Są takie rowery, które jeszcze zanim na nich usiądziesz, już coś obiecują. W przypadku Santa Cruz Bicycles to zwykle obietnica jakości, dopracowania i… wysokiej ceny. Dlatego kiedy pojawia się pierwszy elektryczny Santa Cruz na aluminiowej ramie – zdecydowanie tańszy – naturalne pytanie brzmi nie „czy jest dobry”, tylko czy gdzieś jest haczyk?

Wolicie ruchome obrazki? Zobaczcie naszą recenzją w wersji video.
Przez tydzień jeździliśmy na dwóch egzemplarzach Vala AL 70 w Toskanii- w okolicach Massa Marittima, na trasach, które znamy od lat. Monte Arsenti, lokalne single, szybkie odcinki enduro i techniczne podjazdy. Miejsca, gdzie rower nie ma gdzie się ukryć z ewentualnymi wadami i gdzie bardzo gwałtownie wychodzi na jaw, czy sprzęt faktycznie działa, czy tylko dobrze wygląda w katalogu. Już po pierwszych dniach pojawiła się myśl, której Santa Cruz pewnie niekoniecznie chciałby słyszeć: czy dopłata do karbonu w ogóle ma sens?

Konstrukcja i rama – aluminium bez kompleksów
Santa Cruz Vala AL nie jest „tańszą wersją” w klasycznym rozumieniu. To w praktyce ten sam rower co karbonowa Vala, tylko wykonany z aluminium. Mamy tę samą kinematykę zawieszenia opartą na czterozawiasie, ten sam tzw. rocker (element pośredniczący), identyczne łożyska i hardware. Skoki również pozostają bez zmian: 160 mm z przodu i 150 mm z tyłu, a całość od początku zaprojektowano wokół konfiguracji mullet.

Różnice oczywiście istnieją i są konkretne. Nie znajdziemy tutaj flip chipów, nie ma też układu włókien dopasowanego do rozmiaru znanego z karbonu, a sama rama jest wyraźnie cięższa – firma wspomina o około 2 kg różnicy. Konstrukcja jest prostsza, mniej „inżyniersko wyrafinowana”. Jednocześnie dostajemy coś, czego często brakuje w karbonie: spokój psychiczny. Ten rower nie zmusza do analizowania każdego kamienia i każdej rysy. Po prostu jedziesz.

Rama jest masywna, hydroformowana, z solidną obudową silnika.. Już na pierwszy rzut oka widać, iż to konstrukcja przygotowana na trudne warunki i intensywną eksploatację. Do tego dochodzi pełna ochrona “wystających” elementów: rozbudowana osłona widełek pod łańcuchem, osłona silnika i detale, które mają znaczenie w życiu (oby długim) roweru, jak choćby odprowadzenie wody spod dampera.

Przy naszej testowej specyfikacji i skokach Vala AL wchodzi bezpośrednio w segment, w którym konkurują takie modele jak Trek Rail+ oraz wiele innych rowerów z tej samej kategorii, najczęściej opartych na napędach Boscha, jak Orbea Wild czy Scott Patron. To popularne, uniwersalne e-MTB, projektowane z myślą o szybkim i stabilnym zjeździe, ale jednocześnie wygodne i przewidywalne podczas dłuższych, całodniowych jazd po ścieżkach. Dzięki temu trafiają do bardzo szerokiego grona użytkowników – od średnio zaawansowanych po bardzo doświadczonych, w różnym terenie i stylu jazdy.

Geometria – znajoma i przewidywalna
Santa Cruz nie eksperymentuje tu z geometrią i to jest dobra decyzja. Kąt główki wynosi 64,1°, kąt podsiodłowy 76,9°, a wysokość suportu to 342 mm. Długość tylnych widełek w zależności od rozmiaru mieści się w zakresie 440–445 mm (tak, przez cały czas jest różna). I od razu odpowiedź na ewentualne pytania – brak flip chipów oznacza, iż rower ustawia się pomiędzy ustawieniami High i Low znanymi z karbonowej wersji.
| Zasięg (Reach) | 433 | 458 | 478 | 498 |
| Stack | 625 | 634 | 643 | 656 |
| Kąt główki ramy | 64.1° | 64.1° | 64.1° | 64.1° |
| Długość główki ramy | 110 | 120 | 130 | 145 |
| Długość tyłu (chainstay) | 440 | 440 | 445 | 445 |
| Front Center | 771 | 800 | 825 | 851 |
| Wysokość suportu | 342 | 342 | 342 | 342 |
| BB Drop przód | 30 | 30 | 30 | 30 |
| BB Drop tył | 13 | 13 | 13 | 13 |
| Baza kół | 1211 | 1241 | 1270 | 1297 |
| Długość górnej rury | 578 | 606 | 628 | 652 |
| Długość rury podsiodłowej | 380 | 400 | 420 | 460 |
| Kąt rury podsiodłowej | 76.9° | 76.9° | 76.8° | 76.8° |
| Przekrok (standover) | 744 | 745 | 729 | 732 |
W praktyce przekłada się to na bardzo naturalne odczucia już od pierwszych metrów. Dwa testowe egzemplarze w rozmiarze M, dwóch użytkowników o wzroście 169 i 172 cm – w obu przypadkach rozmiar był trafiony idealnie. Bez walki z ustawieniem, bez potrzeby kombinowania. To rower, na którym od razu czujesz się „u siebie”.

