Test Samsunga Galaxy S25 FE. Sprawdziłem, czy w 2026 roku warto wydać na niego pieniądze

7 godzin temu

Samsung Galaxy S25 FE trafił w moje ręce i od razu wzbudził mieszane uczucia. Z jednej strony zachwyca designem i użytecznymi funkcjami AI. Z drugiej, pewne oszczędności producenta mogą być trudne do zaakceptowania dla wymagającego użytkownika. Czy odchudzona wersja flagowca to wciąż król opłacalności, czy może lepiej poszukać alternatywy?

Nie tak dawno Samsung przyniósł nam kolejną odsłonę serii „Fan Edition”, która od lat ma jasny cel. Dostarczyć doświadczenia klasy premium w cenie, która nie zmusza do pogrążenia swoich finansów. Samsung Galaxy S25 FE wylądował na moim biurku w wersji 8 / 128 GB i w intrygującym kolorze Icyblue. Przez ostatnie kilkanaście dni był moim głównym narzędziem pracy i rozrywki. Sprawdziłem go w pracy, w podróży i podczas leniwych wieczorów z serialami.

Specyfikacja techniczna:

Pierwsze wrażenie i zawartość pudełka. Minimalizm posunięty do granic

Zacznijmy od tego, co widzimy na samym początku. jeżeli spodziewacie się, iż wydając niemałą kwotę na telefon w 2026 roku, zostaniecie rozpieszczeni przez producenta bogatym zestawem sprzedażowym, to już wiecie, iż tak nie będzie. Cienkie, wręcz ascetyczne opakowanie od razu zdradziło, iż Samsung konsekwentnie wbija się w panujący „ekologiczny” trend (czytaj: cięcie kosztów logistycznych i produkcyjnych) i poszedł po najmniejszej linii oporu.

W zestawie znajdziemy jedynie telefon, kabel USB-C (z obu stron), skróconą instrukcję obsługi oraz kartę gwarancyjną. Nie szukajcie głębiej, nie potrząsajcie pudełkiem – nie znajdziecie tam ładowarki. O etui czy słuchawkach, które kiedyś były standardem, możemy już tylko pomarzyć – to definitywnie nie ta epoka. Jest to bolesne, zwłaszcza gdy uświadamiamy sobie, iż aby skorzystać z pełnej mocy ładowania (45 W), musimy udać się do sklepu i wydać kolejne choćby ponad 200 złotych na odpowiednią kostkę. Pierwsze wrażenie? Mieszane. Telefon broni się sam, ale otoczka zakupowa pozostawia niedosyt.

Design i ergonomia Samsunga S25 FE. Piękny, lekki, ale śliski jak lód


Nie będę ukrywał, iż od dłuższego czasu jestem fanem telefonów Samsunga. Po wyjęciu z pudełka Samsung Galaxy S25 FE prezentuje się naprawdę dobrze. Widać tu wyraźne inspiracje flagową serią S25. Samsungowi udało się odchudzić konstrukcję względem poprzednika (S24 FE) – telefon waży teraz 190 gramów (zamiast 213 g) i ma zaledwie 7,4 mm grubości. To czuć w dłoni. Urządzenie nie ciąży, jest świetnie wyważone, a cieńsze, niemal symetryczne ramki wokół ekranu nadają mu nowoczesnego, lekkiego charakteru. Srebrna ramka wykonana z Armor Aluminum oraz matowe, szklane plecki w kolorze Icyblue wyglądają świetnie. Matowe wykończenie ma tę zaletę, iż praktycznie nie zbiera odcisków palców, dzięki czemu telefon długo wygląda na czysty. Niestety, estetyka w tym przypadku wygrywa z ergonomią chwytu.

Trzymając S25 FE w dłoni, miałem nieodparte wrażenie, iż za chwilę mi z niej wypadnie. Dodatkowo, system aparatów na tylnej obudowie mocno wystaje ponad bryłę urządzenia. Położony na płaskim blacie telefon buja się przy każdym dotknięciu ekranu, co bywa irytujące podczas pisania wiadomości, gdy telefon leży na biurku. Wniosek jest prosty: etui powinno być pierwszym zakupem, zanim wyruszycie z telefonem w miasto. Ryzyko wyślizgnięcia się urządzenia jest po prostu zbyt duże, mimo zastosowania wytrzymałego szkła Gorilla Glass Victus+.

