W marcu jak zwykle ruszył kolejny sezon F1. Kolejny z technologicznymi nowinkami (i regulacjami), które znów spowodowały zgrzyt w padoku i pewnego rodzaju chaos organizacyjny związany z ich adaptacją. Tym razem luki w regulaminie znalazł Mercedes, ale trudno powiedzieć, jak długo tricki z kompresją dadzą im realną przewagę nad konkurencją. Walkę konstruktorów w centrach technologicznych, a później też na torze obserwuję odkąd do cyklu dołączył Robert Kubica. Przed kubicomanią w swojej gamingowej „karierze” motoryzacyjnej miałem na rozkładzie sporo wyścigowych tytułów. Choć znaczna ich część podchodziła pod symulatory, to jakoś nigdy nie pokusiłem się, by korzystać w nich z porządnej kierownicy. Nie miałem nigdy takich ambicji jak Jann Mardenborough (polecam adaptację tej historii w filmie Gran Turismo), ale coraz to szerszy kontakt z ciekawymi symulatorami z prawdziwego zdarzenia, bardzo do tego zachęcały. Sytuacja się zmieniła, więc postanowiłem z niej skorzystać i spróbować zabawy w odpowiednich warunkach.
Takimi symulatorami kuszono mnie na wielu targach. Zachęcony ich możliwościami skusiłem się na rozwinięcie tematu budowy zestawu wyścigowego w możliwie optymalnym dla amatora wydaniu. Zobaczymy, do czego finalnie doprowadzi.
Pod koniec zeszłego roku wpadliśmy z bratem na pomysł, by zbudować sobie chociaż namiastkę wyścigowych warunków. Ścigałek w bibliotece Steama mamy sporo, komp brata odpowiedniej mocy, a i zamiłowanie do motoryzacji wystarczająco duże. Ruszyliśmy do dzieła, by w domowych warunkach poczuć direct drive i pracę pedałów w komfortowym fotelu oraz przy efektach wizualnych we współpracy z różnej klasy ekranami. Koncepcja siedziała nam w głowach od dawna. Przyszedł czas jej realizacji. Naszym celem było spełnienie dawnych marzeń. W dzisiejszych czasach możliwości rynkowe są bardzo szerokie, więc i nauka jazdy w adekwatnym wydaniu dużo ciekawsza.
Własnymi siłami, ale też korzystając z opinii streamerów/jutuberów oraz elementów wielu marek specjalizujących się w segmencie wirtualnego motorsportu, można zestawić bardzo różne systemy. Od przystępniejszych cenowo, wprowadzających w zabawę, aż po symulacje pełną gębą – z kubełkowymi fotelami, przeciążeniami G, czy ultra panoramicznymi ekranami. Nam na początek wystarczał możliwie optymalny zestaw. Taki na miarę rozsądnego budżetu. Zamiarem było stworzenie kompletu do wierniejszego odwzorowania warunków panujących na wirtualnym torze. Na razie w ramach bolidów F1 i z podstawami, ale z myślą o rozbudowie wraz z ewentualnymi postępami w jazdach. Nie wiemy jeszcze, jak poważne chcemy uzyskać efekty. Najchętniej pościgalibyśmy się na dwóch takich zestawach, ale to pozostawimy już wizytom w salonach gier. Jara nas sama możliwość lepszego czucia zakrętów, punktów dohamowania, no i siłowania się z kierownicą przy większych prędkościach.
Poziom wirtualnych symulacji i modeli odwzorowujących jazdę jest już od dawna tak realistyczny, iż choćby podstawowy zestaw będzie robił wyraźną różnicę. Można dzięki niemu wyćwiczyć podstawowe odruchy, pamięć mięśniową, a także zachowanie na torze. Hardcore’wi fani motoryzacji mają dziś znacznie większe możliwości, by śladem wspomnianego Mardenborough poznać tajniki jazdy pod własnym dachem, a potem choćby próbować brać udział w esportowych turniejach. Te mają swoją internetową publikę, rankingi, ligi, a choćby całe sezony.
Wirtualny symulator + kierownica = szersze wrażenia
Po tym nieco przydługawym wstępie, który ma robić za towarzyszącą symulatorowi opowieść, przejdę w końcu do konkretów. Najważniejszym z nich jest charakter tego materiału. Zestawianie elementów relacjonujemy z perspektywy jarających się „zabawką” facetów, którzy nie będą się wymądrzać i doradzać w zakupach. Naszym celem jest zarażenie innych możliwościami jakie panują na rynku. Przed startem działań choćby ja sam nie spodziewałem się, iż w branży panuje tak profesjonalne podejście do wielu wyścigowych wątków. Widywałem je na wspomnianych targach, ale zawsze wydawało mi się, iż takie konstrukcje są poza zasięgiem zwykłego zjadacza chleba. Nie są!