Napęd – Bosch CX Gen 5 w praktyce
Sercem roweru jest nowy Bosch Performance Line CX Gen 5 z baterią 600 Wh zintegrowaną w dolnej rurze. Opcjonalnie można skorzystać z range extendera PowerMore 250 Wh, montowanego w miejscu koszyka na bidon. Dobrze słyszycie – i co ciekawe, w górzystej Toskanii kilkakrotnie spotkaliśmy innych użytkowników wykorzystujących tę opcję. Rzadko spotykana, jest kusząca – 850 Wh brzmi dumnie!

W naszych warunkach testowych oznaczało to regularnie około 30 km i 1200 metrów przewyższenia dziennie, co przekładało się na 3–5 solidnych zjazdów w terenie enduro. W praktyce to w zupełności wystarczało, bo fizycznie i tak mieliśmy już dość.
Silnik po aktualizacji oferuje choćby 100 Nm momentu obrotowego i 750 W mocy szczytowej. Problem w tym, iż w terenie taka moc nie zawsze jest zaletą. Na technicznych sekcjach gwałtownie może się okazać, iż to po prostu za dużo, ma też wpływ na zużycie baterii – cudów nie ma. Dlatego finalnie używaliśmy drugiego od góry trybu eMTB. Można też ustawić parametry w aplikacji Bosch Flow, żeby uzyskać lepszą kontrolę nad rowerem – polecamy pobawić się ustawieniami. Wspomniane zasięgi uzyskiwaliśmy właśnie w trybie eMTB, który jednocześnie sprawia, iż nie trzeba nic kombinować w trakcie jazdy, można skupić się na kierowaniu (i drobiazgach typu przeszkody).
Ptaszki w internecie śpiewają, iż po update Bosch będzie miał tych niutonometrów 120 (i nadal… 750 W, jak to możliwe – nie wiem), w tej chwili DJI ma jeszcze więcej. Czy potrzebujecie podobnej mocy musicie zadecydować sami – nasze uwagi powyżej.

Wrażenia z jazdy – największe zaskoczenie
Jak Vala AL jeździ? Szczerze mówiąc, kilka było do tej pory sytuacji, gdy przesiadka na nowe rowery była prostsza. Nie dość, iż doskonale znamy trasy w okolicy Massa Marittima na czele z Monte Arsenti, jeżdżąc tam od lat, to w dodatku w tym roku testowaliśmy tam przede wszystkim elektryki. Być może dlatego wejście na ten sprzęt było tak naturalne, ale jedno jest pewne – rower w jeździe po prostu nie przeszkadza.
Największe zaskoczenie? Santa Cruz Vala AL nie jeździ jak ciężki eMTB. Masa jest wyraźnie skupiona nisko i centralnie, co sprawia, iż rower prowadzi się znacznie lżej, niż sugerowałaby jego waga. Koła wydają się stosunkowo lekkie, a reakcje roweru są szybkie i intuicyjne.

Łatwość przesiadki można zrzucić na znajomość tras, ale faktem jest, iż rower prowadzi się intuicyjnie. Na singlach rower jest zwinny, łatwy do podbijania i zmiany linii. Konfiguracja mullet i stosunkowo krótkie widełki tylne dodatkowo wzmacniają to wrażenie.
Na zakrętach Vala AL jest wręcz rewelacyjna – niski środek ciężkości i wysoki stack (przód roweru) pozwalają przyjąć bardzo stabilną, pewną pozycję. Bardzo gwałtownie przestajesz myśleć o rowerze, a zaczynasz po prostu jechać.
Nie ma tu lekkości elektryków typu SL, ale też nie ma charakterystycznej ociężałości typowej dla cięższych eMTB. Dopóki bateria ma energię, rower nie sprawia wrażenia ciężkiego ani topornego.

Zawieszenie – poziom, którego oczekujesz
W przypadku Santy jest dostępny kalkulator zawieszenia, pomagający w ustawieniu – to praktyczny dodatek. My jednak ustawialiśmy zawieszenie tradycyjnie, dobierając ciśnienie do wagi- korzystając z pomocy specjalistów z Sleep’n’Ride Massa Marittima, skąd rowery wypożyczyliśmy.
Tył pracuje znakomicie. Jest czuły, płynny i bardzo dobrze kontrolowany. Momentami aż zbyt miękki w odczuciu- zdarzało się zatrzymać i sprawdzić, czy nie złapaliśmy kapcia. Tłumik RockShox Super Deluxe świetnie radzi sobie zarówno na technicznych podjazdach, jak i szybkich zjazdach.

