
Wybór stacji benzynowej, na której tankuję samochód, wiąże się z koniecznością sprawdzania kilku aplikacji. Żeby uzyskać możliwie najniższą cenę paliwa, muszę mieć na telefonie programy wszystkich popularnych stacji benzynowych. Czy to aby nie przesada?
Żeby nie żałować przy dystrybutorze trzeba na bieżąco śledzić komunikaty rządu oraz sytuację na rynku. Ale to nie wystarcza. Oprócz rządowego programu CPN (Ceny Paliwa Niżej) stacje benzynowe prowadzą własne promocje dające możliwość obniżenia ceny paliwa na litrze.
Sprawdzam promocje w aplikacjach stacji benzynowych i instaluję kolejne
Nie jestem fanem aplikacji lojalnościowych. Uważam, iż podejście zakładające wymóg korzystania z programów tego typu jest krzywdzące dla tych klientów, którzy ich nie używają. Wolałem czasy, kiedy szło się do sklepu i nie trzeba było aktywować kuponów ani skanować kart. Żeby jednak nie przepłacać, tak jak miliony innych Polaków uruchamiam aplikacje dyskontów tuż przy kasie. Niekoniecznie bawię się w łowienie kuponów. Po prostu mam nadzieję, iż będzie taniej.
W przypadku stacji benzynowych sprawa jest trochę prostsza. Nie mamy setek czy tysięcy produktów, które potencjalnie mogą być przecenione. Zamiast tego jest kilka rodzajów paliw: dwie kategorie benzyn i oleju napędowego oraz LPG. Promocje co najwyżej różnią się tym, czy korzystamy z droższego paliwa, czy też tańszego – w tym pierwszym przypadku często możemy liczyć na wyższe obniżki z kuponów.
Podczas drugiej edycji rządowego programu było zdecydowanie najprościej – stacje chętnie dawały choćby 35 groszy przeceny na litrze. Teraz, podczas trzeciej edycji, sprawa jest bardziej skomplikowana. Problem jest bowiem taki, iż aby efektywnie korzystać z promocji, trzeba mieć na telefonie aplikacje wszystkich popularnych stacji benzynowych.
Na jednej jest
We wcześniejszych programach CPN tak naprawdę wystarczyła mi jedna aplikacja stacji benzynowej. Wiedziałem, iż na najpopularniejszym w Polsce Orlenie zawsze mam do dyspozycji obniżkę 35 groszy na litrze. Nie potrzebowałem więc innych programów. Nie ustalałem również tras w taki sposób, żeby zatankować na innej, rzadziej wybieranej przeze mnie stacji.
Nie jestem jednak z tych osób, które są w stanie pojechać na drugi koniec miasta, aby mieć paliwo kilka groszy taniej. o ile zaistnieje potrzeba wybieram inną stację po drodze, na przykład przy okazji dłuższej trasy.
Teraz sytuacja wygląda zgoła odmiennie. Zamiast jednego czy dwóch programów lojalnościowych muszę mieć na telefonie cztery czy pięć aplikacji. w tej chwili oprócz Orlenu korzystam z rozwiązań: Moya, BP, Shell oraz Circle K. Wiedząc, iż będę musiał zatankować, nie mogę po prostu podjechać na stację. Zamiast tego przed wyborem trasy sprawdzam oferty w aplikacjach.
Te w tej chwili zmieniają się naprawdę dynamicznie: raz kupony są dostępne, innym razem ich wartość spada, a kiedy indziej są zupełnie wyłączane. Zmienia się to praktycznie co tydzień. Najbardziej denerwuje mnie jednak konieczność posiadania wielu programów. Osobiście staram się ograniczać zaśmiecanie telefonu kolejnymi aplikacjami, z których rzadko korzystam. Większość niepotrzebnych programów na bieżąco usuwam, mimo iż na telefonie mam mnóstwo pamięci na pliki (256 GB).
Jeśli natomiast nie przejrzę aplikacji wszystkich popularnych stacji, jest duża szansa, iż mocno przepłacę.
Ja to ogarniam, ale co ma powiedzieć mniej techniczna osoba?
Bez problemu radzę sobie z instalacją, tworzeniem kont i korzystaniem z wielu aplikacji lojalnościowych stacji benzynowych. Oczywiście denerwuje mnie to i niechętnie sprawdzam dostępne oferty. Gdy tankuje się jednak większe ilości paliwa, to choćby 20-30 groszy robi różnicę. To zawsze kilka czy choćby kilkanaście złotych, które zostają w kieszeni na poczet następnych tankowań.
Dostrzegam w tym mechanizmie jeden zasadniczy problem. Trudno bowiem zignorować wyraźny wpływ wykluczenia cyfrowego. Moja mama czy inna osoba, która nie jest tak biegła w cyfrowym świecie i nie instaluje oraz nie sprawdza dostępnych promocji w aplikacji, siłą rzeczy zapłaci więcej za tę samą ilość paliwa. Wiele osób po prostu nie wie, iż praktycznie każda popularna stacja benzynowa ma własną aplikację.
Oczywiście rozmowa i uświadamianie mogą tu nieco pomóc, ale wciąż nie rozwiązują problemu konieczności posiadania całego folderu aplikacji, aby tylko móc liczyć na najniższe ceny. Może warto zacząć traktować wszystkich na równych zasadach?











![Jaki jest hype na HYPE? O kamperach szytych na miarę i ekspansji zagranicznej – Anna Kawczyńska [HYPE]](https://mamstartup.pl/wp-content/uploads/2026/10/hype-wywiad-pazdziernik-2026.png)



