Rowery wodorowe na Poczcie: Wielki projekt? Ta liczba to mem

konto.spidersweb.pl 5 godzin temu

Ostatnio informowaliśmy, iż Poczta Polska rozpoczyna pilotażowy program rowerów wodorowych. Pomysł nie ma sensu, ale właśnie poznaliśmy kolejne informacje o projekcie. Nie mogę się otrząsnąć.

Poczta Polska oraz Groclin – jedyny polski producent rowerów z napędem wodorowym – rozpoczęli pilotaż technologii wodorowej w logistyce miejskiej, a przynajmniej tak to nazwali. Celem projektu jest sprawdzenie możliwości wykorzystania rowerów wodorowych w codziennej pracy listonoszy. W ramach projektu wybrane jednostki Poczty Polskiej zostaną objęte programem testowym. W jego trakcie oceniane będą m.in. zasięg pojazdów, czas przygotowania pojazdu do pracy, w tym wymiany lub uzupełnienia zbiorników z wodorem, niezawodność, komfort użytkowania oraz przydatność rowerów w codziennej pracy listonoszy.

Założenia są piękne, mimo iż cały projekt nie ma sensu ekonomicznego. Rower wodorowy to w rzeczywistości pojazd na prąd, który jest generowany ze sprzężonego gazu. Wodór magazynowany jest w specjalnych nabojach, które przypominają naboje do syfonów do wody gazowanej. Przewagą tego typu napędu jest błyskawiczne uzupełnienie zasięgu, bo wystarczy wymienić nabój i rower może przejechać kilkadziesiąt kilometrów. W teorii listonosz mógłby mieć w swojej torbie zapasowy pojemnik z gazem, więc byłby niezależny od infrastraktury.

Tyle z zalet, bo wodór trzeba wytworzyć, co zjamuje około 5 godzin i wymaga specjalnego generatora. Drugi minus to abstrakcyjna cena, bo jeden rower to koszt od około 3600 do 4400 euro, a sam generator na jeden nabój to koszt 2000 euro, natomiast taki, który obsługuje 10 pojemników jednocześnie kosztuje 9000 euro. Ne przeszkadza to Poczcie Polskiej dumnie informować o trwającym programie, tak jakby miał zmienić przyszłość listów. Tych listów. Szkopuł w tym, iż poznaliśmy rozmiar tego wielkiego przesięwzięcia. Zwala z nóg.

Poczta Polska testuje rowery wodorowe. Ma ich aż 6

Serio. Sześć sztuk bierze udział w tym programie. Wiemy to dzięki użytkownikowi, który wystąpił do Poczty z prośbą o udzielenie informacji publicznej.

. @PocztaPolska zrobiła medialny szum wokół „rowerów wodorowych”.

Zapytałem w trybie dostępu do informacji publicznej o skalę i koszty pilotażu.

Odpowiedź? Pilotaż obejmuje… 6 sztuk.
Sześć rowerów w firmie z siecią ponad 7,5 tys. placówek.

Koszty? Umowa? Okres pilotażu?… pic.twitter.com/lpc1Tq30mV

— Jacek Werder (@WerderJacek) June 22, 2026

Sześć rowerów, zero informacji o kosztach, analizach itd. Przecież to jest śmiech na sali. Wszyscy wiedzą, iż technologia wodorowa w takim zastosowaniu to drogi eksperyment, który nie ma sensu. Zwłaszcza iż na rynku istnieje alternatywa, która jest stosowana absolutnie wszędzie. Jest tania, wygodna i nie wymaga żadnych zmian zachowania. Pisałem już o tym, ale istnieje coś takiego jak rower elektryczny. Występuje w kilku wariantach, mogą to być składaki, mogą być to rowery miejskie, ba! choćby występują rowery cargo. Do wyboru, do koloru.

Rower elektryczny spełnia wszystkie możliwe wymagania Poczty Polskiej w logistyce ostatniej mili, jak ładnie jest to nazwane. Pomógłby listonoszom bezwysiłkowo przejechać dystans do odbiorców, a do tego jest konstrukcją sprawdzoną, można naładować go wszędzie, bo zdecydowana większość posiada odpinane baterie i co najlepsze – to najtańsze możliwe rozwiązanie. Nie ma potrzeby zakupu specjalnego generatora, nie trzeba wozić ze sobą pojemników z wodorem. Na rynku istnieje cała masa firm, która z euforią dostarczy rozwiązania dla Poczty Polskiej.

Mierzi mnie szastanie pieniędzmi przez państwowe spółki

Widzicie, nasza Poczta ma za sobą trudny czas, nie obyło się bez zwolnień, zmiany biznesowej, ograniczeniu wydatków itd. W międzyczasie pcha się w bezsensowne rozwiązania, a takim jest rower wodorowy, zamiast ulżyć pracownikom dzięki zwykłego roweru elektrycznego. Co więcej – takie rozwiązania są stosowane w całej Europie. Tylko u nas się nie da, trzeba wymyślać kwadratowe koła i wydawać bezsensownie pieniądze. W prywatnym biznesie by to nie przeszło, w państwowym hulaj dusza, piekła nie ma, a jedyna konsekwencja, to przeniesienie do innej spółki. I tak się żyje.

Idź do oryginalnego materiału