
Słuchawki nauszne, które wyglądają świetnie, oferują ANC, długie tygodnie bez ładowania, fizyczne przyciski, całą masę dodatkowych funkcji i kosztują 120 zł. Zaraz, co?
Przepraszam, w sumie kosztują choćby odrobinę mniej, bo od podanej wcześniej kwoty trzeba jeszcze odjąć grosika. Przynajmniej jeżeli zdecydujemy się na wersję czarną albo beżową, czyli taką:

120 zł za to wszystko? Serio?
Tak, sam sprawdziłem kilka razy, ale wychodzi na to, iż widoczne na zdjęciach słuchawki Baseus BH1 NC naprawdę kosztują te 119,99 zł. I to nie w wybranych sklepach o podejrzanych nazwach – w dużych stacjonarnych czy internetowych sieciówkach również je dostaniemy.
Jedyny haczyk może być taki, iż sugerowana przez producenta cena to 149,99 zł. Ale trudno w tej chwili znaleźć ofertę, w ramach której trzeba tych 30 zł dopłacić. Może z wyjątkiem wersji różowej, która faktycznie jest o około 20 zł droższa.
Czyli pewnie pierwsze wrażenie po wyjęciu z pudełka jest średnie i tanie?

Właśnie nie. Jasne, słuchawki zdecydowanie odróżnimy od droższych słuchawek, jeżeli chodzi o zastosowane materiały czy chociażby masę zestawu, ale o tandecie nie ma mowy. Jest solidnie spasowana konstrukcja, niesamowicie wręcz miękka wyściółka pałąka, całkiem przyjemne nauszniki i – i tutaj duże brawa – fizyczne przyciski do obsługi.
I ponownie – może i obcowanie z tymi przyciskami nie daje nam jakiegoś poczucia obcowania z produktem premium, ale jest solidnie, klikająco, da się te przyciski wyczuć dobrze pod palcami i nauczyć się, gdzie który jest i co robi.
No to pewnie nie są przesadnie wygodne po założeniu na głowę.
Co zaskakujące – absolutnie nic z tych rzeczy. adekwatnie to mogę mieć uwagi tylko do dwóch rzeczy. Po pierwsze – BH1 NC mają konstrukcję wizualnie dość mocno odstającą na boki na głowie. Nie generuje to żadnego dyskomfortu, może poza tym, iż patrząc w lustro, czułem się trochę jak Cyberman.
Uwagą trochę zasadniejszą jest ta, iż osoby o dużych uszach mogą uznać, iż muszle są rozmiarowo na styk. Sam mam raczej większe uszy i nie odczuwałem raczej większego dyskomfortu, ale polecałbym przymierzyć w sklepie, jeżeli mamy w tej kwestii obawy.
I z większych uwag – choćby pomijając tutaj niską cenę – to adekwatnie tyle. Górna część pałąka jest wręcz ekstremalnie miękka i znikająca po założeniu, zakres regulacji jest tak duży, iż mógłbym nosić te słuchawki założone na cylinder, a komfort, choćby przy dłuższych sesjach, jest wręcz zaskakująco wysoki.
Nie napisałbym wprawdzie, iż całe te słuchawki kompletnie znikają po założeniu na głowę (235 g masy, gdyby ktoś pytał) – za coś w końcu lubię moje prywatne słuchawki, droższe kilkanaście razy, ale jest po prostu dobrze. Miękki, stabilnie i dobrze.
Jakieś bardziej wymagające warunki testowe?
Siłownia, jeżeli to się liczy jako trudniejsze warunki testowe. Nie mam wprawdzie jak i na czym wisieć do góry nogami, ale w przypadku większości klasycznych ćwiczeń siłowniowych – słuchawki zostawały na głowie jak trzeba.

Jedynym drobnym wyjątkiem – a i to zależnie od ustawienia pałąka – były ćwiczenia, w których leżało się płasko. Tutaj słuchawki potrafiły się czasem delikatnie zacząć zsuwać do tyłu na pałąku, ale delikatne poprawienie ich albo po albo przed ćwiczeniem całkowicie wystarczyło.
I głowa się w nich nie poci?
Jeśli chodzi o część pałąkową – nie. jeżeli natomiast chodzi o część nausznikową/muszlową, to nie ma cudów. W trakcie wysiłku będą się wam pocić uszy w tych słuchawkach, aczkolwiek w moim przypadku nie obniżało to jakoś wyraźnie komfortu użytkowania podczas sesji trwających 1-1,5 godziny.
A one są w ogóle odporne na coś?
Raczej nie. Choć akurat ostatnie tygodnie spędziły w dużej mierze na siłowni, były też regularnie wynoszone na raczej wilgotny dwór – i żyją, bez najmniejszych śladów problemów.
Ok, dwór – wyciszą go?
I to było dla mnie chyba największe zaskoczenie w tych słuchawkach, szczególnie biorąc pod uwagę cenę. Tak, ANC w tych słuchawkach nie jest wyłącznie napisem na opakowaniu. Ono faktycznie działa, choć – oczywiście – z pewnymi zastrzeżeniami.
Warunki, w których BH1 NC spisują się wyciszająco najlepiej, to te, gdzie mamy do czynienia z większą ilością niższych dźwięków, im bardziej są jednostajne czy powtarzalne – tym lepiej. Czyli w większości warunki podróżne – samolotowe, pociągowe, czyli lokalno-zbiorkomowe.
Z dźwiękami o wyższych częstotliwościach czy czymś nagłym słuchawki radzą sobie gorzej, ale trudno mieć do nich o to pretensje. Często choćby konstrukcje kilkukrotnie droższe też najlepiej radzą sobie właśnie w takich sytuacjach.
Nie liczcie więc, iż ANC w BH1 NC zmieni wasze życie, odetnie was od tła i hałasu. Ale zrobi dobrą robotę w wyciszeniu tego wszystkiego, w czym zresztą pomaga – pasywnie – sama konstrukcja tych słuchawek.
A jest tu w ogóle coś, co zmieni moje życie? Albo szczególnie zaskoczy?
Potencjalnie tak, o ile mamy telefon z Androidem. BH1 NC – co jest szczególnie zaskakujące w tej cenie – wspiera kodek LDAC, co w przypadku odpowiedniego materiału źródłowego jest w stanie znacząco zmienić jakość dźwięku. I tak, przez większość czasu testowałem słuchawki Baseusa z iPhone’em, gdzie nie było przesadnie na co narzekać (AAC).
Ale dopiero połączenie ich z Androidem pokazało, iż te słuchawki faktycznie potrafią więcej, niż sugeruje ich cena.
Czyli… jak to gra?

