
Co się dzieje z naszym domem, kiedy wyjeżdżasz na wakacje? Większość osób tego nie wie, żyjąc w przekonaniu, iż przecież nic złego się nie stanie. To błąd – podobnie jak drugie założenie.
Drugim założeniem jest to, iż system alarmowy musi być drogi, a do tego skomplikowany w obsłudze i instalacji, żeby był skuteczny. Ostatecznie więc plany instalacji alarmowej odkładamy na nie wiadomo kiedy, niepotrzebnie stresując się podczas wyjazdu.
Czy może jednak można wiedzieć, co dzieje się w naszym domu – i z naszym domem – bez koszmarnie drogich systemów i instalacji, którą może zrobić tylko profesjonalista? Oczywiście – taki system może zainstalować każdy, co zresztą i ja zrobiłem już długi czas temu.
Jak to wygląda krok po kroku i czego dowiemy się o naszym domu?
Swoje centrum ochrony podłączysz w 3 minuty
W przypadku serca systemu alarmowego Yale – z którego korzystam od lat – instalacja jednostki centralnej jest tak prosta, iż łatwiej się już nie da.

Wyjmujemy Yale Smart Alarm z pudełka, podłączamy do zasilania i internetu, ustawiamy albo montujemy tam, gdzie będzie bezpieczny i… gotowe.
Od tego momentu – po instalacji aplikacji Yale Home na telefonie – możemy już przejść do zabezpieczania naszego domu. O zasięg możemy być spokojni – Yale Smart Alarm korzysta z rozwiązania łącznościowego Yale Horizon+, co oznacza, iż choćby do kilometra (!) od centrali uda nam się połączyć akcesoria z bazą.
Skąd wiedzieć, co dzieje się z oknami?
fot. YaleTo akurat najprostsze. W skład systemu alarmowego Yale wchodzą czujniki antywłamaniowe, które wykrywają nie tylko otwarcie lub zamknięcie drzwi czy okien, ale też wstrząsy i wibracje.
Nie ma więc znaczenia, czy ktoś pod naszą nieobecność faktycznie otworzy okno, czy zacznie się do niego po prostu dobierać – informacja alarmowa zostanie przekazana do centrali. Ewentualnie, jeżeli zależy nam na samym monitorowaniu otwarcia i zamknięcia okien – są do tego też odpowiednie produkty.
Do tego czujniki są na tyle niewielkie, iż można je zamontować w taki sposób, żeby nie psuły estetyki i nie rzucały się przesadnie w oczy z zewnątrz.
Instalacja? Można choćby na dwustronną taśmę klejącą. Czyli poświęcimy jakąś minutę albo dwie na każde okno i mamy święty spokój.
Skąd wiedzieć, co dzieje się z drzwiami do altany albo garażu?
Przyznaję się – możliwe, iż w ogrodowej altanie trzymam rzeczy o większej wartości niż w domu i pewnie nie jestem wyjątkiem. Rowery, narzędzia ogrodowe, akcesoria do samochodu – to też chcemy chronić.
I jak najbardziej jest to możliwe – zresztą w równie prosty sposób, co w przypadku wnętrza domu. Montujemy tutaj zewnętrzny czujnik okien i drzwi, który – spełniając normę IP55 – wytrzyma trudne warunki atmosferyczne, dodajemy go do Yale Home i… gotowe.
Od tego momentu zawsze będziemy wiedzieć, czy ktoś nie otwiera właśnie drzwi do naszej altany. I przy okazji – możemy też tak podczas wakacyjnego wyjazdu sprawdzić, czy sami przypadkiem nie zostawiliśmy ich otwartych. A potem poprosić sąsiada, żeby je zamknął.
Skąd wiedzieć, co dzieje się z drzwiami do domu?
Yale Linus® L2To akurat proste, bo Yale ma w ofercie dwa świetne zamki – Yale Linus® L2 i Yale Linus® L2 Lite. Oba możemy podłączyć do tej samej aplikacji Yale Home, do której podłączamy nasz system alarmowy, a potem z każdego miejsca na świecie sprawdzać, czy na pewno zamknęliśmy zamek.
Yale Linus® L2 ma tutaj drobną przewagę, polegającą na wbudowanym module WiFi i obsłudze technologii DoorSense™. To pierwsze ułatwi nam połączenie zamka z siecią i w konsekwencji – zdalne sterowanie z każdego zakątka. To drugie natomiast pozwala sprawdzić, czy nie tylko zamek jest otwarty albo zamknięty, ale też czy same drzwi są fizycznie zamknięte. Czyli – o jednej czujnik mniej.
Przy okazji – nie wyobrażam sobie użytkowania zamka Yale bez odpowiedniej klawiatury. Jest po prostu szybciej, łatwiej i wygodniej, a do tego na wyjście na spacer można zostawić telefon w domu, jeżeli mamy ochotę odsapnąć od powiadomień.
Skąd wiedzieć, czy ktoś jest w domu?
fot. YaleTeż proste – bo wystarczy w wybranych punktach zamontować wewnętrzne czujniki ruchu i problem z głowy. jeżeli w monitorowanym pomieszczeniu zostanie wykryty ruch (zasięg: do 12 m), alarm zostanie uruchomiony, a my dostaniemy powiadomienie.
Proste – i to tak samo proste jak montaż i późniejsza konfiguracja. Podczas ustawiania wszystkiego ucieszą się natomiast szczególnie posiadacze zwierząt – czujnik Yale posiada opcję ustalenia czułości wykrywania w taki sposób, żeby kot czy pies nie aktywowały syreny alarmowej.
Ach, i gdyby ktoś pytał – tak, czujnik jest na baterie, więc nie trzeba ciągnąć do niego żadnych przewodów.
Skąd mam wiedzieć, iż ktoś kręci się po posesji?
fot. YaleW takim sam sposób – korzystając z analogicznego czujnika ruchu, tyle tylko, iż w wersji przystosowanej do pracy w warunkach zewnętrznych.
Zasady działania są adekwatnie takie same – wkładamy baterie, montujemy, podłączamy do aplikacji. Gotowe.
Skąd mam wiedzieć, czy alarm jest uzbrojony, czy nie?
To akurat też proste – przeważnie wystarczy zerknąć na ustawienia w aplikacji i najlepiej skonfigurować je w taki sposób, żeby cały system uzbrajał się i rozbrajał automatycznie.

