
Rok jeszcze się nie kończy, ale już można pokusić się o ostrożne podsumowanie – 2026 rok może być ostatnim, w którym jeszcze było gdzie się wygadać. Tak prawdziwie, od serca.
„Sądzę, iż przyszły badacz obyczajów, przerzucający niecierpliwą ręką foliały naszych dzienników, aby z nich wyczytać sens przeszłości, najdłużej zatrzyma się nad rubryką drobnych ogłoszeń” – pisał Tadeusz Boy-Żeleński w jednym ze swoich felietonów.
Tam to w istocie odbijają się najwierniej ważne sprawy życia; w każdym razie to jest pewne, iż tam życie tłumaczy się zwięźle, jasno, celowo, nie zagmatwane przędzą frazesów, nie utopione w mętnej wodzie słów. Tu każde słowo jest ważkie, bo za każde się — dosłownie — płaci. To jest życie zgęszczone, w pigułkach. To są, w skrócie, dramaty, powieści psychologiczne, farsy, które, dawszy folgę wyobraźni, można rozsnuwać sobie wedle upodobania. Czasem sformułowania te są naiwne, niezręczne, czasem pretensjonalne, ale zawsze zajmujące. Co do mnie, przyznaję, iż to jest moja ulubiona rubryka; prawie jedyna jaką czytuję.
Z podobną pasją traktuję komentarze na YouTubie. Nie każde, a te pod utworami i teledyskami. Zaryzykuję przesadę, ale mam wrażenie, iż pod względem emocji mogą równać się z dawnymi anonsami.
Nie jest jednak tak, iż zaglądam do nich regularnie, aby się wzruszyć lub poprawić sobie humor. Traktuję je jak delikates, który należy smakować rzadko, by bardziej docenić smak. Nie wyznaczam choćby terminów, raz na tydzień, miesiąc czy kwartał. Lektura komentarzy na YouTubie to nie święto, które zawsze ma swój termin w kalendarzu. Trzeba dać się zaskoczyć.
Tak jak ostatnio. Przypomniano mi o starej płycie Toma Waitsa. Jak dawno jej nie słuchałem. Mimo iż mam ją na płycie, skierowałem się na YouTube, aby na gwałtownie odsłuchać otwierający album numer i żeby – przede wszystkim? – zanurzyć się w komentarze.
A tam wszystko to, co cenię najbardziej. Te „ważne sprawy życia”, dramaty i powieści. O tym, iż była to ulubiona pieśń czyjegoś taty, brata, żony, pierwszej dziewczyny. Autor opinii wracał wspomnieniami do momentu, kiedy usłyszał ją po raz pierwszy i jak wyglądało wówczas jego życie. Pełne trosk, nerwów i rozczarowań. Albo wręcz przeciwnie: był to okres swobodny, radosny, kiedy poznawało się, czym to życie tak naprawdę jest. Lub też miało się wrażenie, iż tę zagadkę się rozgryzło, a w kolejnych latach przyszły inne odpowiedzi, mniej lub bardziej satysfakcjonujące.
Wzruszam się, odwiedzając tę ostatnią wyspę w internecie, pełną życzliwości, emocji, prawdziwych uczuć, sentymentalizmu i nostalgii
Ale też radości, ciepła, serdeczności. Otuchy! Tam żyją we wspomnieniach ci, których dawno z nami nie ma, ponownie odgrywane są ważne momenty w ludzkich życiach. Tak powinny wyglądać media społecznościowe: szczere, z sercem na dłoni. Tacy jesteśmy: wrażliwi, krusi, potrzebujący drugiego człowieka.
Tym razem lektura komentarzy była wyjątkowo bolesna. Miałem świadomość, iż o podobne wrażenia może być coraz trudniej. Jak relacjonował Oliwier Nytko, YouTube uruchomił bibliotekę GIF-ów pod filmami oraz rolkami Shorts. Oznacza to, iż użytkownicy mogą wybierać animacje ze wbudowanej w aplikację biblioteki.
Nowość całkowicie zrujnuje czytelność sekcji pod materiałami. Już teraz nietrudno wyobrazić sobie scenariusz, w którym po pełnym udostępnieniu tej opcji przebicie się przez ścianę powtarzalnych, skaczących po ekranie memów w poszukiwaniu wartościowej opinii będzie graniczyło z cudem – słusznie zauważał mój redakcyjny kolega.
Oczywiście można mieć nadzieję, iż moje wysepki obronią się przed najazdem ruchliwego wroga. Tam maniacy GIF-ów nie zajrzą. Nie przebiją się; stare piosenki pozostaną dla starych ludzi, lubiących wspominać.
Tylko iż to żadna wygrana. Niepodległość zachowana zostanie nie dlatego, iż była obroniona w walce. Po prostu front przejdzie bokiem, nie zauważając choćby ostatniej wioski. Ta osada nie była zamieszkała przez nieugiętych mieszkańców; łatwo byłoby tych wrażliwców pokonać. Los chciał, iż ich darowano przez zwykłą nieuwagę.
Symbolicznie można mówić o porażce. To kolejne miejsce w internecie, w którym zachowały się prawdziwe uczucia. Komu one jednak potrzebne? Elaboraty, które pasują humor, bo przypominają o przykrych sprawach. Lepiej wrzucić GIF z różami.
Można tak odhaczać. Blogi skonały dawno. Ich śladem poszły media społecznościowe, w których nic już społecznościowego ani ludzkiego. Pozostały bastiony. Wydawało się, iż dawno zapomniane, ale i o nie upomniał się okrutny los. Tylko w tym roku pożegnaliśmy przecież Zapytaj Onet. Lada moment, jak się wydaje, padną komentarze na YouTube.
Logika tych działań jest zaskakująca. Jakby wszystko zostało zaplanowane przez okrutnego wizjonera. Najpierw stworzy się iluzję, iż drugi człowiek może być blisko mimo odległości, a potem, kawałek po kawałku, będzie się to zabierać. Jak zareagują? Oburzą się czy przyzwyczają? A może zaczną gadać sami do siebie?
Odwiedzajcie więc komentarze, póki czas, nim podzielą los ogłoszeń z dawnych gazet.
Zdjęcie główne: shutterstock / cybermagician













