
Premiere trafia na Androida. Nie w wersji mobilnej popierdółki – ale jako pełnoprawna aplikacja do montażu wideo, z funkcjami, które mają realnie konkurować z desktopem.
Google ogłosił dostępność Adobe Premiere przy okazji prezentacji nowych narzędzi kreatywnych w Androidzie 17, podkreślając, iż premiera jest „już wkrótce”, a wcześniejsza wersja komunikatu mówiła choćby o „tego lata. Dla świata mobilnego wideo to duża rzecz – w końcu nie tylko dla posiadaczy iPhone’ów, którzy dotąd mieli Premiere na wyłączność.
Android wreszcie dostaje narzędzie z prawdziwego zdarzenia
Premiere na Androidzie ma być dokładnie tym, czym jest na iOS: profesjonalnym edytorem wideo z montażem warstwowym, efektami i zaawansowanymi narzędziami, a nie kolejną aplikacją „do szybkiego cięcia”. Adobe potwierdziło, iż wersja na Androida będzie oferować m.in. szablony i efekty do YouTube Shorts, co ma pomóc twórcom wyróżnić się w zalewie krótkich form publikowanych każdego dnia. Google z kolei podkreśla, iż to „ultimate tool”, które ma pomóc twórcom przebić się w feedzie Shortsów – choć to już typowy marketingowy entuzjazm, który warto traktować z dystansem.
Premiere ma też wykorzystywać funkcje AI z Adobe Firefly, takie jak generowanie naklejek, rozszerzanie tła czy zamiana obrazów w klipy wideo. To akurat brzmi jak coś, co faktycznie może przyspieszyć pracę mobilnych twórców, zwłaszcza tych, którzy montują „w biegu”.
W tle tej premiery dzieje się coś jeszcze ciekawszego. Android od dwóch generacji próbuje dogonić iPhone’a w kwestii jakości wideo – i to nie tylko w aplikacjach społecznościowych. Google chwali się, iż współpracował z Metą, by Instagram na Androidzie działał tak samo dobrze jak na iOS – co jeszcze kilka lat temu brzmiałoby jak żart, a dziś jest realnym kierunkiem rozwoju platformy.
Do tego dochodzi APV – Advanced Professional Video, czyli nowy, ekstremalnie wydajny kodek dla profesjonalistów
Obecnie dostępny jest tylko na Samsungu Galaxy S26 Ultra i vivo X300 Ultra, ale w tym roku ma trafić na kolejne sztandarowece ze Snapdragonem 8 Elite. Samsung pozwala w APV nagrywać choćby 8K przy 30 kl./s, co oczywiście pożera pamięć w tempie ekspresowym, ale daje twórcom ogromny zapas danych do obróbki.
Premiere na Androidzie ma obsługiwać APV, co oznacza, iż telefony z tym kodekiem staną się w praktyce miniaturowymi kamerami filmowymi z pełnym workflow mobilnym. To już nie jest zabawa w montaż – to realne narzędzie pracy.
Foldy, tablety i… Googlebook? Premiere ma być gotowy na wszystko
Premiere będzie zoptymalizowany nie tylko pod telefony, ale też składane urządzenia, tablety i nowe laptopy Googlebook, które Google zapowiedziało jako następców Chromebooków, mocno opartych na AI i integracji z Androidem. Samsung podobno pracuje nad własnymi laptopami Galaxy z Androidem, a Premiere ma być jednym z kluczowych narzędzi dla tego ekosystemu. jeżeli to się potwierdzi to Android może wreszcie wejść w segment, który dotąd był zarezerwowany dla iPada i MacBooka.
Nie ma co owijać w bawełnę: przez lata Android był platformą, na której twórcy wideo mieli pod górkę. Instagram działał gorzej, aplikacje były uboższe, a profesjonalne narzędzia trafiały na iOS miesiące lub lata wcześniej. Warto też pamiętać, iż Adobe zabiło Premiere Rush, czyli poprzednią mobilną aplikację do montażu. Nowe Premiere ma być jego duchowym następcą, ale znacznie bardziej zaawansowanym i opartym na AI.
Kiedy premiera? „Wkrótce”, czyli… prawdopodobnie latem.








