Windows będzie otwarty. Zacznie od interfejsu

konto.spidersweb.pl 1 godzina temu

WinUI – natywne środowisko interfejsu użytkownika Windows 11 – jest już w pełni open source. Cały główny rozwój frameworka odbywa się publicznie na GitHubie, z pełną przejrzystością procesu inżynieryjnego.

Proces otwierania WinUI nie był jednorazowym wrzuceniem kodu na GitHuba. Microsoft rozłożył go na cztery etapy, startując w ubiegłym roku. Faza trzecia zakończyła się w maju, a dopięcie ostatniej zajęło ponad trzy miesiące – co pokazuje, iż nie było to łatwe zadanie. Nic dziwnego, wszak chodzi o gruntowną przebudowę całego cyklu CI/CD i wewnętrznych narzędzi.

Dziś cały proces – tworzenie gałęzi, pull requesty, code review – odbywa się publicznie. Można obserwować zmiany w czasie rzeczywistym, bez czekania na comiesięczne wpisy na blogu Windowsa.

Na razie nowe zgłoszenia w repozytorium wrzucają głównie sami pracownicy Microsoftu – firma najpierw sprawdza, czy cały proces działa jak należy, zanim otworzy go szerzej dla społeczności. Ale to tylko kwestia czasu – oficjalnie zapowiedziano, iż repozytorium zostanie otwarte na wkład zewnętrzny.

Aż kusi by wrzucić w nagłówek „piekło zamarzło”. Tyle iż Windows od dawna już nie walczy z Linuxem. Ma inne problemy

To Windows 11 25H2

Od lat Windows walczy z problemem wizualnej niespójności. Użytkownicy znają ten ból: część systemu wygląda jak Windows 11, część jak Windows 10, część jak Windows 7, a część jak Windows XP. WinUI ma to w końcu uporządkować.

Microsoft oficjalnie potwierdził, iż WinUI będzie głównym frameworkiem dla aplikacji na Windowsa 11, a firma chce wrócić do „100 proc. natywnych” doświadczeń – przynajmniej w przypadku aplikacji systemowych.

To również Windows 11 25H2

To oznacza, iż w przyszłości WinUI może trafić wszędzie: do Ustawień, Eksploratora plików, Centrum powiadomień, a choćby do starych okien dialogowych, które pamiętają jeszcze czasy Windowsa Vista. Już teraz Microsoft testuje nowy panel adekwatności plików napisany w WinUI.

Co z tego ma zwykły użytkownik?

Choć temat brzmi bardzo „dewelopersko” to konsekwencje są jak najbardziej konsumenckie.

  1. Jeśli Microsoft faktycznie przeniesie większość systemu na WinUI to Windows 11 może w końcu wyglądać jak jeden spójny produkt, a nie jak patchwork złożony z pięciu epok projektowania.
  2. Otwartość kodu oznacza, iż deweloperzy mogą szybciej reagować na błędy, zgłaszać poprawki, a choćby proponować nowe funkcje. To może przełożyć się na lepsze aplikacje w Microsoft Store i poza nim.
  3. Microsoft przez lata eksperymentował z aplikacjami webowymi, co często kończyło się wolniejszym działaniem i gorszą integracją z systemem. Teraz firma deklaruje, iż „natywność” wraca do łask.

Dla firm tworzących oprogramowanie – zwłaszcza B2B – to ogromna zmiana. Pełna transparentność kodu eliminuje bariery informacyjne, pozwala przewidywać kierunek rozwoju platformy i lepiej planować własne produkty. Architekci systemu zyskują wgląd w mechanizmy rozwiązywania błędów i projektowania komponentów UI.

Czy to koniec problemów Windowsa?

Nie. Ale to bardzo dobry krok.

WinUI wciąż jest daleko od pełnego pokrycia systemu. Wiele elementów Windowsa przez cały czas korzysta z Win32, XAML lub własnych, archaicznych bibliotek. Migracja będzie długa i bolesna – jak każda próba modernizacji systemu, który ma 30 lat historii. Ale pierwszy raz od dawna widać, iż Microsoft nie tylko mówi o zmianach, ale faktycznie je wdraża. I robi to publicznie, na oczach społeczności, zamiast za zamkniętymi drzwiami. A dla użytkowników – tych zwykłych i tych bardziej technicznych – to po prostu dobra wiadomość. W końcu.

*Grafika otwierająca wygenerowana dzięki AI

Idź do oryginalnego materiału