Test Baseus EnerGeek GP12. Mobilna elektrownia, która uratuje twój sprzęt w podróży

16 godzin temu

Praca poza domem nierzadko kończy się gorączkowym poszukiwaniem sprawnego gniazdka, zwłaszcza gdy bateria w służbowym komputerze niebezpiecznie zbliża się do zera. Baseus EnerGeek GP12 o potężnej mocy 145 W obiecuje całkowitą niezależność od sieci elektrycznej, pozwalając na swobodne ładowanie najbardziej wymagającego sprzętu w dowolnym miejscu. Sprawdziłem, czy ta półkilogramowa kostka faktycznie sprawdza się w terenie.

Baseus EnerGeek GP12. Pierwsze wrażenia

W moich szufladach leży co najmniej kilka powerbanków różnych marek. Scenariusz zawsze był ten sam. Niezależnie od tego, czy kupowałem małe kostki, czy większe cegły, wszystkie dobrze radziły sobie z podładowaniem telefona albo słuchawek. Ale przy próbie podpięcia rozładowanego laptopa po prostu kapitulowały. zwykle kończyło się na tym, iż komputer choćby nie wykrywał ładowania, a powerbank bezradnie mrugał diodą. Baseus EnerGeek GP12 to pierwszy sprzęt, który u mnie po prostu zadziałał.

Samo opakowanie sprzętu jest stonowane i nie atakuje nas z półki jaskrawymi obietnicami. Wewnątrz znajdziemy naszą główną gwiazdę w eleganckim kolorze Space Grey. Jest także dokumentacja oraz metrowy przewód zasilający zakończony z obu stron wtyczkami USB-C. Długość kabla jest optymalna. Spokojnie wystarczy, aby położyć powerbank na siedzeniu obok lub na dnie plecaka. Nie krępując przy tym ruchów podczas pracy przy stoliku.

Przewód jest przystosowany do przesyłania prądu o mocy do 100 W. To oznacza, iż od razu po wyjęciu z pudełka jesteśmy gotowi na ładowanie wymagających urządzeń. Mam do niego jednak jedno niewielkie zastrzeżenie. Biorąc pod uwagę potężną moc powerbanka, liczyłem na kabel masywny, gruby i odpowiednio sztywny. Ten dołączony przez producenta jest zaskakująco elastyczny. Oczywiście świetnie spełnia swoje zadanie i nie wpływa negatywnie na parametry przesyłu energii, ale w przypadku sprzętu o zacięciu premium budzi to drobne wątpliwości pod kątem jego długoterminowej wytrzymałości przy częstym zwijaniu.

Sama obudowa GP12 została wykonana w całości z tworzywa sztucznego. Nie uświadczymy tu chłodnego aluminium, ale zastosowany plastik jest wysokiej jakości. Po kilkunastu dniach testów i noszenia urządzenia w plecaku w towarzystwie kluczy i innych twardych przedmiotów nie zauważyłem na nim żadnych wyraźnych zarysowań czy odprysków. Ale może dłuższy czas użytkowania zweryfikuje i to.

Pół kilograma żywej wagi w plecaku

Kwestią, która budzi najwięcej obaw przed zakupem tego typu akcesoriów, jest ich mobilność. Baseus waży dokładnie 521,6 gramów. To ponad pół kilograma elektroniki, co może robić spore wrażenie na kimś, kto do tej pory korzystał z awaryjnych kostek wielkości szminki. Kiedy bierzesz ten powerbank do ręki, od razu czujesz, iż trzymasz konkretny kawał sprzętu.

Czy jednak taka waga to faktycznie obciążenie nie do przejścia? Zdecydowanie nie. Sprzęt bez problemu mieści się w standardowym plecaku. Jego parametry pozwalają także legalnie wnieść go na pokład samolotu w bagażu podręcznym. Biorąc pod uwagę, ile waży chociażby przeciętna damska torebka wypchana po brzegi niezbędnymi drobiazgami, dołożenie do bagażu pół kilograma nie stanowi realnego problemu. Świadomość posiadania ogromnego zapasu prądu, który zasili całe nasze cyfrowe życie, gwałtownie i skutecznie rekompensuje każdy dodatkowy gram.

Cyfrowy ekran, który potrafi być nadmiernym optymistą

Producent nie poszedł na skróty i zamiast archaicznych diod LED zafundował nam niezwykle czytelny cyfrowy wyświetlacz. To ogromny plus, bo jednym rzutem oka możemy sprawdzić dokładny stan naładowania baterii wyrażony w procentach oraz – co cieszy najbardziej – aktualną moc ładowania. Obserwowanie, jak licznik dobija do kilkudziesięciu watów podczas ładowania laptopa, to czysta technologiczna satysfakcja.

Wyświetlacz kalkuluje również szacowany czas, jaki pozostał do pełnego naładowania podłączonego urządzenia lub samego powerbanka. Tutaj jednak zalecam sporą dozę ostrożności i traktowanie tych wskazań jako luźnej sugestii. Nowoczesne telefony posiadają zaawansowane układy chroniące baterię. Nie ładują się one liniowo. Na początku procesu chłoną prąd z maksymalną dostępną mocą, ale po przekroczeniu około 80 procent pojemności drastycznie zwalniają, aby uniknąć przegrzania i degradacji ogniw. Powerbank analizuje początkowy, gigantyczny pobór energii i na tej podstawie potrafi radośnie obwieścić, iż naładuje telefon w 30 minut. Rzeczywistość bywa nieco dłuższa, dlatego warto brać na ten parametr odpowiednią poprawkę.

