Recenzja Lenovo ThinkTab X11 Gen 1. To tablet z wymienną baterią

4 godzin temu

W dobie elektroniki, naprawa której często się nie opłaca, bo w serwisie kosztuje krocie, a w domu jest niemalże niemożliwa, pojawił się on – najnowszy tablet od Lenovo, Lenovo ThinkTab X11 Gen 1 – tablet z łatwym dostępem do wymienialnej baterii i konstrukcją, do której dobierzesz się sam, zgodnie z instrukcją, którą zapewnia choćby sam producent. Ale czy oferuje on coś jeszcze poza swoją naprawialnością, ocenianą wysoko choćby przez samą Unię Europejską? Z miłą chęcią to sprawdziłam.

Specyfikacja i cena

Zanim przejdę do adekwatnej recenzji tego sprzętu, przyjrzyjmy się jego specyfikacji. Lenovo ThinkTab X11 Gen 1 to tablet z procesorem Qualcomm Snapdragon 7s Gen 3, 8 GB pamięci RAM LPDDR5X i 128 lub 256 GB pamięci UFS 3.1. Oprócz tego oferuje wyświetlacz IPS LCD o przekątnej 10,95”, wymienny akumulator o pojemności 10 200 mAh, ładowanie 45 W i system Android 16. Charakteryzuje się też wysoką odpornością, na którą wskazuje zgodność z normami IP68 i MIL-STD-810H.

Urządzenie powstało w zarówno w wersji z łącznością komórkową, jak i bez niej. Wygląda jednak na to, iż przynajmniej na razie w Polsce można go kupić tylko w wydaniu z łącznością komórkową i z 256 GB pamięci na pokładzie. Zestaw z rysikiem kosztuje około 2700 złotych, a bez niego około 2500 złotych. Pełną specyfikację tabletu znajdziecie poniżej.

Lenovo ThinkTab X11 Gen 1 – specyfikacja techniczna:

Budowa i jakość wykonania

Na tle innych tabletów, które testowałam w ostatnich latach, Lenovo ThinkTab X11 Gen 1 na pewno się wyróżnia – może nie pod każdym względem jest to komplement, ale myślę, iż jego design doceni wielu użytkowników. Należy on do tabletów o raczej przeciętnych rozmiarach, za sprawą ekranu o przekątnej 10,95”, ale powiedziałabym, iż nie jest urządzeniem najcieńszym i najlżejszym w swojej klasie.

Obudowa nie jest metalowa. To tworzywo sztuczne o lekko gumowej powierzchni z tyłu – podatne na zarysowania, ale na pewno przyjemne w dotyku i zapewniające pewny chwyt. Co ciekawe, widać na niej nie tylko wyspę aparatów, zestaw przycisków, maskownice przyzwoicie grających głośników i mikrofonów oraz porty USB-C (aż dwa). Ten tablet ma też złącze słuchawkowe, co w dzisiejszych czasach jest rzadkością. Na tym jednak nie koniec, bo z tyłu urządzenia widać pokrywę zapewniającą łatwy dostęp do akumulatora (któremu towarzyszy slot na kartę microSD). Jest ona zamontowana na zaczepach i nie tak łatwo ją zdjąć, ale można przymknąć na to oko.

Łatwy dostęp do akumulatora to tylko jeden z wielu powodów, dla których Unia Europejska przyznała temu tabletowi klasę naprawialności A w bazie EPREL. Inne między innymi to łatwa dostępność części zamiennych i informacji dotyczących napraw (Lenovo udostępniło instrukcję naprawy w sieci). Ale czy ktoś bez doświadczenia z naprawą elektroniki byłby w stanie sam wymienić tu ekran i dokonać innych napraw? Instrukcja producenta wygląda na przejrzystą, ale naprawdę trudno mi to ocenić. Czy sama podjęłabym się naprawy takiego sprzętu? Nie. Takie podejście do prawa do naprawy na pewno można jednak pochwalić.

Dodam, iż urządzenie trafiło do mnie w zestawie z 45-watową ładowarką, przewodem USB-C, etui oraz charakterystycznym rysikiem. Wygląd tabletu oraz tych akcesoriów wyraźnie przypomina, iż należy on do rodziny Think.

