Lubię składane telefony Motoroli, a dowodem na to jest fakt, iż od roku używam jej Razr 60 Ultra. Tak się składa, iż ten model właśnie doczekał się swojego następcy i dlatego z niecierpliwością czekałam, aż trafi on w moje ręce na testy. Ale czy Motorola Razr 70 Ultra przyniosła wyraźne usprawnienia? Czy jest to bardzo bezpieczna ewolucja? No cóż, trzeba przyznać, iż w tym roku zmiany są subtelne.
Znajomy design i perfekcja wykonania
Wizualnie nowa Motorola to adekwatnie kalka zeszłorocznego hitu – dla jednych to zaleta, dla innych lekkie rozczarowanie. Projektanci uznali najwyraźniej, iż skoro poprzednia formuła była bliska ideału, to nie ma co kombinować, żeby czegoś nie zepsuć. Telefon po złożeniu bez problemu mieści się w kieszeni, a jego zaokrąglone krawędzie sprawiają, iż leży w dłoni bardzo wygodnie.
Na polskim rynku Razr 70 Ultra zadebiutowała niestety tylko w dwóch kolorach – kakaowym z pleckami o drewnopodobnym wykończeniu oraz granatowo-fioletowym z pleckami pokrytymi mikrofibrą Alcantara. Ja otrzymałam ją w tym pierwszym, w którym jest po prostu nieco ciemniejsza niż Razr 60 Ultra w kolorze brązowym. Słuchajcie, no wygląda ładnie, ale preferuję jaśniejszy odcień starszego modelu – tak po prostu.
Producent pozostał tu przy aluminiowych ramkach i pokryciu zewnętrznego ekranu szkłem Gorilla Glass Ceramic. Pod względem wymiarów oraz masy czy konstrukcji zawiasu nie zmieniło się absolutnie nic, ale przyznam, iż nie czuję potrzeby, by ten telefon musiał być jeszcze cieńszy czy lżejszy, a zawias działał płynniej. Na pewno na plus jest to, iż w zestawie po raz kolejny dostajemy wygodne etui z rączką, które pozwala nosić telefon jak torebkę.
No właśnie, co z ekranami?
Ekran zewnętrzny ponownie nie rozczarowuje. To znowu panel LTPO AMOLED o przekątnej 4 cali, zajmujący praktycznie całą klapkę, otaczając obiektywy aparatów, i raczący nas pięknymi nasyconymi kolorami oraz głęboką czernią. Dokładnie tak jak rok temu, zewnętrzny ekran pozwala na pełną obsługę systemu bez otwierania telefonu. Można z jego poziomu odpisać na miniaturowej, ale wygodnej klawiaturze, odpalić nawigację, przerzucić kawałek na Spotify, a choćby pograć. Jasność pozostała na tym samym poziomie, ale ten panel jest i tak bardzo czytelny w ostrym słońcu.
Gdy już otworzymy klapkę, wita nas potężny, siedmiocalowy rozkładany ekran z folią ochronną. To również panel LTPO AMOLED, jak w zeszłym roku, ale tym razem o nieco wyższej jasności szczytowej. Podejrzewam natomiast, iż w tej kwestii różnicę trudno będzie dostrzec, bo ten parametr dotyczy tylko fragmentów ekranu przy wyświetlaniu treści HDR.
Reakcja na dotyk jest tu błyskawiczna, a kolory skalibrowano tak, iż oglądanie treści w social mediach to czysta przyjemność. Chciałoby się, żeby tym razem zagłębienie znajdujące się na wysokości zawiasu było jeszcze mniejsze i mniej wyczuwalne pod palcem, ale nie wydaje mi się, by było. To powiedziawszy, na co dzień w Razr 60 Ultra kompletnie nie zwracałam na nie uwagi, więc i w tym przypadku nie będę.
Odświeżanie 165 Hz oczywiście brzmi świetnie w przypadku obydwu wyświetlaczy, jak dotychczas, ale trzeba pamiętać, iż póki co jej praktyczność jest niemalże zerowa, bo działa wyłącznie w nielicznych grach.
Pod maską też nie widać różnic
Jeśli liczyliście na zupełnie nowy procesor czy zastrzyk dodatkowej pamięci RAM, to… nic z tego. Motorola uznała, iż to, co świetnie sprawdzało się rok temu, bez problemu poradzi sobie i dzisiaj. Z jednej strony trudno tego nie zrozumieć, bo dotychczasowa wydajność dla 99% użytkowników jest więcej niż wystarczająca. Z drugiej strony mogłoby to być odpowiednio uwzględnione w cenie, a ta niestety jest wyższa niż cena Razr 60 Ultra na premierę.