Jeździłbym! Rozwijam domową wariację ogólniejszego symulatora pod naukę jazdy bolidem. niedługo materiał na blogu. pic.twitter.com/WjaPEaiLlF
— Smartniej (@smartniej) April 23, 2026
Na praktycznie wszystkich expo do symulatorów jazdy ciężko było się dopchać. Odwiedzający mają wtedy niepowtarzalną okazję, by poczuć pojazdy we własnych rękach. Sam sprawdzałem kilka konkretniejszych zestawów. Jednym z najciekawszych był symulator na siłownikach w połączeniu z goglami VR. Nie wspominam tych „testów” zbyt dobrze, bo było to jeszcze w czasach prototypowych Oculus Rift z wyraźnym door effect (błędnik mocno wariował). Doświadczenie oryginalne, ale trochę ryzykowne. Dużo lepiej szło mi na klasycznych fotelach, gdzie udało mi się choćby za dobry czas okrążenia zgarnąć jakiś gadżet. Już wtedy w głowie kiełkowały myśli o domowym symulatorze. Już kilka okrążeń z lepszej klasy kierownicą odpychało na samą myśl do powrotu na gamepada. Kierownica z direct drive to game changer. Bicie rekordów, chęć poprawiania osiągów, poszukiwanie własnych limitów – to wszystko daje znacznie więcej frajdy z kierownicą, która przekazuje całemu ciału niemal każdy zakręt.
W co pograć na wygodnym symulatorze? Wybór jest dziś bardzo szeroki.
Co do tej pory z bratem ograliśmy? Prawie wszystkie najpopularniejsze tytuły: serię Gran Turismo, seria Assetto Corsa, seria Forza, iRacing, F1 od EA i Codemasters, LeMans Ultimate, ale też rajdówki, a brat pokusił się choćby na Eurotracka ). 19 maja na rynku zadebiutuje Forza Horizon 6. Z naszym symulatorem chcieliśmy zdążyć przed premierą tej pozycji.
Jeszcze nie wiemy, w którym kierunku to wszystko nam wyewoluuje, ale docelowo spróbujemy z czasem rozbudowywać cały zestaw w sposób etapowy. Na początek rig, kiera i odpowiedni ekran, czyli minimalny wkład pomagający odczuć w końcu efekty, nad którymi w grach pracuje przecież mnóstwo ludzi. Po co mają się marnować! jeżeli czytacie ten artykuł, to pewnie świta wam w głowie gra z porządniejszym sprzętem. Próg wejścia nie jest tu jakoś specjalnie wysoki, ale tanio też nie będzie. jeżeli jednak regularnie ścigacie się przed ekranem telewizora z konsolą lub przed monitorem z kompem, to podobnie do nas, zechcecie porządniejszych warunków. Kierownica, baza do niej, a choćby sam fotel, to według nas absolutne minimum. Można też na początek wykorzystać mocowanie biurkowe. Up to U! Nam zależało na pełnym zestawie z minimum oraz gotowości na przyjęcie usprawnień.
Połączyliśmy dobrej klasy „piec”, zestaw z kierownicą, fotel, a choćby soundbar z 5.1 (taki z odpinanymi satelitkami). Całkowicie oddzielnym wątkiem pozostawał temat obrazu. Tu pobawiliśmy się z testami na całego. Sprawdziliśmy prawie wszystkie dostępne opcje, a przynajmniej te będące w zasięgu. Jestem w trakcie analiz kolejnych wyświetlaczy. O tym szerzej w dalszej części materiału. Liczymy, iż lektura testów coś wam podpowie, a jeżeli nie, to chociaż zachęci do eksperymentowania we własnym zakresie. My właśnie z takiego założenia wyszliśmy – badamy, sprawdzamy i wybieramy, co dla nas najwygodniejsze.