Wspomnę jeszcze, iż do zestawu przycisków należy tu przycisk akcji, który może pełnić jedną z szeregu dostępnych funkcji – na przykład wyciszać urządzenie, włączać latarkę czy wykonywać zrzut ekranu. Dla wielu może być to praktyczny dodatek. Dwa porty USB-C to też zaleta, bo pozwalają jednocześnie ładować tablet i na przykład korzystać z myszki, zewnętrznego monitora lub innego sprzętu.

Kwestia wytrzymałości

Lenovo chwali się tym, iż ThinkTab X11 Gen 1 to tablet typu „rugged”, czyli taki, który ma charakteryzować się zwiększoną odpornością na uszkodzenia. O tej zwiększonej odporności ma świadczyć nie tylko zgodność ze standardem IP68, ale też MIL-STD-810H. To powiedziawszy, kupując sprzęt z takimi oznaczeniami, trzeba mieć pewne rzeczy na uwadze.

Po pierwsze wodoszczelność może ulegać z czasem degradacji. Po drugie, wystarczyłoby tu niedokładnie zamknąć pokrywę baterii, by do wnętrza urządzenia dostały się woda i pył. Innymi słowy, standard IP68 nie jest zaproszeniem do tego, by kąpać się z tabletem w basenie. To tylko koło ratunkowe – na wszelki wypadek – na przykład na wypadek ulewy.

Po drugie standard MIL-STD-810H jest standardem bardzo otwartym, bez niezależnej certyfikacji. Składa się on z niemal 30 różnych metod testowych, które obejmują sprawdzenie odporności m.in. na niskie i wysokie ciśnienie, drgania, pył, rdzę, szok termiczny, a choćby zagrzybienie, ale aby sprzęt otrzymał odpowiednie oznaczenie, wcale nie musi zdać wszystkich testów.

Jaką klasę wytrzymałości na swobodne spadki wielokrotne otrzymał bazie EPREL ThinkTab X11 Gen 1? Dopiero E, a raczej nie świadczy to o nim dobrze. Na pewno warto nosić go w dołączonym do zestawu etui, które jest dość grube i wystaje ponad ekran urządzenia, a więc ma szanse nieźle go chronić.

Wyświetlacz i rysik

Lenovo ThinkTab X11 Gen 1 ma 10,95-calowy panel IPS LCD o błyszczącej powierzchni, rozdzielczości 2560 x 1600 pikseli i odświeżaniu do 90 Hz. No cóż, muszę przyznać, iż nie jest to ekran, który mi przesadnie imponuje. Mamy tu zagęszczenie pikseli na tyle wysokie, by obraz był ostry, a reakcja na dotyk jest szybka, ale pozostałe parametry pozostawiają nieco do życzenia.

Przede wszystkim wypadałoby, żeby odświeżanie wynosiło 120 Hz. 90 Hz nie zapewnia tak wysokiej płynności, do jakiej jestem przyzwyczajona w tak wycenionych urządzeniach. Po drugie, ma on bardzo szerokie ramki, które ograniczają jego rzeczywistą przestrzeń roboczą.

Jasność sięgająca 800 nitów pozwala jeszcze odczytać zawartość ekranu w słońcu, ale jest to nieco utrudnione, także ze względu na dość wąskie kąty widzenia (w końcu to panel IPS) oraz błyszczącą powierzchnię, na której powstają dające się we znaki refleksy. Na szczęście choć producent deklaruje tu tylko 72% pokrycia palety NTSC, kolory są dość żywe i przyjemne w odbiorze.

Oczywiście wyświetlacz ten postrzegałabym zupełnie inaczej, gdyby tablet był znacznie łagodniej wyceniony. Tymczasem przy jego obecnym pozycjonowaniu można by prawie iż oczekiwać panelu OLED.

Warto przy okazji powiedzieć co nieco o akcesorium, które współpracuje bezpośrednio z ekranem, czyli o dołączonym do zestawu rysiku. Dostajemy go z dwiema dodatkowymi końcówkami, a za jego zasilanie odpowiada pojedyncza bateria AAA. Producent nie precyzuje, jaką dokładnie obsługuje łączność, ale na pewno nie łączy się z tabletem za pośrednictwem Bluetooth.

