
Do floty uczelni w Rzeszowie dołączył Piper Archer III. Maszyna ma nauczyć przyszłych pilotów latania bez widzialności ziemi.
Za około 2 mln zł Politechnika Rzeszowska kupiła 17-letni samolot, który z pozoru wygląda znacznie mniej efektownie, niż współczesny odrzutowiec. Piper Archer III ma jednak wykonywać jedno z najważniejszych zadań w szkoleniu przyszłych pilotów liniowych: nauczyć ich prowadzenia maszyny wtedy, gdy własnym oczom praktycznie nie mogą ufać, a cały lot trzeba oprzeć na przyrządach, procedurach i nawigacji.
Za szybą może być tylko szara ściana
Pilot podczas lotu IFR widzi kokpit, instrumenty i wszystkie informacje potrzebne do prowadzenia samolotu, ale może nie widzieć ziemi, horyzontu ani pasa startowego aż do końcowej części podejścia. W chmurach, deszczu albo niskiej podstawie chmur za szybą można mieć adekwatnie jednolitą szarość.
W takich warunkach naturalne odruchy człowieka bywają wręcz niebezpieczne. Ucho wewnętrzne może sugerować, iż samolot przechyla się albo wznosi, mimo iż instrumenty pokazują coś zupełnie innego. Pilot musi nauczyć się ignorować część własnych wrażeń i bezwzględnie zaufać sztucznemu horyzontowi, wysokościomierzowi, wskaźnikom kursu, systemom nawigacyjnym oraz adekwatnym procedurom.
Właśnie do tego ma służyć Piper PA-28-181 Archer III, który trafił do Ośrodka Kształcenia Lotniczego Politechniki Rzeszowskiej w Jasionce. Maszyna otrzymała polską rejestrację SP-TUB i jest pierwszym Archerem III we flocie ośrodka.
Używany samolot kosztował około 2 mln zł
Piper nie przyjechał z fabryki. Samolot wyprodukowano w 2009 r., a Politechnika Rzeszowska odkupiła go od prywatnego właściciela ze Szwecji. Do Polski przyleciał już o własnych siłach, a uczelnia zapłaciła za niego około 2 mln zł ze swoich środków.
Cena może wyglądać zaskakująco jak na niewielki, jednosilnikowy i kilkunastoletni samolot. W lotnictwie szkolnym nie kupuje się jednak wyłącznie aluminium, silnika i foteli. Ogromne znaczenie mają stan techniczny, historia obsługi, resursy podzespołów oraz przede wszystkim wyposażenie awioniczne i radionawigacyjne pozwalające prowadzić rzeczywiste szkolenie według wskazań przyrządów.
Sam Archer III jest konstrukcją dobrze znaną szkołom lotniczym. To czteromiejscowy dolnopłat ze stałym podwoziem, napędzany czterocylindrowym silnikiem Lycoming o mocy 180 KM. Jego zasięg przekracza 900 km, więc maszyna nadaje się nie tylko do krążenia wokół lotniska, ale także do pełnych lotów nawigacyjnych pomiędzy kolejnymi punktami i lotniskami.
Pilot musi nauczyć się poruszać po niewidzialnych drogach
W szkoleniu IFR student nie uczy się po prostu utrzymywania samolotu prosto w chmurze. Musi nauczyć się funkcjonować w systemie, w którym trasa lotu jest zdefiniowana przez procedury, punkty nawigacyjne, wysokości i polecenia kontroli ruchu lotniczego.
Na Archerze studenci będą wykonywać m.in. standardowe odloty i doloty, trasy nawigacyjne oraz podejścia instrumentalne. W praktyce oznacza to naukę procedur podobnych do tych, które później każdego dnia wykonują załogi samolotów pasażerskich.
Przy podejściu instrumentalnym pilot nie szuka lotniska wzrokiem od kilkunastu kilometrów. Prowadzi samolot według wskazań urządzeń i określonej procedury, która sprowadza go w odpowiednie miejsce, na odpowiednią wysokość i adekwatny kierunek względem pasa. Dopiero po osiągnięciu określonego punktu musi zobaczyć wymagane elementy otoczenia lotniska albo przerwać podejście i odejść na drugi krąg.
To jeden z powodów, dla których IFR jest tak ważnym etapem drogi do kokpitu samolotu liniowego. Boeing czy Airbus nie może przestać latać tylko dlatego, iż nad Warszawą albo Frankfurtem pojawiły się niskie chmury.
Symulator nie wystarczy
Politechnika Rzeszowska już teraz dysponuje dwoma symulatorami klasy FNPT II ALSIM ALX. W całym programie praktycznego szkolenia do poziomu ATP(A) studenci realizują 219 godz., z czego aż 78 godz. treningu według wskazań przyrządów odbywa się właśnie na urządzeniu naziemnym.
Symulator jest znakomity do wielokrotnego powtarzania procedur, sytuacji awaryjnych i podejść bez spalania paliwa oraz zużywania prawdziwego samolotu. Nie zastępuje jednak wszystkich doświadczeń z rzeczywistego lotu, w którym dochodzą turbulencje, wiatr, obciążenie pracą, kontakt z prawdziwą kontrolą ruchu i świadomość, iż błędu nie można skasować przyciskiem reset.
Dlatego Piper ma być pomostem pomiędzy podstawowym szkoleniem, a bardziej zaawansowanymi etapami. Student najpierw może nauczyć się procedury na ziemi, a następnie wykonać ją w realnym samolocie i realnej przestrzeni powietrznej.
Podobna zasada obowiązuje także w znacznie droższym lotnictwie wojskowym. Jak pisaliśmy przy okazji problemów ze szkoleniem przyszłych załóg Apache, pilot nie powinien przeskakiwać bezpośrednio z bardzo prostej maszyny do najbardziej skomplikowanego sprzętu. Kolejne samoloty i symulatory mają tworzyć drabinę, na której każdy szczebel dokłada nowe kompetencje.
To już 15. samolot Politechniki
Po zakupie Archera III flota Ośrodka Kształcenia Lotniczego liczy 15 samolotów. Obejmuje 7 Socat TB-9 Tampico, nowego Archera, 3 Pipery PA-28R-201 Arrow, trzy dwusilnikowe Pipery PA-34-220T Seneca V oraz akrobacyjnego Zlina Z-242L.
Taki zestaw pozwala stopniować trudność szkolenia. Student może zaczynać od prostszej maszyny jednosilnikowej, później przechodzić do bardziej zaawansowanych procedur i IFR, a następnie uczyć się lotów na samolocie wielosilnikowym. Seneca V pozwala już ćwiczyć m.in. zachowanie maszyny przy awarii jednego silnika, czyli sytuację szczególnie istotną przed wejściem do lotnictwa komunikacyjnego.
Nowy Piper ma wejść do regularnego szkolenia w październiku, po zakończeniu procedur związanych z dopuszczeniem go do użytkowania. Nie wystarczy więc przywieźć samolotu, przykleić polskich znaków i posadzić w nim studentów. Maszyna oraz cała dokumentacja muszą zostać formalnie wprowadzone do systemu szkoleniowego.
*Źródło zdjęcia wprowadzającego: Politechnika Rzeszowska














