
SpaceX zainwestuje 100 mld dol. w Starbase Louisiana. Powstanie aż 10 stanowisk startowych dla Starshipów i przeogromne zaplecze techniczne.
SpaceX przestał już myśleć o Starshipie tylko jak o rakiecie, która od czasu do czasu poleci w kosmos. Firma przygotowuje właśnie infrastrukturę dla świata, w którym takie pojazdy startują tysiące razy w ciągu roku. W Luizjanie powstanie Starbase Louisiana – największy kompleks startowy SpaceX i przedsięwzięcie, na które firma zamierza przeznaczyć aż 100 mld dol.
Teksas przy tym projekcie ma wyglądać skromnie
Nowa baza powstanie dokładnie w Vermilion Parish na południowym wybrzeżu Luizjany, w pobliżu niewielkiej miejscowości Pecan Island. Sam teren przeznaczony pod inwestycję obejmuje ponad 500 km kw. To powierzchnia porównywalna z całym obszarem administracyjnym Warszawy.
Nie oznacza to oczywiście, iż każdy metr zostanie zalany betonem. Bezpośrednia infrastruktura kosmiczna ma zająć znacznie mniejszą część terenu. Skala projektu i tak będzie jednak nieporównywalna z dzisiejszą bazą SpaceX w południowym Teksasie.
Docelowo powstanie 5 kompleksów startowych. Każdy otrzyma po dwa stanowiska dla Starshipów, co daje łącznie 10 miejsc, z których największe rakiety SpaceX będą mogły wyruszać w kosmos.
Dla porównania, obecna Starbase w Teksasie przez lata rosła wokół pojedynczego obszaru Boca Chica i była przede wszystkim poligonem doświadczalnym, na którym kolejne generacje Starshipa przechodziły próby, eksplodowały, lądowały i stopniowo przekształcały się w pełnoprawny system transportowy.
Już w 2021 r. pisaliśmy o planowanej rozbudowie kompleksu SpaceX w Teksasie, gdy plany Elona Muska wydawały się ogromne. Kilka lat później sam kompleks został choćby formalnie przekształcony w miasto. Oczywiście, iż stoi za tym Elon Musk, w maju 2025 r. mieszkańcy zagłosowali za utworzeniem Starbase. Luizjana ma być jednak obiektem zbudowanym od początku pod zupełnie inną skalę działania.
To ma być tak adekwatnie samowystarczalne rakietowe miasto
10 stanowisk startowych to tak naprawdę dopiero początek. SpaceX planuje skoncentrować w jednym miejscu niemal cały łańcuch potrzebny do przygotowania Starshipów do kolejnych lotów.
Na terenie Starbase Louisiana mają znaleźć się zakłady produkujące materiały pędne, własna infrastruktura energetyczna, instalacje do obsługi i przygotowania pojazdów, magazyny paliwa oraz głębokowodny port umożliwiający transport olbrzymich elementów drogą morską. Rozważana jest również budowa własnego lotniska. Do tego dochodzą mieszkania dla pracowników i ich rodzin.
Powstanie więc nie tyle klasyczny kosmodrom, ile gigantyczny kompleks przemysłowo-transportowy z wyrzutniami rakiet w centrum. SpaceX określa go jako samowystarczalny, ponieważ większość krytycznych zasobów potrzebnych do wykonywania lotów ma być dostępna na miejscu.
Lokalizacja w Luizjanie nie została w żadnym razie wybrana przypadkowo. Region ma rozbudowaną infrastrukturę energetyczną i bardzo dobry dostęp do gazu ziemnego. To szczególnie ważne przy Starshipie, ponieważ jego silniki Raptor spalają ciekły metan i ciekły tlen.
Metan może być produkowany przy wykorzystaniu dostępnego lokalnie gazu ziemnego, a tlen można natomiast pozyskiwać z atmosfery w instalacjach separacji powietrza. Przy docelowej częstotliwości lotów dowożenie całego paliwa cysternami stałoby się potężnym problemem logistycznym. Produkcja na miejscu pozwala ograniczyć jeden z najważniejszych wąskich gardeł. A SpaceX chce latać naprawdę często.