Jest to rysik o dość grubym przekroju, ale trzyma się go wygodnie. Przy przesuwaniu nim po ekranie widać delikatne opóźnienie w pojawianiu się na tym ekranie treści, ale jego możliwości w zupełności wystarczają do tworzenia notatek, a choćby rysowania – co sprawdziłam w aplikacjach Notatnik i Infinite Painter.

Ponadto w oprogramowaniu zaprogramowano dla rysika dwa gesty, które można spersonalizować. Przeciągnięcie go od lewego dolnego rogu domyślnie wywołuje usługę Easy Jot, która pozwala zrobić szybką notatkę na tle otwartego okna i zrobić zrzut ekranu, a przesunięcie od prawego dolnego rogu uruchamia aplikację Notatki.

Oprogramowanie i łączność

ThinkTab X11 Gen 1 działa pod kontrolą Androida 16, z drobnymi kosmetycznymi zmianami i dodatkowymi opcjami/funkcjami wprowadzonymi przez Lenovo. Należą do nich wspomniana wcześniej funkcja Easy Jot oraz usługa Smart Connect. Jest tu kilka dodatkowych, preinstalowanych aplikacji, ale to zdecydowana mniejszość.

Jeśli chodzi o wsparcie to Lenovo obiecuje na swojej stronie internetowej aktualizacje aż do Androida 18 włącznie oraz 4 lata aktualizacji zabezpieczeń (do 2030 roku). Mowa więc o czasie krótszym niż standardowym w branży, ale biorąc pod uwagę dotychczasową politykę Motoroli i Lenovo, nie jest on zaskakujący.

Spośród wspomnianych wcześniej funkcji, zarówno Easy Jot, jak i Smart Connect można uznać za praktyczne. Ze Smart Connect sama regularnie korzystam, bo mam telefon Motoroli i pozwala mi ona błyskawicznie przesyłać zdjęcia i filmy na komputer – bezprzewodowo, bez szukania kabla. Warto też wspomnieć, iż Android 16 oferuje tryb pulpitu.

Na pewno Lenovo mogłoby się tu pokusić o więcej opcji personalizacji. A co z AI? Usług, które wykorzystują sztuczną inteligencję jest tu bardzo mało, ale podejrzewam, iż część z Was to doceni. Znajdziecie tu przede wszystkim narzędzia do edycji zdjęć, funkcję zamiany szkicu na obraz w aplikacji Notatki oraz funkcję do transkrypcji mowy i tłumaczenia rozmów telefonicznych.

Na moduły związane z łącznością raczej nie można narzekać. Tablet obsługuje nie tylko Wi-Fi 6E i Bluetooth 5.4, ale też NFC. W sprzedaży dostępna jest choćby wersja z łącznością komórkową (podobno obsługująca też karty eSIM), ale mój egzemplarz jest jej pozbawiony.

Wydajność

Snapdragon 7s Gen 3 zastosowany w tym tablecie to dość osobliwy wybór. Mowa bowiem o blisko dwuletnim układzie, dedykowanym urządzeniom z co najwyżej średniej półki. ThinkTab X11 Gen 1 nie może się pochwalić zatem zbyt dużą wydajnością, zwłaszcza iż oferuje przestrzeń na dane w standardzie UFS 3.1 i 8 GB pamięci RAM, choć przynajmniej w tym wypadku LPDDR5X.

Wyniki benchmarków mówią same za siebie, ale jak tablet działa na co dzień? No cóż, płynności trochę mu brakuje. Animacje potrafią zaklatkować, a aplikacje nie wczytują się błyskawicznie. Urządzenie nie nagrzewa się jednak, choćby w stress teście (ale trzeba zadawać sobie sprawę z tego, iż idzie to w parze z niskim wynikiem końcowym).

Bateria

Producent postawił tutaj na litowo-jonowy akumulator o potężnej pojemności aż 10 200 mAh. W teorii taka wartość powinna zapewniać świetne czasy pracy. Jak jest w praktyce? W moim teście odtwarzania wideo urządzenie wytrzymało 20 godzin i 45 minut, czyli naprawdę długo. W codziennym użytkowaniu spokojnie można tu liczyć choćby na dwa dni działania.

W pudełku znajdziemy ładowarkę, co przy dzisiejszych rynkowych trendach (a raczej ich braku) zasługuje na odnotowanie. Tablet obsługuje jednak ładowanie z dość przeciętną mocą 45 W. To pozwala uzupełnić wspomniane spore ogniwo w kilka mniej niż dwie godziny.