Na plus zasługuje wodoszczelność potwierdzona certyfikatem IP68 (odporność na zanurzenie do 1,5 metra przez 30 minut). Dzięki temu nie bałem się korzystać z telefonu na zewnątrz podczas opadów deszczu. Jakość spasowania elementów jest wzorowa. Nic nie trzeszczy, przyciski mają przyjemny skok. To solidna półka niemalże premium.

Ekran w Samsung S25 FE. Multimedialna bestia, która nie boi się słońca

Ekran to element, w którym Samsung rzadko zawodzi, i S25 FE nie jest tu wyjątkiem. Mamy do czynienia z 6,7-calowym panelem Dynamic AMOLED 2X o rozdzielczości Full HD+ (1080 × 2340 pikseli). jeżeli lubicie „samsungowe”, mocno nasycone kolory i głęboką czerń, będziecie zachwyceni.

To, co zrobiło na mnie największe wrażenie, to jasność maksymalna panelu, sięgająca 1900 nitów. Podczas testów, choćby w pełnym słońcu na zewnątrz, zawartość ekranu była doskonale widoczna. Nie musiałem szukać cienia, by odpisać na wiadomość czy sprawdzić mapę. Funkcja Vision Booster świetnie podbija kontrast w trudnych warunkach oświetleniowych.

Odświeżanie 120 Hz sprawia, iż interfejs pływa pod palcami. Przewijanie stron internetowych czy animacje systemowe są niezwykle płynne. Jest jednak pewien haczyk techniczny, o którym warto wspomnieć. W przeciwieństwie do droższych modeli, ekran w S25 FE nie jest wykonany w technologii LTPO, która pozwala na zejście z odświeżaniem do 1 Hz. Tutaj mamy adaptacyjne przełączanie (zazwyczaj 60-120 Hz), co jest standardem w tej klasie, ale nie jest to szczyt technologicznych możliwości roku 2026. Mimo to, oglądanie filmów czy granie na tym wyświetlaczu to czysta przyjemność.

Wydajność i kultura pracy. Czy Exynos 2400 daje radę?

Sercem testowanego modelu jest procesor Samsung Exynos 2400 (wersja zoptymalizowana dla FE), wspierany przez 8 GB pamięci RAM. Wiem, iż procesory te mają wśród entuzjastów technologii różną opinię, często zarzuca się im gorszą kulturę pracy niż konkurencji ze stajni Qualcomm. Jak jest w rzeczywistości?

Muszę przyznać, iż Samsung Galaxy S25 FE pozytywnie mnie zaskoczył. Procesor to może nie jest jakiś demon wydajności bijący rekordy w benchmarkach, ale w codziennym użytkowaniu działa bardzo płynnie. Przez cały okres testów nic się nie zawieszało, aplikacje uruchamiały się błyskawicznie, a przełączanie się między nimi było bezproblemowe.

Wracając jeszcze do pamięci RAM, warto wspomnieć o funkcji RAM Plus, która pozwala wirtualnie rozszerzyć pamięć operacyjną kosztem pamięci wewnętrznej. W ustawieniach telefonu możemy zdecydować, ile dodatkowych gigabajtów chcemy przydzielić systemowi – do wyboru mamy opcje: 2, 4, 6, a choćby 8 GB.

Producent chwali się zastosowaniem powiększonej komory parowej (o 13% większej niż wcześniej) i to czuć. Telefon robi się ciepły podczas dłuższego grania czy nagrywania wideo w wysokiej rozdzielczości, ale nigdy nie osiągnął temperatury, która byłaby niekomfortowa. System chłodzenia radzi sobie z odprowadzaniem ciepła, a wydajność pozostaje stabilna. Obsługa Ray Tracingu sprawia, iż gry wyglądają świetnie, a kolory są ostre i żywe. Dla wielu użytkowników moc obliczeniowa tego telefona będzie w zupełności wystarczająca na najbliższe kilka lat. Ale jeżeli szukasz maksymalnej mocy, to nie tutaj.

Galaxy AI w praktyce. Magia czy marketing?

Samsung mocno promuje funkcje sztucznej inteligencji i S25 FE jest jedną z tańszych bram do tego świata. Telefon działa pod kontrolą Androida 16 z nakładką One UI 8. System jak system, bez zaskoczeń, typowy dla Samsunga.

Z kolei funkcje AI momentami faktycznie bywają przydatne i wychodzą poza sferę ciekawostek.