Zestaw minimum do symulacji wyścigów F1 – testujemy ekrany
Chyba wypada jeszcze w tym momencie zaznaczyć, iż w ramach oceny efektów wizualnych miałem pewne ułatwienie. Wykorzystałem znajomości branżowe, by móc sprawdzić poszczególne ekrany we własnym zakresie. Skoro są możliwości, to osobiście zależało mi, by sprawdzić kilka z dostępnych opcji. Ma to być projekt długofalowy, więc testy miały obejmować różne formaty. Publikacja wystartowała wiosną 2026 roku, ale chcę ją dopracowywać w kolejnych kwartałach.
Przewiduję, iż z czasem treść przekształci się w rodzaj dziennika z poglądowymi uwagami odnośnie każdej z ekranowych wariacji. Nie wszystko na raz, bo trzeba zebrać odpowiedni feedback. W naszym zestawie zaczęliśmy od kierownicy i ekranów, natomiast fotel był z tzw. odzysku. Na modele foteli przyjdzie jeszcze czas i prawdopodobnie publikacja zostanie z czasem o nie zaktualizowana. Wszystko w swoim czasie. Dopracowanie komfortu zostawiliśmy na potem. W pierwszym etapie uwagę skupiliśmy na obrazie. Sprawdziliśmy w praniu kilka wariacji. Części damy szansę jak pojawią się odpowiednie okoliczności (zakładam, iż takowe będą).
Chcieliśmy z bratem ocenić nasze wrażenia z jazdy w symulowanych warunkach z różnymi ekranami: z telewizorem, z projektorem, z gamingowym monitorem, ale też goglami VR! Nie zapomnieliśmy też o wyświetlaczach pomocniczych. Docelowo publikacja miała wejść na blog jeszcze przed targami Mobile World Congress (MWC) w Barcelonie, ale nie wszystkie wątki udało się spiąć w jednym czasie. Trochę zahamował nas RedMagic, którego tablet Astra chciałem włączyć do zestawu w ramach dashboardu, ale się nie udało. Miało być w marcu, ale rozmowy się przeciągały, potem wylot do Katalonii i finalnie wrzutka na stronę dopiero pod koniec kwietnia. Marki, które użyczyły mi projektorów i zestawu VR zareagowały bardzo sprawnie, za co bardzo im dziękuję. RedMagic miał być tylko wstępem do późniejszej rozbudowy sekcji mobile gamingu, ale spokojnie – co się odwlecze, to nie uciecze. Wśród opcji są androidowe Legiony, BlackSharki, ale też iPad mini.
Anegdotka tematyczna: z RedMagic Astra była interesująca historia, bo ten tablet udało mi się sprawdzić dopiero na wspomnianych targach MWC w Barcelonie, gdzie marka miała naprawdę efektowne stoisko (a raczej stoicho!). W trakcie luźnych rozmów z przedstawicielami opowiedziałem trochę o swoim projekcie F1. Dopiero na drugim końcu kontynentu udało mi się zbudować jakieś pierwsze relacje z RedMagic. Zupełnie inaczej sprawa wyglądała z przedstawicielami Epson i HTC. Otrzymałem szybkie odpowiedzi. Bez wielotygodniowych analiz. Tymczasowo w rolę wspomnianego dashboardu na gwałtownie wcielił się iPhone 17 Pro Max. Za pewien czas spróbuję wzbogacić zestaw o wspomnianą „deskę rozdzielczą”, a mocowanie do niego wydrukuje pewnie w 3D, by dobrze leżał za kierownicą. Mniejszy ekran telefona zamocowałem inaczej, bo z boku. Tu sprawdził się jako wskaźnik biegów. Eksperymentuję z każdym elementem.
Od czego zaczęliśmy budowę własnego symulatora jazdy?
Nasz pierwszy zestaw pod F1 był planowany od dłuższego czasu, więc niemal każdy zakup mieliśmy przemyślany (część z elementów tymczasowa, bo ograniczał nas też budżet). Fotel jest ważnym elementem całości, ale postanowiliśmy, iż jako jedyny zostanie nabyty w ramach części używanych. Rig kupiliśmy okazjonalnie, by więcej środków przeznaczyć na inne moduły (na razie!). Podobnie z uchwytami i mocowaniami na dodatkowe ekrany. Na razie są prowizoryczne. Polecam pod tym względem śledzić sklepy wysyłkowe, bo zdarzają się fajne promki. Ja znalazłem regulowany uchwyt na telefon/mniejszy tablet na Amazonie dosłownie za grosze. Poza ekranami sporo uwagi poświęciliśmy kierownicom, natomiast jakościowym kompem już dysponowaliśmy. Co prawda, aż taka bestia nie jest tu niezbędna, ale w poważniejszych wyścigach może mieć znaczenie.