Najważniejszym punktem programu jest jednak to, co wspomniałam już na początku – ta bateria jest w pełni i łatwo wymienialna. jeżeli po dwóch lub trzech latach intensywnego użytkowania jej pojemność znacznie się zmniejszy, nie musicie wydawać fortuny w serwisie ani kupować nowego tabletu. Wystarczy dokupić nowe ogniwo, zdjąć tylną pokrywę i dokonać wymiany we własnym zakresie, zgodnie z instrukcją Lenovo. To genialny ukłon w stronę ekologii i żywotności sprzętu.

Tablet może działać choćby bez baterii, na stałe podłączony do ładowarki. To brzmi świetnie, o ile chcielibyście na stałe trzymać taki tablet na biurku czy na ladzie sklepu – wtedy nie będziecie niepotrzebnie degradować akumulatora.

Możliwości fotograficzne

ThinkTab X11 Gen 1, jak to tablet, oferuje skromne zaplecze fotograficzne, bo z przodu znalazł się tu pojedynczy sensor o rozdzielczości 8 MP, a z tyłu 13-megapikselowy aparat z autofokusem. Dlatego też jego zdjęcia nie są zdumiewające. To urządzenie pozwoli w razie potrzeby zeskanować dokument czy slajd z prezentacji oraz włączyć kamerkę podczas wideokonferencji, ale bez fajerwerków. Kilka przykładowych zdjęć zostawiam poniżej.

Podsumowanie

Lenovo ThinkTab X11 Gen 1 to urządzenie, które na współczesnym rynku elektroniki użytkowej jest swego rodzaju ewenementem. W erze, w której producenci przyzwyczaili nas do jednorazowych, niemal niemożliwych do samodzielnej naprawy konstrukcji, Lenovo serwuje sprzęt idący pod prąd panującym trendom. Łatwy dostęp do w pełni wymiennego akumulatora, udostępnienie oficjalnych instrukcji serwisowych oraz unikalna możliwość pracy tabletu na stałym zasilaniu sieciowym z pominięciem baterii to wyraźne kroki w stronę ekologii i długowieczności. Pod kątem samej idei „prawa do naprawy”, najwyższa klasa naprawialności przyznana przez Unię Europejską jest tu w pełni zasłużona.

Czar jednak nieco pryska, gdy na ThinkTaba X11 Gen 1 spojrzymy przez pryzmat jego ceny i czysto technicznych możliwości. Kwota rzędu 2500–2700 złotych stawia ten tablet na półce, na której konsumenci oczekują już bezkompromisowej płynności i świetnych multimediów. Tymczasem zastosowany tu blisko dwuletni, średniopółkowy procesor, połączony z panelem IPS o odświeżaniu zaledwie 90 Hz i szerokich ramkach, wyraźnie odstaje od standardów tej klasy.

Ostatecznie Lenovo stworzyło udany manifest technologiczny, który jednak wymaga od użytkownika pójścia na spore kompromisy. Z jednej strony otrzymujemy potężną baterię 10 200 mAh gwarantującą świetny czas pracy, bogaty zestaw akcesoriów opcjonalnie z rysikiem w pudełku oraz podwójny port USB-C. Z drugiej – deklaracje o podwyższonej odporności zderzają się z niską oceną odporności na upadki w bazie EPREL, a wsparcie systemowe kończące się na Androidzie 18 wypada blado na tle rynkowych rywali. To sprzęt skrojony pod bardzo konkretnego odbiorcę, dla którego łatwość serwisu i długie lata eksploatacji bez odwiedzania autoryzowanych punktów są ważniejsze niż bezwzględna wydajność.

Mocne strony:

  • Wysoka naprawialność
  • Możliwość pracy bez baterii
  • Długi czas pracy na baterii
  • Łatwy dostęp do akumulatora
  • Ładowarka, etui i opcjonalnie rysik w zestawie
  • Funkcjonalne dodatki w oprogramowaniu

Słabe strony:

  • Niewspółmierna do ceny wydajność
  • Przeciętne parametry ekranu
  • Mimo oznaczenia MIL-STD-810H tablet otrzymał klasę E odporności na upadki
Lenovotablety
Idź do oryginalnego materiału