  • Inteligentna edycja zdjęć: To funkcja, która wywołała u mnie efekt wow. Być może dlatego, iż w moim poprzednim Galaxy tego nie miałem. Możemy w galerii dorysować manualnie (nawet nieudolnie) jakiś element, np. kota, drzewo czy okulary, a oprogramowanie rozpozna nasz szkic i wstawi w to miejsce realistycznie wyglądający obiekt wygenerowany przez AI. Wygląda to zaskakująco dobrze i pozwala na kreatywną zabawę.
  • Studio portretu: Gdy wykonamy zdjęcie twarzy, AI pozwala przerobić je na komiks, postać z kreskówki 3D, akwarelę czy szkic. Efekty są ciekawe, ale traktuję to raczej jako zabawę na raz, by wysłać znajomym. Nie zauważyłem w tym zbytniego realizmu. Twarze często wyglądają dość sztucznie, ale jako funkcja rozrywkowa – spełnia swoje zadanie.
  • Produktywność: Tłumaczenie rozmów na żywo działa nieźle, zwłaszcza w formie tekstowej na ekranie. Asystent transkrypcji potrafi zamienić nagranie głosowe na tekst i zrobić z niego podsumowanie. Genialna sprawa dla studentów czy dziennikarzy.
  • Audio Eraser: Kolejna perełka. Możemy usunąć niepotrzebny dźwięk z nagrań wideo. Szczekający pies w tle czy szum ulicy? AI radzi sobie z wycięciem tych pasm zaskakująco dobrze, zostawiając wyraźny głos rozmówcy.

Co ważne, Samsung obiecuje aż 7 lat aktualizacji systemu i zabezpieczeń. To potężny argument za zakupem, jeżeli planujecie używać telefonu przez długi czas.

Pamięć do wyboru. 128 GB to pułapka

W moje ręce trafiła wersja z 128 GB pamięci na dane. Muszę to napisać wprost. W 2026 roku taka pojemność to za mało. System operacyjny i pliki systemowe zajmują sporą część tego miejsca już na starcie. Kilka cięższych gier, trochę filmów w 4K, archiwum zdjęć i nagle okazuje się, iż musimy żonglować danymi.

Największym problemem jest brak slotu na kartę pamięci microSD. To decyzja producenta, która boli najbardziej w tańszych wersjach flagowców. Nie dołożymy tu miejsca za grosze. Dlatego, jeżeli rozważacie zakup S25 FE, z całego serca rekomenduję dopłatę do wersji 256 GB. Lepiej to przemyśleć przed zakupem.

Z kolei jeżeli chodzi o baterię, ogniwo o pojemności 4900 mAh to krok w dobrą stronę (wzrost o 200 mAh względem poprzednika). Telefon nie jest demonem baterii, który wytrzyma dwa dni bez ładowarki, ale jest solidnie. Przy normalnym użytkowaniu – social media, zdjęcia, komunikatory, ciągle włączone LTE/5G – S25 FE bez problemu wytrzymywał od rana do wieczora. Przez cały dzień pracy nie musiałem nerwowo spoglądać na procenty naładowania.

Ładowanie przewodowe o mocy 45 W pozwala naładować telefon do około 65% w pół godziny. Jest to wynik przyzwoity, choć chińska konkurencja potrafi to robić szybciej. Na plus zaliczam obecność ładowania bezprzewodowego oraz zwrotnego.

W kwestii łączności nie mam żadnych zastrzeżeń. 5G działa stabilnie, płatności NFC są realizowane błyskawicznie, a czytnik linii papilarnych pod ekranem jest szybki i celny. Świetnie sprawdza się Quick Share. Przesyłanie dużych plików wideo między telefonem a innym urządzeniem Samsunga trwa sekundy. Ciekawostką jest automatyczne wykrywanie zewnętrznych mikrofonów po podłączeniu przez USB-C. Telefon od razu przełączał się na zewnętrzne źródło dźwięku, co docenią twórcy wideo.

Przyzwoity aparat w Samsungu S25 FE

Zestaw aparatów w S25 FE to klasyka gatunku:

  • Główny: 50 MP, f/1.8 z OIS
  • Ultraszerokokątny: 12 MP
  • Teleobiektyw: 8 MP (3x zoom optyczny)
  • Selfie: 12 MP

W dzień aparat wypada przyzwoicie. Zdjęcia wychodzą ostre, wyraźne, z typową dla Samsunga, lekko podbitą kolorystyką, która cieszy oko. Zoom optyczny 3x jest bardzo użyteczny i zachowuje detale. Telefon oferuje też 30-krotny Space Zoom, ale traktowałbym to jako ciekawostkę. Jakość przy takim zbliżeniu drastycznie spada i zdjęcia przypominają malarstwo impresjonistyczne.