Nie, nie będzie tutaj tekstów o tym, iż te słuchawki grają tak, iż nie ma co kupować słuchawek za kilka tysięcy. Aczkolwiek, po pobawieniu się trochę ustawieniami w aplikacji Baseusa, byłem w stanie – bez bólu – przesiąść się na jakiś czas na BH1 NC ze słuchawek, które w momencie premiery kosztowały ponad 2000 zł.
Zresztą polecam każdemu mocno zacząć przygodę z BH1 NC od instalacji aplikacji i pobawieniu się najpierw ustawieniami ze strony głównej, potem wbudowanymi presetami, a na końcu – całkiem rozbudowanym korektorem graficznym.
Domyślnie bowiem słuchawki są zaprogramowane głównie w celu dostarczania nam jak największej ilości basu. I tak, ten bas nie jest tanio-dudniący, ale w niektórych momentach było go na mój gust trochę za wiele. Wyłączenie funkcji wzmocnienia basu zdecydowanie pomagało w sytuacjach, kiedy poza treningami chciało się posłuchać czegoś mniej bijącego, ale jeżeli dla kogoś właśnie dominacja basu jest czymś preferowanym – prawdopodobnie będzie się tutaj czuł jak u siebie.
Jeśli natomiast naszym celem jest słuchanie czegoś, gdzie ten bas nie jest już aż tak istotny – zapraszam do aplikacji i konfiguracji. Bez problemu udało mi się w kilka chwil zmienić ustawienia tak, żeby z przyjemnością słuchać chociażby podcastów, przy czym o dziwo wyszło mi choćby lepiej, niż podsuwany przez Baseusa profil Clear treble albo Acoustic.
Jeśli natomiast chodzi o główny punkt programu, czyli raczej niespotykaną na tym poziomie cenowym obsługę LDAC, to tak – jest, działa i przy odpowiednich źródłach absolutnie czuć różnicę. choćby osoby, na których przeprowadzałem „ślepy” test A/B stwierdzały, iż dźwięk z adekwatnie ustawionego telefonu z Androidem brzmiał klarowniej, szerzej i zdecydowanie różnił się od tego, co dostarczało drugie urządzenie z wyłączonym LDAC. Z drugiej strony – na dźwięk z tego drugiego źródła… też nie było przesadnych narzekań.

I o ile do codziennego, zwykłego słuchania, szczególnie jeżeli ktoś szuka tańszych słuchawek, nie napisałbym, iż koniecznie trzeba dopłacić do obsługi LDAC, tak w przypadku, kiedy dostajemy to za darmo w naprawdę tanich słuchawkach… warto. Tym bardziej, iż dostajemy dzięki temu dźwięk zdecydowanie lepszy, niż sugeruje cena.
A z akumulatorem jak jest?
Teoretycznie do 80 godzin, ale to przy wyłączonym ANC i głośności na minimum. W standardowym warunkach użytkowania powinniśmy raczej oczekiwać połowy tego wyniku, co w większości przypadków przełoży się na kilka długich dni słuchania bez konieczności szukania ładowarki.

A gdy ten moment nadejdzie – jest szybkie ładowanie.
To jeszcze rozmowy telefoniczne.
Są… ok. Producent wprawdzie chwali się pięcioma mikrofonami, ale nie oczekiwałbym tutaj żadnego szału. W większości przypadków – szczególnie jeżeli mowa o jakiś spokojnych biurowych albo domowo-biurowych przestrzeniach i hałasach – jest dobrze. W trudniejszych – jest znośnie.
I coś jeszcze?
Jest Bluetooth 6.0, jest sprawnie działający multipoint, jest opcja składania słuchawek, żeby zajmowały mniej miejsca. Jest też to, iż choćby ta beżowo-biała wersja, którą testowałem, niespecjalnie chce się brudzić czy palcować.
Baseus BH1 NC – czy warto?

Na dobrą sprawę, przy tej cenie – trudno jest znaleźć jakiś sensowny powód, żeby stwierdzić, iż nie. Nie tylko w sytuacji, kiedy ktoś szuka dla siebie tanich słuchawek głównych, ale też wtedy, kiedy szukamy dla siebie tanich słuchawek zapasowych – wyjazdowych, roboczych czy podobnych.
I tak, teoretycznie Baseus obiecał tutaj więcej, niż mogłaby sugerować cena, ale jednocześnie – co dość zaskakujące – dowiózł to, co obiecał, wrzucając do słuchawek za trochę ponad 100 zł funkcje, które kojarzymy raczej z konstrukcjami wyraźnie droższymi.
Czy jest idealnie? Nie, za 120 zł nie może być idealnie. Czy jest lepiej, niż sugeruje to 100 zł? Oj, tak – i to aż zaskakująco, biorąc pod uwagę, co zmieściło się w tym – całkiem zresztą atrakcyjnym – opakowaniu.