W kwestii wyświetlaczy oferta rynkowa jest mega szeroka. Zarówno w segmencie tematycznym (tj. pod konkretnie pod symulatory), jak i w ramach alternatywnych rozwiązań. Z tymi drugimi trochę poeksperymentowaliśmy, a te testy wcale się jeszcze nie skończyły. Widzimy jeszcze na horyzoncie kilka propozycji. Doszliśmy do wniosku, iż sprawdzimy dostępne opcje i wybierzemy sobie najwygodniejszą. Nie pomagały odmienne preferencje w zakresie postrzegania jazdy. Każdy z nas miał własne, a skoro mieliśmy szanse ich wypróbowania, to z nich skorzystaliśmy.
Jak wygląda nasz aktualny zestaw symulatora pod F1?
- symulator (gra): F1 2025 (EA), Assetto Corsa EVO
- komp: GeForce RTX 4090, Intel i9-13900K, 64 GB RAM
- rig: Next Level Racing GTLite Pro (używka)
- kierownica: MOZA ESX RS052 (uniwersalnie)
- baza do kierownicy: MOZA Racing R9 V3 ServoRS080
- pedały: zestaw dwupedałowy MOZA Racing SR-P RS11 (na razie bez sprzęgła)
- akcesoria: bezprzewodowa klawiatura SteelSeries Apex Pro TKL WL Gen 3 i regulowany uchwyt na telefon, akcesoria tuningowe MOZA SR-P Brake Kit RS17 (sprężynki i elastomer do twardości pedałów)
- ekrany: telewizor, monitor (zestawy monitorów), projektor, gogle VR
Krótka galeria z naszych sesji. Lada moment z odpowiednim komentarzem.
Jakie ekrany testowaliśmy w ramach ścigania na symulatorze?
- monitor jako standard (w planach testy zakrzywionego panelu)
- zestaw monitorów (trzy panele w ramach widoku panoramicznego)
- telewizor (na początek bez gamingowych parametrów)
- projektor normalnego rzutu (wymagający większej przestrzeni)
- projektor ultra krótkiego rzutu (nie wymagający większego pomieszczenia)
- gogle VR (w pełni sferyczne odczucia z perspektywy kokpitu)
Każdą z powyższych opcji przeanalizowaliśmy w trakcie dłuższych sesji. Oceniliśmy ich przewagi i mankamenty. Silne i słabsze strony. Pewne odniesienie mieliśmy ze wspomnianych targów. Warto w trakcie takich imprez zebrać wrażenia, by mieć punkt zaczepienia. Niektórych efektów nie sposób uzyskać w domowych warunkach, ale kombinować warto. Liczy się wasza wygoda. Dopiero przy profesjonalnym podejściu da się zmontować coś konkretniejszego, ale tu mówię już o kompletach półzawodowych lub zawodowych.
Nasz zestaw jest budowany amatorsko i od podstaw, ale z pomysłem na dalszy upgrade. Na spokojnie, bez pośpiechu i bez szaleństw. Nic ponad stan. Jak temat zażre to go rozwiniemy. To samo proponuje wam – choćby w sytuacji pełnego przekonania do wirtualnych wyścigów. Zdaję sobie sprawę, iż w temacie testów jestem na uprzywilejowanej pozycji, ale choćby przy niej działam z rezerwą. My z bratem przygotowywaliśmy się do skompletowania zestawu po lekturze licznych publikacii na forach dyskusyjnych, grupach tematycznych, no i poradach branżowych jutuberów. Wzięliśmy kilka z nich pod bezpośrednią uwagę, ale same testy i tak warto przeprowadzać samodzielnie.
Wchodzimy w temat, opisujemy wrażenia, dzielimy się uwagami. Czekamy też na wasze komentarze. Te najciekawsze chętnie wdrożymy. Naszym celem jest pokazanie, iż amatorsko można sobie przygotować fajnie skrojone elementy.
