Pada.... pada ... i miało padać...... ale, przypomniało mi się z dawnych lat.... bardzo dawnych czasów młodości, maratonów i singletripów, iż jednak w deszczu, aczkolwiek niewielkim spokojnie się śmigało rowerkiem w terenie.
Wczesna pobudka i wczesne śniadanie.... zgodnie z zaleceniami lekkie i pożywne, więc sałatka z pomidora, cebulka młoda, parę kawałków sera camembert i oliwki....starczy.
Potem odczekać ok 1,5 h minimalnie aby organizm przetworzył i w czasie jazdy się nie męczył trawieniem.
Qźwa, kropi..... zbieram się, dodatkowa potówka i ocieplacze na ręce obowiązkowo, tylko 10 st....
Do osiedla Widok kropiło, potem wjechałem w teren, szutry zagłuszły deszcz, włączył się tryb Race Day i dzida......jak na maratonie sprzed 25 lat.
Standardowe kółko na dzisiaj, słynna już trasa do Źródełka Świętojańskiego za autostradą opisywana wielokrotnie, dzisiaj w deszczu i błocie dla odmiany.
Poszło mi całkiem ciekawie, w miarę lekko, podjazdy jak nakręcona lokomotywka znikały w drodze, czuje iż siły wracają po chorobie, ale staram się delikatnie.
Opony Race King, najszybsze na świecie, połykały czy to asfalty czy to błotniste ścieżki, choć trzeba było w błocie wykazać się techniką na zjazdach jak tańcowały na śliskich odcinkach.
Napęd 1 x 8 idealnie na taki syf pasował, stary sztywniak na kołach 26" rurki karbonowe, był nieoceniony, lekki i zwarty.
Do źródełka dojechałem bez problemu, z powrotem jeszcze udało mi się pokonać szuter w lesie na długiej prostej a potem zaczęło .....padać, lać mocniej i tu kwintesensja stwierdzenia iż na końcu wyglądałem jak zmoknięty kot, cały powrót, deszcz, kałuże, tryb Race Day wpadł w tryb mam to w dupie i tak jestem mokry, bywało tak lata temu i po prostu zaciskamy ręce na kierownicy mocniej i gonimy króliczka aż do domu.
Czy było warto ? człowiek jak każdy gatunek zwierzęcia musi się czasem uświnić, każdy bez wyjątku jak był małym lubiał się potaplać w kałużach, warto za starego tez się czasem potaplać, uwierzcie jest fajnie, a to iż w pampersie wody po uszy to kwestia samozaparcia albo samozadowolenia,,,,, w końcu kiedyś ciuchy rowerowe trzeba wyprać......
Co interesujące po trasie nie widziałem rowerzystów, oj, oj deszczyk pada........cukrowe ludziki sie rozpuszczą......
Parę zdjęć z traski zrobione, 40 pare km zrobione, a na końcu skromna obiadokolacja, chyba mi się należało.... skrzydełka domowe i młoda kapusta.
Spike😎
Sklep i serwis rowerowy
Dodatkowo proste naprawy elektryczno-elektroniczne.
Naprawy plastykowych elementów.
email: [email protected]






