
Rolnik wyjechał ciągnikiem na świeżo wylany asfalt, opuścił pług i zaczął orać. W sieci wybuchła potężna afera. Pod postami w mediach społecznościowych pojawiło się dziesiątki tysięcy komentarzy, a internet podzielił się na dwa wrogie obozy. Jaki obraz wyłania się z tej dyskusji?
Na ul. Rybackiej w gliwickiej Ostropie trwał właśnie remont drogi, gdy 60-letni rolnik postanowił zepsuć zabawę i zniszczyć nowiutki asfalt. Twierdzi, iż droga jest jego, a inwestor nie ma prawa jej remontować. Miasto twierdzi coś dokładnie przeciwnego. Kto ma rację? prawdopodobnie rozstrzygnie sąd, choć internet już wie i wydał wyrok.
Póki co, rolnik został zatrzymany, a sąd podjął decyzję o aresztowaniu go na 3 miesiące. Media donoszą, iż miał się odgrażać, iż ponownie zrobi to samo.
Przeczytałem komentarze na temat rolnika z Ostropy. To było nieprzyjemne zajęcie
Tysiące ludzi ma coś do powiedzenia na temat zdarzenia z Gliwic. Zarówno pod postami mediów lokalnych jak i ogólnopolskich trwa wojna między zwolennikami i przeciwnikami rolnika. Choć wyłoniły się dwa obozy, można zauważyć różne sposoby „rozumowania”.
Obóz pierwszy twierdzi, iż rolnik jechał po swoim, a miasto nie miało prawa do remontu drogi. Jego czyn uznano tutaj za heroiczną próbę obrony własności prywatnej. Sam mężczyzna niczym rycerz ma walczyć ze złym systemem, który uosabiają urzędnicy i państwo. Obelgi płynące z tego obozu dotyczą policji, prokuratury, gminy, ministra sprawiedliwości i premiera. Światełkiem na mrocznym niebie ma być sprawiedliwy prezydent, który – według komentujących – ułaskawi rolnika.
Obóz drugi uważa, iż rolnik zniszczył wspólne mienie, a grunty, na których prowadzony jest remont należą do gminy. W tej narracji sprawca postrzegany jest jako wandal i niszczyciel marzeń tych, którzy od kilkunastu lat czekają na remont drogi. Tak sprawę przedstawiają również przedstawiciele samorządu.
Opisałem główną linię podziału, ale na uwagę zasługują internetowe śledztwa, z których… Nic nie wynika. Jedni bowiem twierdzą, iż widzą w archiwalnych zdjęciach z Google Street View słupki graniczne. Inny kontrują, iż nie są to słupki graniczne tylko oznaczające elementy infrastruktury komunalnej. Pojawiają się zrzuty ekranu z geoportalu, Map Google’a. Każda ze stron twierdzi, iż ma dowody swoich racji.
Internetowy spór o rolnika pokazuje brak krytycznego myślenia
Dyskutanci z obu stron by się obrazili, ale niestety z dyskusji na tysiące komentarzy nie wynika ani fakt, iż rolnik orał swoją ziemię, ani to, iż należała ona do miasta. Na podstawie domniemań, fałszywych przesłanek wysuwa się tu wnioski pod z góry przyjętą tezę. To klasyczny błąd potwierdzenia, który polega na interpretowaniu informacji w sposób, który jest zgodny z naszymi uprzednimi przekonaniami.
Zgodnie z tym, sprawa ma być raczej dowodem pewnej szerszej prawdy o świecie. Dla pierwszego obozu to pretekst, żeby oskarżyć państwo (na wielu poziomach) o bezduszność, a choćby tyranię. Druga strona z pozycji wyższościowych deprecjonuje samego rolnika, powtarzając stereotypy na temat mieszkańców wsi. Inny widoczny w dyskusji błąd to tzw. błędne koło. Rozumowanie odbywa się tu według prostego schematu: państwo jest złe, ponieważ ukradło rolnikowi ziemię i teraz nią rozporządza, dlatego rolnik jest niewinny. Wszystko to w oparciu o wątpliwe przesłanki.
Pojawiają się oczywiście wątki polityczne. Wojna na szczytach władzy przeniesiona została na niższy poziom. Patrząc w komentarze, widać jak na dłoni, iż rozpalającym lokalną społeczność tematem zaopiekowali się zawodowi trolle, których rolą jest kanalizowanie agresji. Świadczyć może o tym mnóstwo powtarzających się komentarzy i pojawiające się liczne wątki antyukraińskie (choć sprawa nie ma żadnego związku z Ukrainą). Taki temat bowiem to świetna okazja, by budować obraz opresyjnego państwa i podważać zaufanie do jego organów – których w tej sprawie mamy cały arsenał.
Kto ma rację: rolnik, który zaorał asfalt czy miasto?
Tego póki co nie wiemy, choć światło na sprawę rzuca prokuratura:
– Mężczyzna przyznał się i złożył wyjaśnienia, w których stwierdził, iż w jego ocenie ta część pasa, ta część ziemi należy do niego, ale nie przedstawił na to żadnych dokumentów – mówi prokurator Miłosz Żymełka z Prokuratury Gliwice Zachód cytowany przez Fakt.
Internet wydał wyrok w komentarzach, ale w tej sprawie prawdziwy wyrok musi wydać sąd. I tu uwydatnia się jeszcze jeden aspekt sprawy. Dyskutanci z obozu pierwszego wykorzystali sytuację do atakowania państwa, bo zgadzała się z ich obrazem tegoż. Nie zaakceptują zatem żadnych rozstrzygnięć poza zgodnymi z ich obrazem świata. Mamy tu argument samouszczelniający się, którego w żaden sposób nie da się obalić. Pętlę logiczną, w której każda przesłanka działa na korzyść narracji, którą przyjmujemy za swoją. Z punktu widzenia krytycznego myślenia to największe zagrożenie dla prawdy.
Czytaj także:
- Jad z internetu przelał się na ulice
- Papież tłumaczy świat lepiej niż ekonomiści. Przeczytałem encyklikę Leona XIV
- Każą mu płacić za parking, mówi, iż nie jest niewolnikiem
Zdjęcie główne: Shutterstock zmodyfikowane przez AI













