
Do polskiego systemu obrony mają wejść bagna, rozlewiska i mokradła. Rząd finalizuje prace nad planem Zielonej Tarczy Wschód, który ma połączyć działania prośrodowiskowe z wojskowymi. Chodzi o to, by w pasie przygranicznym nie tylko budować klasyczne przeszkody, ale także wykorzystać teren tak, by ciężki sprzęt miał tam znacznie trudniej.
Wokół Zielonej Tarczy Wschód działa grupa robocza złożona m.in. z przedstawicieli Lasów Państwowych, Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, Wód Polskich i innych resortów. Zespół przygotowuje koncepcję działań systemowych w pasie 50 km od wschodniej granicy. Wiceminister klimatu i środowiska Mikołaj Dorożała zapowiada, iż chodzi o wykorzystanie środków europejskich na renaturyzację, zabagnianie i zmianę modelu gospodarki leśnej w najbardziej newralgicznych miejscach.
Sama Tarcza Wschód jest dużym programem obronnym państwa. Rząd przyjął go jeszcze w czerwcu 2024 r. jako Narodowy Program Odstraszania i Obrony, a jego założeniem jest stworzenie kompleksowej infrastruktury obronnej przy granicy z Rosją i Białorusią. Oficjalnie mowa o inwestycji wartej około 10 mld zł, realizowanej w latach 2024-2028.
Nie chodzi tylko o bunkry i rowy. Teren też ma walczyć
Tarcza Wschód od samego początku była opisywana szerzej niż tylko jako linia fortyfikacji. Obejmuje systemy ostrzegawcze, elementy ochrony przed atakiem z powietrza, przeszkody terenowe, rowy przeciwczołgowe, pogłębianie rowów melioracyjnych i wzmacnianie naturalnych uwarunkowań terenu. To właśnie w ten szerszy plan wpisuje się teraz zielony wariant, o którym mówi Dorożała.
Chcemy wykorzystać środki europejskie na projekty związane z renaturyzacją, zabagnianiem i zmianą modelu gospodarki leśnej w najbardziej newralgicznych obszarach. w tej chwili finalizujemy prace – mówi Dorożała w rozmowie z Dziennikiem Gazetą Prawną.
Wiceminister zapowiada, iż państwo chce przeciwdziałać odwadnianiu tych terenów i tam, gdzie to możliwe, spiętrzać wodę na gruntach Skarbu Państwa, tworząc naturalne rozlewiska położone kilkaset metrów od granicy. To nie jest więc plan zalewania wszystkiego, tylko próba wykorzystania tych miejsc, gdzie mokry teren już dziś może stać się naturalną barierą. Im trudniej przejechać ciężkim sprzętem, tym lepiej dla obrońcy.
Cofamy się do II wojny światowej, ale w nowym wydaniu
Dorożała przypomina, iż podobne myślenie o polskich bagnach i mokradłach nie jest nowe, bo już w czasie II wojny światowej niemieckie plany wojskowe brały pod uwagę ryzyko ugrzęźnięcia ciężkiego sprzętu na takich terenach. Dziś ten sam mechanizm wraca, ale w znacznie bardziej uporządkowanej formie. Tym razem nie jako przypadkowa przeszkoda terenu, ale jako element świadomie projektowanego systemu obrony.
To nie jest zresztą tylko polski trop. Podobne rozwiązania są stosowane na Łotwie, Litwie czy na Ukrainie. Dodatkowo opracowania organizacji przyrodniczych w Polsce zwracają uwagę, iż bagna, rozlewiska i lasy mogą realnie ograniczać mobilność czołgów i logistyki przeciwnika, a doświadczenia z Ukrainy są tu często przywoływane jako praktyczny przykład działania trudnego, mokrego terenu na korzyść obrońcy.
To ma być jednocześnie projekt obronny, jak i środowiskowy
Rząd próbuje sprzedać ten pomysł nie tylko jako element obronności, ale także jako projekt zgodny z ochroną przyrody i odbudową zasobów wodnych. Według wiceministra koncepcja Zielonej Tarczy Wschód ma być spójna z Nature Restoration Law i przygotowywaną strategią obszarów wodno-błotnych. To oznacza, iż mokradła mają z jednej strony poprawiać retencję i stan środowiska, z drugiej utrudniać ruch przeciwnika.
To bardzo interesujące odwrócenie sposobu myślenia o terenach podmokłych. Przez lata traktowano je głównie jako problem do osuszenia albo miejsce do uporządkowania. Teraz wracają jako zasób strategiczny. I nie chodzi już wyłącznie o przyrodę czy klimat, ale też o bardzo twarde pytanie, jak wyglądałaby obrona granicy, gdyby na wschodzie naprawdę zrobiło się gorąco.
Tarcza Wschód robi się coraz szersza
Cały program od samego początku był przedstawiany jako największa operacja wzmacniania wschodniej granicy Polski i wschodniej flanki NATO od 1945 r. MON mówi o odcinku niemal 700 km, a w niektórych wypowiedziach pojawia się choćby skala około 800 km kompleksowego planu. Widać więc, iż Tarcza Wschód przestaje być kojarzona wyłącznie z betonem, zaporami i elektroniką. Coraz wyraźniej staje się mieszanką klasycznych umocnień, systemów antydronowych i świadomego użycia samego krajobrazu.
Taki kierunek naprawdę zasługuje na pochwałę. W Polsce od lat zbyt często oddzielaliśmy bezpieczeństwo od środowiska, jakby jedno musiało wykluczać drugie. Tymczasem Zielona Tarcza Wschód pokazuje, iż da się myśleć mądrzej: wykorzystać mokradła, rozlewiska i naturalne ukształtowanie terenu tak, by jednocześnie wzmacniać obronność, poprawiać retencję i odbudowywać cenne ekosystemy.
To jest po prostu rozsądne państwowo myślenie, a nie kolejny projekt robiony pod szybki efekt wizualny. jeżeli ten plan zostanie dobrze wdrożony, to będzie to jeden z tych rzadkich przykładów, kiedy Polska nie tylko nadrabia zaległości, ale naprawdę może pokazać innym krajom, jak łączyć interes strategiczny z przyrodą. I szczerze mówiąc, w tym aspekcie część Europy mogłaby się od nas uczyć.