Zarówno w nowej Razr 70 Ultra, jak i w starszej Razr 60 Ultra znajdziemy dokładnie ten sam układ Snapdragon 8 Elite, połączony z 16 GB pamięci RAM LPDDR5X oraz 512 GB szybkiej pamięci na dane w standardzie UFS 4.0. W codziennym użytkowaniu oznacza to kropka w kropkę taką samą kulturę pracy – aplikacje startują błyskawicznie, a system działa bez zająknięcia. Jedynym powiewem świeżości w kwestii software’u jest obecność Androida 16 z odświeżonym pakietem funkcji Moto AI, ale Razr 60 Ultra od jakiegoś czasu również działa pod kontrolą już zaktualizowanego systemu. W związku z tym ciężko tu trafić na nowe funkcjonalności. Zauważyłam na razie funkcję Dopasowany kadr w aplikacji aparatu, ale to w zasadzie tyle. Cieszy przede wszystkim to, iż nowy telefon ma kilka preinstalowanych aplikacji.
Jeszcze większa bateria
Najważniejszą, najbardziej wyczekiwaną i tak naprawdę jedyną poważną zmianą sprzętową, która realnie odróżnia model Razr 70 Ultra od starszego brata, jest większy akumulator. Nie to, żeby Razr 60 Ultra miała małą baterię, bo ta po roku użytkowania przez cały czas trzyma długo, ale w Razr 70 Ultra pojemność wzrosła z 4700 mAh do 5000 mAh. Jeszcze jest za wcześnie, żebym mogła powiedzieć, ile to daje w praktyce, ale mowa o skoku, który jakieś znaczenie powinien mieć.
Oczywiście nie zabrakło tu szybkiego ładowania przewodowego oraz bezprzewodowego, ale niestety żadne nie odbywa się z jeszcze wyższą mocą niż dotychczas.
Aparaty fotograficzne bez rewolucyjnego skoku
W kwestii foto Motorola również postawiła na sprawdzone rozwiązania i zaufała sensorom, które doskonale znamy. Na pleckach znajdziemy aparat główny 50 MP optyczną stabilizacją obrazu oraz drugi, również 50-megapikselowy sensor z obiektywem ultraszerokokątny. Ekran wewnętrzny skrywa trzeci aparat o takiej samej rozdzielczości.
W skrócie mogę powiedzieć, iż Motorola Razr 70 Ultra robi zdjęcia ładne, ale fotograficznie jej możliwości są do pewnego stopnia ograniczone, bo na pewno doskwiera mi tu brak teleobiektywu. Bliżej zdjęciom z tego telefonu przyjrzę się w późniejszym czasie, na przykład by sprawdzić, czy tu algorytmy radzą sobie lepiej niż w zeszłorocznym modelu, a tymczasem popatrzcie na przykładowe fotografie, które zostawiłam poniżej.
Podsumowanie, czyli moja wstępna opinia o Motoroli Razr 70 Ultra
Obcując z Motorolą Razr 70 Ultra mam nieodparte wrażenie, iż ten telefon to po prostu powtórka z rozrywki, bo umówmy się – nie różni się od Motoroli Razr 60 Ultra niemalże niczym. Ma obudowę w nieco innych kolorach, dostała ekran o wyższej jasności szczytowej oraz pojemniejszy akumulator – i to w zasadzie wszystko, a przynajmniej na to wygląda na pierwszy rzut oka.
W związku z powyższym, o ile tak jak ja korzystacie z Motoroli Razr 60 Ultra, przesiadka na nowszy model może nie mieć najmniejszego sensu. Jasne, sama bym go chętnie używała, ale po prostu nie widzę tu wystarczającego uzasadnienia do zakupu. To natomiast dobra propozycja przede wszystkim dla tych osób, które szukają swojego pierwszego składanego telefonu, albo chcą porzucić starszego składaka, bo na pewno już teraz mogę powiedzieć, iż to telefon solidny, działający płynnie i pod wieloma względami lepszy niż alternatywa od Samsunga.
Jak już wspomniałam, Motorola Razr 70 Ultra jest droższa na start niż Razr 60 Ultra, bo kosztuje 5999 złotych, a nie 5699 złotych. Można ją jednak zgarnąć nieco taniej, bo jeżeli kupicie ją do 2 czerwca bieżącego roku, będziecie mogli skorzystać z opcji cashback i odzyskać aż 1000 złotych.

4 godzin temu







