
Hisense A10 to telefon, który chce być jednocześnie czytnikiem, notatnikiem i… czymś jeszcze.
Rynek telefonów niby jest przewidywalny, a jednak co jakiś czas pojawia się urządzenie, które wygląda jak efekt burzy mózgów w dziale R&D po trzech dobach bez snu. Hisense A10 to właśnie taki przypadek. Telefon, który z jednej strony jest klasycznym Androidem, a z drugiej – pełnoprawnym czytnikiem E Ink z papierową fakturą ekranu. A jeżeli komuś brakuje kolorów, producent dorzuca… doczepiany, magnetyczny panel LCD. Tak, dobrze czytacie: kolorowy ekran, który można przyczepić do plecków telefonu jak etui z klapką, tylko iż zamiast klapki jest cały wyświetlacz.
E Ink jako ekran główny. Nie pomocniczy – główny
Hisense od lat eksperymentuje z E Ink w telefonach, ale A10 idzie o krok dalej. Główny ekran to 6,13‑calowy panel E Ink, czyli technologia znana z czytników Kindle czy Kobo. Producent obiecuje papierową fakturę, wysoką czytelność w słońcu i komfortowe notowanie. To nie jest „drugi ekran do powiadomień”, jak w LG V10 czy Yotaphone. To ekran numer jeden – ten, na którym odpalasz aplikacje, przeglądasz sieć, czytasz artykuły i robisz notatki.
W praktyce oznacza to, iż A10 jest urządzeniem dla ludzi, którzy spędzają dużo czasu w czytaniu i pisaniu, a mniej na oglądaniu TikToków. E Ink ma swoje ograniczenia – wolniejsze odświeżanie, brak płynnych animacji – ale w zamian daje czas pracy na akumulatorze, powinien trzymać znacznie dłużej niż w klasycznych telefonach. Hisense nie podał jeszcze konkretnych czasów pracy, ale zastosowana technologia sugeruje, iż można liczyć na kilka dni działania bez ładowarki.
A jeżeli jednak chcesz kolory – doczepiasz ekran
Najbardziej szalonym elementem A10 jest jednak drugi wyświetlacz. To pełnoprawny kolorowy panel LCD, który magnetycznie przyczepia się do tylnej części telefonu. Nie jest obowiązkowy – można kupić sam telefon z E Ink i używać go jak minimalistycznego telefonoczytnika. Ale jeżeli potrzebujesz obejrzeć zdjęcia, komiksy, wykresy albo po prostu chcesz mieć normalny ekran, dokupujesz moduł i przyczepiasz go jak klocki LEGO.
Hisense A10 (źródło: 体验more na Weibo)Hisense nie podał jeszcze ceny zestawu z LCD, ale według przecieków podstawowa wersja A10 (bez kolorowego panelu) ma kosztować około 590 dol. To sugeruje, iż za dodatkowy ekran trzeba będzie dopłacić – prawdopodobnie niemało.
Sam pomysł jest jednak fascynujący. W świecie, w którym producenci walczą o każdy milimetr grubości i każdy gram wagi Hisense mówi: „A może by tak zrobić telefon modułowy, ale tylko w jednym aspekcie – ekranowym?”. To podejście bardziej rodem z eksperymentalnych projektów Motoroli niż z mainstreamu.
Snapdragon 8 Gen 3 i Android 16. Zero kompromisów w wydajności
Hisense nie traktuje A10 jako niszowego, słabego sprzętu dla fanów czytników. Według przecieków urządzenie ma być wyposażone w Snapdragona 8 Gen 3 – czyli topowy układ Qualcomma z 2024 r. Do tego 5G i Android 16. To oznacza, iż telefon będzie działał szybko, choćby jeżeli ekran E Ink nie pokaże tego w formie płynnych animacji.
To trochę jak posiadanie supersamochodu, który jeździ tylko po drogach szutrowych – moc jest, ale sposób jej wykorzystania jest nietypowy. Z drugiej strony mocny procesor może być potrzebny do obsługi notatek, konwersji dokumentów, OCR i innych funkcji, które na takim urządzeniu mają sens.
Hisense A10 nie jest pierwszy, ale jest najbardziej radykalny
Rynek telefonów z E Ink nie jest pusty. Bigme – chińska marka znana z hybrydowych czytników – niedawno pokazała model HiBreak Dual 2, również łączący E Ink z kolorowym LCD. Tam jednak oba ekrany są integralną częścią urządzenia. Hisense idzie dalej, proponując ekran odczepiany, który można zostawić w domu, jeżeli akurat chcemy „odkolorować” swoje życie.
To podejście może spodobać się ludziom, którzy chcą ograniczyć cyfrowy szum. Telefon z E Ink jako głównym ekranem to naturalny filtr na rozpraszacze. Nie obejrzysz na nim płynnego wideo, nie wciągniesz się w feed pełen animacji. Za to przeczytasz książkę, artykuł, raport, zrobisz notatki. A gdy potrzebujesz kolorów – doczepiasz ekran i wracasz do klasycznego doświadczenia.
Czy to ma sens? Zaskakująco dużo
Hisense A10 to urządzenie, które trudno zaszufladkować. Nie jest to telefon dla wszystkich. Ale dla pewnej grupy użytkowników – ludzi, którzy czytają dużo, pracują z tekstem, chcą ograniczyć cyfrowy hałas – może być czymś w rodzaju „smartfona zen”.
W Polsce raczej nie zobaczymy go oficjalnie. Hisense nie planuje premiery w Stanach Zjednoczonych, więc tym bardziej nie w Europie. Ale import z chińskich sklepów jest jak najbardziej możliwy. I jeżeli ktoś szuka czegoś naprawdę innego to A10 może być jednym z najciekawszych gadżetów 2026 roku.
To telefon, który nie próbuje być wszystkim naraz. Wręcz przeciwnie – próbuje być czymś bardzo konkretnym. A w świecie, w którym większość telefonów jest do siebie boleśnie podobna taka odwaga zasługuje na uwagę.