Dwóch kierowców – różne preferencje jazdy i ustawień
Każdy kierowca dobrze wie, iż choćby w zwykłym samochodzie trzeba dopasować do jazdy kilka podstawowych ustawień. W pojeździe wyścigowym jest podobnie, ale bardziej. To samo dotyczy symulatora jazdy. Im bardziej rozbudowany, tym więcej opcji dopasowania. Odpowiednia odległość rąk od kierownicy, kąt siedzenia, odległość od ekranu, jego przekątna, ewentualne zakrzywienie, ale też pozycja drążka (to w naszym przypadku dopiero w przyszłości). Do tego dochodzą kalibracje hamulca, układu informacji na ekranie, no i oczywiście preferencje ustawień samego bolidu/pojazdu. Już na tym etapie te działania zajęły nam sporo czasu, ale są ultra ważne dla późniejszego przyswajania jazdy. Znaczenie mają choćby nawyki z dróg, wiek (czas reakcji), a przy próbach poprawy osiągów także parametry sprzętu. Już nie liczę choćby ulubionych tras i warunków pogodowych. „Zabawy” dla zabawy jest sporo. Po tych kilkunastu sesjach dodam jeszcze do wszystkiego umiejętność utrzymywania koncentracji, regularności, a choćby szybkości w dostosowaniu się do nowych ustawień. jeżeli lubicie te klimaty, to z pewnością symulator wyzwoli w was dodatkowe chęci poprawy własnych osiągów. Ja sam mimo licznych błędów na trasie, potrafiłem ocenić, o ile realnie jestem na danym torze poprawić swoje osiągi.
Przedstawię jeszcze profile testerów (żeby pokazać, jak duży rozrzut preferencji musieliśmy wciąż pod uwagę przy budowaniu naszego wspólnego projektu):
Michał Sitnik – raczej casualowy kierowca na wirtualnych trasach; częsty uczestnik realnego ruchu drogowego (choć bez doświadczenia torowego). Z nawykami i większą ostrożnością za „kółkiem”. Wychowany na serii Gran Turismo i „Ruszyły, ruszyli!” Borowczyka za czasów Kubicy. Aktualnie jedynie okazjonalny widz F1. Niegdyś „spotter” egzotyków na miejskich ulicach (m.in. Londynu). W świecie gier fan widoku TPP (Third-Person Perspective), a więc i kamery umieszczonej zza pojazdu. Powód nauki wirtualnym bolidem: zabawa, dobrze spędzony czas i chęć poznania jazdy bez kontroli trakcji oraz innych systemów wspomagania. Preferencje ustawień bolidu: standardowe ustawienie przedniego skrzydła, stockowy zakres twardości hamowania.
Mariusz Sitnik – gamer z „zawodu”, ale i pasji; wprowadzany w świat gier przez starszego brata. Hardcore’owy „kierowca” wielu ścigałek (od arcade’ówek po symulatory). Nie „spaczony” żadnymi nawykami z ulicy (brak „licencji”). Z wyrobioną pamięcią mięśniową i refleksem w wielu kategoriach gier. Od sieciowego CS (w ramach e-sportowych turniejów z własnymi drużynami i sponsorami), aż po amatorski streaming na Twitch/Kick). Regularny obserwator sportów motorowych – głównie w ramach touru F1. Fan widoku FPP (First-Person Perspective), czyli jednocześnie też perspektywy zza kokpitu. Powód nauki wirtualnym bolidem: chęć dołączenia do rankingowych wyścigów i długodystansowych pojedynków online. Preferencje ustawień bolidu: niskie ustawienie przedniego skrzydła, twardszy (od stockowego) pedał hamulca.
Jak łatwo zauważyć, reprezentujemy inne sylwetki. Mamy odmienne upodobania odnośnie ustawień, stylu prowadzenia, ale też planów związanych z wirtualnym ściganiem. Jedno nas jednak łączy – zdecydowanie nie należymy do teamu Verstappena w F1. Kierowca z takimi umiejętnościami zdecydowanie nie potrzebuje stosowania „cwaniactwa” podczas walki o pozycję. Przy budowie, kalibracji i dopasowaniu sprzętu połączyliśmy swoje siły przez wspólną motywację i zainteresowania. Ja zająłem się organizacją wyświetlaczy, akcesoriów, fotela i przestrzeni, a także prowadzeniem rozmów z markami. Brat skupił się na dopieszczeniu PC, wyborze kierownicy, mocowania i pedałów. Bardzo pomocna była też jego wiedza branżowa i czas spędzony na oglądaniu kanałów tematycznych związanych ze ściganiem online.
Ciąg dalszy nastąpi. Materiał jest w fazie ukończenia. Część z aktualizacji czynimy na bieżąco. Niektóre wątki rozwijamy etapowo. Temat podsumowania jest elastyczny z uwagi na ciągłe poprawki.

2 godzin temu