Z mojego doświadczenia wynika jednak, iż warto mieć do tego wszystkiego dodatkowego pilota albo klawiaturę.

Raz – unikamy wtedy sięgania po telefona, co jest zawsze dobrą opcją. Dwa – jeżeli np. jakiś członek naszej rodziny przyjeżdża popilnować domu, to zawsze wygodniej jest mu wręczyć takiego pilota i powiedzieć, iż tu się uzbraja, tu rozbraja, dzięki za pomoc.
Skąd ktoś ma wiedzieć, iż ten dom ma alarm?
fot. YaleI tutaj są dwie podstawowe opcje, sprowadzające się do słowa „syrena”. Yale ma w ofercie – oczywiście współpracujące z całym systemem – dwie syreny.
Pierwszą jest syrena wewnętrzna, jeżeli ktoś chciałby w ten sposób odstraszać intruzów np. z mieszkania albo biura.
Druga to syrena zewnętrzna, która już swoim kolorem i wielki logo sugeruje, iż tutaj lepiej się nie kręcić. A kiedy rozkręci się na swoich 100 dB, ewentualne wątpliwości potencjalnych włamywaczy raczej na dobre zostaną rozwiane.
Oczywiście, jeżeli syrena wybrzmi – dostaniemy też powiadomienie na telefon. Nic się tutaj przed nami nie ukryje.
Jak mam zobaczyć, co dzieje się w domu?
fot. YaleWiadomo – kamerą. Przy czym kolejność instalacji, którą bym wybrał, to właśnie najpierw system alarmowy, a potem kamery.
W końcu najwięcej sensu ma najpierw dowiedzieć się, iż coś się dzieje, a potem sprawdzić, o co dokładnie chodzi.
Skąd mam wiedzieć, gdzie coś się dzieje?
Oczywiście nikt nie broni nam podpisać, iż dany czujnik to okno w sypialni, a inny to czujnik w szopie, ale Yale Home i Yale Smart Alarm dają nam jeszcze jedną przyjemną rzecz – strefy.
Dla naszego systemu bezpieczeństwa można ustawić cztery takie oddzielne strefy, które obejmą wybrane urządzenia i które można zupełnie niezależnie uzbrajać i rozbrajać. Przykładowo – jeżeli siedzimy w domu, możemy uzbroić alarm w altanie. Z drugiej strony – jeżeli wiemy, iż większość dnia spędzimy na pracach ogrodowych, możemy rozbroić altanę z niezbędnym sprzętem, ale za to uzbroić dom.
W ten sposób nikt nie dostanie się do niego niepostrzeżenie, kiedy my będziemy zajęci naszymi weekendowymi pracami, a np. nie mamy jak mieć bez przerwy oka na drzwi wejściowe.
I przy okazji – niech widzą.

Proste rozwiazanie, ale czasami wystarczy – warto już na wstępie dać znać potencjalnym zainteresowanym, iż ten dom wcale nie jest bezbronny.
Czasem wystarczy choćby prosta naklejka z logo rozpoznawalnej marki, żeby ktoś kilka razy przemyślał, czy na pewno warto się tutaj kręcić.
To wcale nie musi być… nasz dom.
W końcu biorąc pod uwagę łatwość instalacji, taki system można błyskawicznie zainstalować np. u rodziców albo innego członka rodziny, i to w ciągu jednej niedzieli, np. w czasie, kiedy wszyscy będą odpoczywać po obiedzie.
A jeżeli dodać do tego jeszcze banalnie prostą obsługę całego systemu i fakt, iż na dobrą sprawę można go obsługiwać bez pomocy telefona – nie ma tu limitu wiekowego od strony użytkownika. Ba, biorąc pod uwagę fakt, iż pilot Yale oferuje opcję aktywacji trybu paniki – starsi członkowie rodziny mogą na tym rozwiązaniu skorzystać wręcz jeszcze bardziej.
Niczego nie będę więc wprost sugerował, ale kto wie – może z okazji Dnia Ojca warto pomyśleć o tym, żeby zapewnić mu spokojną głowę w kwestii tego, co dzieje się w domu. I może dorzucić do kompletu jakiś bilet na przyjemną wycieczkę, żeby mógł sam zdalnie sprawdzić, iż wszystko w domu jest w porządku.











