmuje wszystkiego. „Robienie pod górkę” jest niestety powszechnym zjawiskiem i choć można winić sklepy czy rząd za niewystarczające, jak się okazuje, działania, to też sami sobie niepotrzebnie utrudniamy.

Tylko czy czas sprawi, iż Polacy będą kupować mniej? A może częściej będą przychodzić z opakowaniami, by za jednym zamachem nie wyrzucać 60 sztuk? W tym przypadku podejście pod tytułem „czas pokaże” jest jednak ryzykiem, bo może się okazać, iż do systemu kaucyjnego zniechęcą się też ci, którzy są pozytywnie nastawieni albo przynajmniej nie widzą w nim niczego złego.

Jak czytamy na portalu tvn24.pl, resort zapowiedział dalsze dopracowywanie procesów logistycznych, w tym częstszy odbiór opakowań z automatów i punktów ręcznych oraz zwiększenie liczby punktów zbiórki, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach.

BuyboxFast
Idź do oryginalnego materiału