Ekspresowe ratowanie Samsunga Galaxy

Pora na konkrety i liczby z terenu. Na pierwszy ogień poszedł telefon Samsung S25 FE. Model ten słynie z tego, iż przy intensywnym użytkowaniu potrafi błyskawicznie drenować baterię. Baseus GP12 obsługuje wszystkie najważniejsze protokoły szybkiego ładowania, na czele z Power Delivery, Quick Charge i niezwykle istotnym standardem PPS. Dzięki temu sprzęt automatycznie komunikuje się z telefonem i dobiera maksymalne bezpieczne parametry napięcia.

Efekty są świetne. Od zera do 50 procent baterii dobiłem w niecałe 30 minut. Całkowite naładowanie telefona zajęło nieznacznie ponad godzinę. To fantastyczny wynik, który sprawia, iż choćby 10 minut podłączenia do powerbanka na lotnisku czy podczas przerwy na kawę daje nam solidny zastrzyk energii na kolejne godziny intensywnej pracy. Urządzenie pozwala na naładowanie telefonu do pełna kilkukrotnie. To czyni z niego idealnego kompana na weekendowe wyjazdy w miejsca odcięte od cywilizacji.

Prawdziwy test Baseus EnerGeek GP12 i dlaczego matematyka baterii z pozoru nie ma sensu

Głównym powodem zakupu sprzętu o mocy 145 W może być chęć ładowania laptopów. Mój służbowy HP ProBook został rozpoznany przez powerbank natychmiast i zaczął pobierać energię tak sprawnie, jakby był podłączony do oryginalnego zasilacza sieciowego. Naładowanie komputera od zera do okrągłych 100 procent zajęło niemal półtorej godziny. Możliwość rozłożenia się z pracą w trasie bez nerwowego sprawdzania, czy pod fotelem znajduje się działające gniazdko, to po prostu czysty komfort.

Pojawił się tu jednak pewien zgrzyt, z którym musi zmierzyć się każdy użytkownik. Po tym jednym naładowaniu laptopa pojemność powerbanka spadła niemal do zera. Jak to możliwe, skoro Baseus ma pojemność 20800 mAh, a bateria w HP zaledwie 3750 mAh? Zwykłe dzielenie sugeruje, iż energii powinno wystarczyć na przynajmniej pięć cykli.

Ogniwa w powerbanku pracują na znacznie niższym napięciu niż te w laptopie. Prąd musi zostać „przetworzony”, co zawsze wiąże się ze sporą stratą energii oddawanej w postaci ciepła. jeżeli dodasz do tego fakt, iż włączony komputer sam na bieżąco zużywa prąd w trakcie procesu, to jeden pełny cykl ładowania okazuje się po prostu naturalnym wynikiem. To czysta fizyka, a nie wada sprzętu czy próba oszustwa ze strony producenta.

Szybki powrót do pełni sił i świetna organizacja złączy

Posiadanie w plecaku tak potężnego zapasu prądu rodzi pytanie o czas jego uzupełniania. Na szczęście Baseus zaimplementował tu technologię dwukierunkowego szybkiego ładowania. Wykorzystując odpowiednio mocną ładowarkę sieciową, jesteśmy w stanie naładować ten spory powerbank od zera do pełna w równe dwie godziny (120 minut). To dobry czas, pozwalający na szybką regenerację sprzętu podczas dłuższego postoju w hotelu czy kawiarni.

Na słowa uznania zasługuje również panel złączy. Do dyspozycji otrzymujemy aż cztery porty wyjściowe. Dwa w standardzie USB-C oraz dwa klasyczne USB-A. Taka konfiguracja pozwala na jednoczesne zasilanie laptopa, telefonu i mniejszych akcesoriów. Trzeba jedynie pamiętać, iż maksymalna moc 145 W będzie w takiej sytuacji inteligentnie rozdzielana przez procesor urządzenia pomiędzy wszystkie podłączone sprzęty. Siłą rzeczy wydłuży to czas ładowania każdego z nich osobna.

Werdykt ostateczny

Baseus EnerGeek GP12 to kawał solidnej elektroniki, który z czystym sumieniem mogę polecić każdemu, kto często pracuje w trasie i potrzebuje niezawodnego źródła zasilania dla wymagających maszyn. Zapewnia spory zapas prądu w formie, która nie sprawia logistycznych problemów w transporcie.

Zdolność do bezproblemowego naładowania laptopa w pełni usprawiedliwia jego ponad półkilogramową wagę. Choć można mieć drobne uwagi do zbyt elastycznego kabla w zestawie i nadmiernie optymistycznych szacunków czasu ładowania wyświetlanych na ekranie, to są to zaledwie detale, które nie rzucają cienia na dobrą funkcjonalność całości. jeżeli masz dość stresu związanego z poszukiwaniem gniazdek elektrycznych na lotniskach czy w pociągach, ten model rozwiąże twoje problemy raz na zawsze.

Powerbank Baseus EnerGeek GP12 dostępny jest w cenie około 299 złotych.

Plusy:

  • Bezproblemowe ładowanie laptopów (145 W).
  • Czytelny ekran z parametrami prądu.
  • Szybkie ładowanie dwukierunkowe.
  • Cztery porty (2x USB-C, 2x USB-A).
  • Dozwolony w bagażu podręcznym.

Minusy:

  • Szacowany czas ładowania nie zawsze jest prawidłowy.
BaseusPowerbank
Idź do oryginalnego materiału