Tryb portretowy to jeden z mocniejszych punktów. Telefon bardzo ładnie odcina tło, tworząc naturalny efekt rozmycia (bokeh). Co ważne, wykrywa nie tylko ludzi, ale i zwierzęta. Zdjęcia mojego kota wyglądały profesjonalnie. W tym trybie możemy korzystać zarówno z przedniej, jak i tylnej kamery. Podobnie jest z wideo portretowym. Daje to fajny efekt niemal kinowy. Zresztą sama jakość wideo jest na wysokim poziomie.

Zdjęcia nocne? Tu niestety pojawiają się pewne schody. Choć do podstawowych fotografii oświetlonego budynku aparat się nada, to nie zrobił on na mnie szczególnego wrażenia. Zdjęcia po zmroku tracą na szczegółowości, pojawia się ziarno, a algorytmy momentami zbyt agresywnie próbują rozjaśnić kadr. W porównaniu do pełnoprawnego Galaxy S25, widać tu, gdzie poczyniono oszczędności. Zabrakło mi efektu wow, który towarzyszyłby mi przy edycji zdjęć.

Jakość dźwięku i głośniki. Jest dobrze

Nie ukrywam, iż należę do grona użytkowników, dla których jakość audio – a przede wszystkim jego głośność – stoi na równi z możliwościami fotograficznymi. W tej materii Samsung Galaxy S25 FE radzi sobie naprawdę dobrze i nie daje powodów do narzekań. Producent wyposażył ten model w głośniki stereo, które grają czysto, donośnie i z zachowaniem odpowiedniego balansu między kanałami.

Oczywiście, fizyki nie oszukamy. Choć niskie tony są obecne i wypadają poprawnie, nie spodziewajcie się basowego uderzenia, które zastąpi wam dedykowany głośnik Bluetooth. To wciąż tylko smukły telefon, a nie sprzęt estradowy. Mimo to, do oglądania filmów, grania czy słuchania podcastów bez słuchawek, ten zestaw sprawdza się wyśmienicie i jest po prostu solidny.

Czy warto więc kupić Samsunga Galaxy S25 FE?

Samsung Galaxy S25 FE to telefon pełen sprzeczności, ale jako całość po prostu działa i robi to dobrze. To bardzo dojrzała konstrukcja, która w 2026 roku ma swoje miejsce na rynku. Jest to idealny wybór dla osób, które chcą wejść w ekosystem Samsunga, zależy im na długim wsparciu (7 lat aktualizacji!), świetnym ekranie i funkcjach AI, ale nie chcą wydawać fortuny na modele z serii Ultra. Telefon działa płynnie, wygląda nowocześnie i oferuje większość funkcji flagowców.

Jednakże, decydując się na ten model, musicie być świadomi kompromisów. Braku ładowarki w pudełku, przeciętnych zdjęć nocnych i – co najważniejsze – ograniczonej pamięci w wersji podstawowej.

Moja ogólna ocena: To dobry telefon, który mógłby zostać ze mną na dłużej, ale zdecydowanie w większej wersji pamięciowej.

ZALETY:

  • Jakość wyświetlacza: Jasny, czytelny Dynamic AMOLED 2X 120 Hz.
  • Funkcje AI: Inteligentna edycja, Audio Eraser i tłumaczenia są naprawdę użyteczne.
  • Wydajność: Płynne działanie systemu i gier, brak przegrzewania.
  • Design: Nowoczesny wygląd, cienkie ramki, wodoszczelność IP68.
  • Tryb portretowy: Świetne odcięcie tła na zdjęciach i wideo.
  • Wsparcie: 7 lat aktualizacji to gwarancja spokoju.

WADY:

  • Pamięć 128 GB: Brak slotu kart SD sprawia, iż ta wersja gwałtownie się zapycha.
  • Zdjęcia nocne: Przeciętna jakość po zmroku, brak efektu wow.
  • Śliska obudowa: Telefon łatwo wyślizguje się z dłoni, etui jest niezbędne.
  • Odświeżanie: Brak technologii LTPO (zmiennej częstotliwości odświeżania od 1 Hz).

Telefon można zakupić od kwoty nieco ponad 2100 złotych. jeżeli szukasz niezawodnego telefona na lata i jesteś w stanie od razu dokupić etui oraz ładowarkę, a także wybierzesz wersję 256 GB – będziesz z S25 FE zadowolony. W przeciwnym razie, 128 GB może okazać się wąskim gardłem, które gwałtownie zacznie irytować.

SamsungSamsung Galaxy S25smartfon
Idź do oryginalnego materiału