Tysiące startów rocznie
Najważniejszą informacją dotyczącą nowej bazy wcale nie musi być jej cena. Znacznie więcej o przyszłości SpaceX mówi sama planowana przepustowość. Starbase Louisiana ma być od początku projektowana tak, aby obsługiwać tysiące startów Starshipa w ciągu roku.
Brzmi niewiarygodnie, dopóki nie spojrzy się na to, jak SpaceX chce wykorzystywać swoją największą rakietę. Starship ma nie tylko wynosić satelity. Ma przejąć znaczną część zadań wykonywanych dziś przez Falcona 9, transportować ogromne ładunki na orbitę, obsługiwać nową generację Starlinków, uczestniczyć w misjach księżycowych, a w dalszej perspektywie latać na Marsa.
SpaceX coraz poważniej mówi również o wynoszeniu infrastruktury obliczeniowej na orbitę. o ile powstaną planowane ogromne orbitalne centra danych, to ich budowa będzie wymagała transportowania na orbitę olbrzymiej masy elektroniki, paneli fotowoltaicznych, systemów chłodzenia i konstrukcji wsporczych. Do tego dochodzi jeszcze jeden problem: tankowanie w kosmosie.
Jeden lot na Księżyc może wymagać wielu startów
Starship jest ogromny, ale fizyki oszukać się nie da. Statek lecący poza niską orbitę okołoziemską będzie potrzebował dodatkowego paliwa.
SpaceX chce rozwiązać ten problem poprzez tankowanie orbitalne. Jeden Starship pełniący funkcję statku adekwatnego najpierw znajdzie się na orbicie, a później będą do niego kolejno docierać inne Starshipy pełniące rolę cystern. Przepompują ciekły metan i tlen do zbiorników statku, który następnie ruszy dalej.
W przypadku dużej misji księżycowej może być potrzebnych choćby około kilkunastu startów tylko po to, aby przygotować jeden statek do dalszej podróży. To kompletnie zmienia sposób patrzenia na kosmodrom.
Jeżeli jedna misja poza niską orbitę wymaga całej serii startów, a równocześnie SpaceX chce obsługiwać Starlinka, komercyjnych klientów, amerykański program księżycowy i własne projekty orbitalne, kilka stanowisk startowych gwałtownie staje się za małą liczbą. Elon Musk mówi już o docelowej częstotliwości przekraczającej 30 lotów Starshipa dziennie. W skali roku oznaczałoby to ponad 10 tys. startów.
To na razie oczywiście cel, a nie istniejąca zdolność operacyjna. Różnica między kilkunastoma eksperymentalnymi lotami Starshipa a dziesiątkami startów dziennie jest gigantyczna. Nowa baza pokazuje jednak, iż SpaceX zaczyna budować fizyczną infrastrukturę potrzebną do realizacji takiego scenariusza.
Starship ma wreszcie przestać być eksperymentem
Moment ogłoszenia inwestycji również nie jest przypadkowy. Starship wyszedł już z najbardziej chaotycznej fazy programu, w której niemal każdy kolejny lot kończył się zupełnie innym problemem.
W maju 2026 r. po raz pierwszy poleciał Starship V3, czyli gruntownie przebudowana generacja pojazdu. Jak pisaliśmy przy okazji pierwszego lotu Starshipa V3, konstrukcja otrzymała między innymi nową generację silników Raptor 3 i szereg zmian mających przygotować system do rzeczywistych misji orbitalnych.
To przez cały czas jest jednak program rozwojowy. SpaceX musi udowodnić, iż jest w stanie regularnie odzyskiwać obie części zestawu, gwałtownie przygotowywać je do kolejnego lotu i wykonywać operacje bez długotrwałych przeglądów.
SpaceX nie projektuje systemu po to, aby rakieta poleciała, wróciła, została rozebrana na pół roku i później być może poleciała ponownie. Docelowy model ma bardziej przypominać flotę samolotów: pojazd wraca, przechodzi kontrolę, jest tankowany, otrzymuje nowy ładunek i ponownie rusza. Dopiero wtedy 10 stanowisk startowych zaczyna mieć ekonomiczny sens.
*Źródło grafiki wprowadzającej: Vitaly Sosnovsky, Canva Pro / TED Conference, Flickr