Kinematyka zawieszenia jest bardzo dobrze dopracowana. Podczas hamowania rower nie nurkuje, zachowuje stabilność i pozwala utrzymać pozycję na zjeździe. Pełne wykorzystanie 150 mm skoku odbywa się płynnie i bez nieprzyjemnych dobicia (zasługa tłumika, a raczej hydrauliki dobicia).
Faktem jest, iż rowery mogliśmy sprawdzić na bardzo różnych trasach, zarówno co do rodzaju terenu, jak i ich trudności. Każda z miejscówek w Toskanii jest bowiem inna. Dlatego też Valę AL możecie zobaczyc na relacjach z Piombino i Castelnuovo.

Zdjęcie otwierające i to tutaj to zaś słynny The Canyon w samej Massie.
Przód – najsłabszy element układanki
Widelec RockShox Zeb w podstawowej wersji z damperem Rush RC nie dorównuje tyłowi. Przy szybkich uderzeniach zaczyna odrobinę brakować kontroli, a charakterystyka pracy robi się bardziej sprężynowa niż tłumiona. Efekt jest taki, iż przód nie zawsze nadąża za bardzo dobrze pracującym tyłem.
Wniosek? Przy agresywnej jeździe widać wyraźnie, gdzie szukać pierwszego potencjału do poprawy w przyszłości. To typowe zresztą dla wielu rowerów, gdzie wysoka jakość działania tyłu jest łatwiejsza do uzyskania ze względu na obciążenie wagą użytkownika.

Napęd i hamulce – działa, ale bez zapasu
Podczas testu pojawiły się też małe problemy. W dwóch egzemplarzach z wypożyczalni (jednym naszym) doszło do zerwania łańcucha- i to w krótkim odstępie czasu. To już nie wygląda na przypadek, tylko coś, co warto mieć na uwadze. Poza tym mechaniczny Eagle 70 działał jak jego droższy wariant 90 – bez zająknięcia.
Hamulce SRAM DB8, mimo dużych tarcz, oferują poprawną, ale nie wybitną siłę hamowania. Na długich zjazdach zaczyna brakować zapasu, a dłonie wyraźnie to odczuwają. To poziom wystarczający, ale daleki od topowych rozwiązań.
W stosunku do specyfikacji seryjnej jedyna różnica dotyczyła opon – nasze były wyposażone w gumy enduro Pirelli z miękką mieszanką. Wszystko poza tym pasuje, włącznie z manetką SDG. Dobrze też widzieć sztycę o skoku 170 mm już w serii.

Bateria – świadomy kompromis
Bateria 600 Wh nie jest wyjmowana, co dla części użytkowników będzie minusem. Z drugiej strony Santa Cruz świadomie postawiła na mniejszą, lżejszą konstrukcję zamiast maksymalnego zasięgu. Efekt? Lepsze prowadzenie, niższa masa i bardziej spójny rower jako całość. A jeżeli ktoś potrzebuje więcej zasięgu, zawsze może sięgnąć po range extender.
Waga i cena – tu zaczyna się problem dla karbonu
Testowany rower w rozmiarze M, bez pedałów i w konfiguracji tubeless, ważył 24,10 kg. Jak na aluminiowego eMTB to bardzo dobry wynik. Cena wersji AL 70 oscyluje w okolicach 27 999 zł i to właśnie tutaj robi się naprawdę ciekawie. Jest też jeszcze jedna tańsza wersja nazwana Deore (cena sugerowana 23999 zł), ale z napędu Transmission w elektryku trudno zrezygnować.

Podsumowanie
Santa Cruz zrobił rower, który w teorii miał być bardziej dostępny. W praktyce stworzył konstrukcję, która zaczyna zagrażać droższej wersji. Vala AL jest bardzo dobrze jeżdżącym, dopracowanym eMTB, który nie sprawia wrażenia „budżetowego”. Ma swoje “anse” – widelec, hamulce, problem z łańcuchami (tu bardziej SRAMa) – ale żaden z tych elementów nie zmienia ogólnego obrazu.
To rower, który daje bardzo dużo za swoją cenę i robi to w sposób, który jeszcze niedawno nie kojarzył się z tą marką. I właśnie dlatego pojawia się najważniejsze pytanie: czy karbon w ogóle ma sens?
Tekst: Grzegorz Radziwonowski, zdjęcia: Justyna Jarczok, Grzegorz Radziwonowski
Artykuł powstał w ramach płatnej współpracy z dystrybutorem Santa Cruz w Polsce powerbike.pl
To także może Cię zainteresować
