System kaucyjny dyskryminuje wieś. „W zasadzie nie istnieje”

konto.spidersweb.pl 4 godzin temu

Związek Gmin Wiejskich RP twierdzi, iż nie ma choćby co działać, bo system kaucyjny na terenach wiejskich w zasadzie nie istnieje. „Rzeczywistość jest surowa” – przekonują.

Krytyka systemu kaucyjnego bardzo często dotyczy kolejek przy automatach i awarii maszyn, przez co cały proces zwrotu opakowań się opóźnia. Mieszkańcy większych miejscowości mają jednak alternatywy i chodzi nie tylko o rządową sugestię, aby poszukać innych punktów. Można zamówić odbiór butelek i puszek przez kuriera albo liczyć na to, iż sąsiad nie przejmuje się komentarzami osób z internetu i zarabia na zbieraniu kaucyjnych produktów. A na wsi?

Na wsi mogą zaś powiedzieć: ciesz się, mieszczuchu, z automatu niedziałającego, bo mógłbyś nie mieć żadnego.

W teorii powinien przypadać jeden punkt zbiórki na gminę

– I nie ma problemu, żeby udowodnić, iż tak nie jest – podmioty, które zobowiązały się do tego, by stworzyć system, nie wywiązały się z zadania – przekonuje w rozmowie z Portalem Samorządowym Mariusz Marszał, zastępca dyrektora Biura Związku Gmin Wiejskich RP, stwierdzając dodatkowo, iż „rzeczywistość jest brutalna dla gmin wiejskich”.

Dużych sieci na terenach wiejskich z oczywistych względów brakuje, a małe sklepiki nie zdecydowały się prowadzić zbiórki. Rząd liczył na to, iż będzie inaczej, wymieniając wcześniej „korzyści dla właścicieli sklepów z przystąpienia do systemu w pełnym zakresie”.

Miało to być m.in. zatrzymanie klienta, który nie będzie jechał do dużej sieci, aby zwrócić opakowania, tylko odbierze kaucję u siebie, po sąsiedzku. A może przy okazji dokupi pieczywo, ser i kawałek ciasta?

Zdaniem Związku Gmin Wiejskich RP nic takiego się jednak nie stało, a przynajmniej nie od razu. „Ciężko jest w ogóle mówić o jakimkolwiek systemie na terenach wiejskich” – uważa Mariusz Marszał.

Sam byłem w sobotę na zakupach. Niby punkt odbioru jest w sąsiedniej miejscowości, ale to oznacza odległość 12 kilometrów. Do tego ludzie stoją z workami butelek. Jedna osoba obsłużona, druga osoba obsłużona, trzecia obsłużona i… maszyna zablokowana. Ludzie ładują z powrotem te worki do samochodu – to mówi samo za siebie! W miastach sytuacja wygląda inaczej, można pójść do sąsiedniego sklepu i te butelki oddać; na wsi nie.

Warto podkreślić, iż jeżeli sklep objęty jest systemem kaucyjnym, to musi przyjąć opakowania. Niedziałający automat nie jest powodem do odmowy. Ministerstwo o tym przypomina, ale jak widać nie wszyscy wiedzą, jakie obowiązki mają handlowe sieci. Kamyczkiem do ich ogródka może być więc to, iż same specjalnie o tym najwidoczniej nie przypominają, skoro rozczarowani klienci po prostu odchodzą od maszyn, zamiast udać się z butelkami i puszkami do kasy.

Według ostatnich rządowych statystyk w całym kraju funkcjonuje 52 tys. miejsc, w których można oddać opakowania

Rząd jednak nie zdradził, ile z nich znajduje się w dużych miastach, ale i w mniejszych ośrodkach. Wiemy natomiast, iż „sklepy poniżej 200 m kw. odgrywają istotną rolę”, ponieważ w lokalnych placówkach działa ok. 24 tys. miejsc przyjmowania opakowań, „co znacząco zwiększa dostępność systemu”, jak podkreślało Ministerstwo Klimatu i Środowiska. To 46 proc. wszystkich punktów zwrotu.

Dla lokalnych przedsiębiorców udział w tym mechanizmie oznacza realne korzyści: dodatkowe wpływy z opłaty handlingowej oraz przyciągnięcie klientów. Dzięki temu system budowany jest w oparciu o codzienne potrzeby mieszkańców, pozwalając im na wygodny zwrot opakowań przy okazji codziennych zakupów, bez konieczności wyprawy do dalekiego marketu – przekonywał rząd.

Gdzie oddawać opakowania w małych miejscowościach? Niedawno sieć Dino pochwaliła się, iż liczy 3094 sklepy. Coraz częściej placówki można spotkać też w miastach, ale przed dłuższy czas koncentrowano się głównie na małych i średnich miejscowościach, a choćby wsiach. Dino ostatnio zapowiedziało, iż stawiać będzie automaty, więc dojdzie do tego nie tylko zbiórka manualna.

Niedawno Żabka ujawniła, iż 45 proc. ich sklepów funkcjonuje w miejscowościach liczących poniżej 60 tys. mieszkańców. Owszem, „poniżej 60 tys. mieszkańców” to całkiem pokaźny zbiór, który może być zdominowany przez średnie miasteczka, a nie wsie, ale w teorii alternatywa jest. A Żabka dobrowolnie przystąpiła do systemu kaucyjnego.

Podam przykład najgorszy z możliwych, bo anegdotyczny

W mojej rodzinnej niedużej gminie znajdują się co najmniej dwa sklepy Dino. Małe sklepiki praktycznie już nie istnieją, więc choćby jakby ktoś chciał, to nie może ponarzekać, iż u siebie na wsi nie odda puszki w butelkomacie, bo właściciel nie zainwestował – małego handlu nie ma. I owszem, można narzekać, iż do Dino nie każdy ma blisko, ale to i tak jedyna opcja zakupowa poza wyjazdem do sąsiednich, większych gmin.

Gmina gminie, tak jak wieś wsi nierówna. Rząd powinien wsłuchiwać się w głosy i sprawdzać, czy małe miejscowości nie zostały wykluczone z systemu kaucyjnego przez brak punktów zbiórek. Z raportu operatora Kaucja.pl „Puls systemu”, podsumowującego pierwsze miesiące systemu kaucyjnego w Polsce, wynika, iż główną barierą w systemie kaucyjnym jest właśnie niewystarczająca liczba punktów. 34 proc. badanych oczekuje większej liczby punktów zwrotu, a 32 proc. ich bliższej lokalizacji.

Te oczekiwania można jednak łatwo spełnić.

– Mamy 8 tys. recyklomatów na rynku, kolejne 8 tys. jest zamówionych. Szacujemy, iż do końca roku na rynku pojawi się pewnie około 15 tys. punktów zbiórki wyposażonych w recyklomaty i drugie tyle punktów zbiórki manualnej – powiedział agencji informacyjnej Newseria Piotr Okurowski, prezes Kaucja.pl.

BuyboxFast

Grafika przerobiona przy pomocy AI.

Idź do oryginalnego materiału