Polacy odbijają się od butelkomatów. System kaucyjny to wciąż plac budowy

konto.spidersweb.pl 4 godzin temu

Butelkomatów przez cały czas brakuje, a bony irytują klientów. System kaucyjny jeszcze nie nasycił rynku, chociaż do końca tego roku liczba automatów ma wzrosnąć.

System kaucyjny w Polsce wygląda dziś trochę jak infrastruktura zbudowana w połowie drogi: działa, gwałtownie rośnie, ale sam rynek przyznaje, iż do docelowej skali jeszcze daleko. Według Piotra Okurowskiego z Kaucja.pl cytowanego przez Newserię, do końca 2026 r. liczba maszyn do zwrotu ma wzrosnąć do około 12-14 tys., a pełne nasycenie rynku ma nastąpić dopiero w perspektywie 2-3 lat. To właśnie niedobór zwrotomatów pozostaje jednym z głównych powodów frustracji klientów.

Wielki skok dopiero przed nami

Obecna sieć automatów to jeszcze nie pełna docelowa infrastruktura, tylko etap przejściowy. Jacek Wodzisławski z Fundacji RECAL ocenia, iż dziś mamy mniej więcej 6,5-8 tys. punktów automatycznego zwrotu, podczas gdy minimalne krajowe zapotrzebowanie to 30-35 tys. automatów. System, który dla klienta już istnieje, z perspektywy infrastruktury wciąż jest dopiero budowany.

System kaucyjny, który odbiera opakowania po napojach – w tym momencie rozmawiamy o metalowych puszkach i plastikowych butelkach – pozostało w okresie rozwoju. Mamy mniej więcej 6,5-8 tys. punktów, gdzie możemy opakowania kaucjonowane zwracać do automatów, a minimalną liczbę potrzebnych automatów szacujemy na 30-35 tys. sztuk – mówi w rozmowie z Newserią Jacek Wodzisławski, prezes Fundacji RECAL.

To dobrze tłumaczy, dlaczego jednocześnie można mówić o rekordach i o niedoborach. Rekordy są, bo sieć już działa na dużą skalę. Niedobory też są, bo obecny zasięg przez cały czas nie odpowiada temu, jak wygodny powinien być taki system w codziennym użyciu. Dla klienta to dość brutalna różnica: państwo i operatorzy mówią o milionach zwrotów, a on widzi zapchany automat albo brak punktu w okolicy.

Liczby są potężne, ale system wciąż ma choroby wieku dziecięcego

Ministerstwo Klimatu i Środowiska informuje, iż w 52 tys. punktów zwrócono już łącznie 520 mln opakowań, a same automaty funkcjonują w 9,5 tys. lokalizacji. To pokazuje skalę wzrostu, szczególnie iż w połowie marca resort mówił jeszcze o około 300 mln zwrotów. W ciągu około 2 tygodni liczba zebranych opakowań wzrosła więc o 66 proc. Sama wiceministra Anita Sowińska mówi, iż system stał się już naturalną częścią zakupów i wspólnej codzienności.

System budowany jest w oparciu o codzienne potrzeby mieszkańców, pozwalając im na wygodny zwrot opakowań przy okazji codziennych zakupów, bez konieczności wyprawy do dalekiego marketu – mówi Sowińska.

Tyle iż z punktu widzenia użytkownika ten sukces ma szorstką fakturę. Badanie IQS pokazuje, iż 62 proc. badanych korzysta z systemu, ale 46 proc. narzeka na przechowywanie opakowań w domu, 41 proc. na nieczynne zwrotomaty, a po 32 proc. na zbyt dużą odległość do punktów zbiórki i zapchane urządzenia. Wśród osób, które jeszcze nie zbierają opakowań, 34 proc. wskazuje brak punktów zwrotu w okolicy jako główny problem. System nie przegrywa dziś z brakiem akceptacji społecznej, tylko z samą logistyką i wygodą.

Automat nie działa? Sklep i tak powinien przyjąć opakowanie

Jedna z bardziej praktycznych rzeczy, które wciąż nie są dostatecznie jasne dla klientów, dotyczy sytuacji awaryjnych. Jacek Wodzisławski podkreśla, iż jeżeli automatu nie ma albo nie działa, trzeba pytać o zbiórkę manualną. Zgodnie z zasadami systemu sklepy uczestniczące powinny być przygotowane do manualnego odbioru opakowań kaucjonowanych. Resort przypomina też w swoich materiałach, iż system jest bezparagonowy i opakowanie ze znakiem kaucji można zwrócić bez dowodu zakupu, a bon z automatu na życzenie klienta musi zostać wymieniony na gotówkę w kasie.

Właśnie to w wielu przypadkach decyduje o ocenie całego systemu. Klient, który odbija się od nieczynnego urządzenia i nie wie, iż może skorzystać z manualnego zwrotu, wychodzi z poczuciem, iż cała konstrukcja jest zwykłą fikcją. Dlatego walka o sprawne działanie systemu to nie tylko kwestia dostaw kolejnych automatów, ale też prostego, zrozumiałego informowania klientów o tym, jakie mają prawa i co mogą zrobić, gdy maszyna akurat zawodzi.

Bony drażnią klientów bardziej, niż branża by chciała

Drugim wyraźnym punktem zapalnym są vouchery drukowane przez zwrotomaty. Klient oddaje opakowanie, dostaje bon i może wymienić go na gotówkę. Jak zauważa Gabriela Lenartowicz, właśnie ten model budzi sporo irytacji. Problemem jest nie tylko sam pomysł pośredniego odzyskiwania pieniędzy, ale także ograniczona żywotność wydruku – formalna i fizyczna. Lenartowicz mówi wprost, iż system byłby przyjaźniejszy, gdyby kaucję można było odbierać bezpośrednio na kartę albo natychmiast przy kasie bez całej papierowej pośredniej procedury.

Aby system kaucyjny stał się przyjaźniejszy, podnoszone jest przede wszystkim to, żeby opłatę za kaucję móc w sposób bezpośredni kasować na przykład dzięki karty kredytowej czy od razu przy kasie. Bony cieszą się złą oceną. Zwłaszcza iż one mają swoją żywotność. I to nie tylko formalną, ale też fizyczną ze względu na jakość wydruku – mówi Lenartowicz.

To może wydawać się problemem wygodnickich, ale w masowych systemach właśnie takie szczegóły często rozstrzygają o tym, czy rozwiązanie zostaje naprawdę oswojone. Kiedy ktoś co tydzień oddaje kilka czy kilkanaście opakowań, nie chce myśleć o terminie ważności kuponu ani o jakości papieru termicznego. Chce po prostu odzyskać pieniądze. jeżeli system ma wejść na wyższy poziom dojrzałości, presja na wygodniejsze i bardziej cyfrowe rozliczenie kaucji będzie prawdopodobnie rosnąć.

*Źródło grafiki wprowadzającej: FotoDax / Shutterstock, Canva Pro

BuyboxFast
Idź do oryginalnego materiału