
Polscy inżynierowie stworzyli mordercze miny przeciwpiechotne. Wśród nich są miny wyskakujące w górę i rozsiewające w koło chmurę odłamków oraz miny wyzwalane poprzez pociągnięcie linki.
W lutym 2026 r. Polska przestała być stroną traktatu ottawskiego. Zakazuje krajom, które są stroną konwencji, użycia, składowania, produkcji i przekazywania min przeciwpiechotnych oraz nakazuje zniszczenie zapasów tej broni.
Polska zdecydowała się na wystąpienie z konwencji ottawskiej ze względu na zagrożenie ze strony Rosji, która sama nigdy nie popisała traktatu. Miny przeciwpiechotne wracają więc do wyposażenia polskiego wojska i mają być bronią, która ograniczy przeciwnikowi manewr, zdolność infiltracji i atakowania naszego terytorium.
Polska była stroną konwencji ottawskiej od 1997 r. i zgodnie z jej zapisami zniszczyła wszystkie zapasy min przeciwpiechotnych. Zapasy trzeba więc uzupełniać od zera.
Polski przemysł zbrojeniowy oraz nasi naukowcy i inżynierowie przystąpili nad pracami nad opracowaniem nowych min, a efekty można było zobaczyć na ostatnim Międzynarodowym Salonie Przemysłu Obronnego 2026 w Kielcach, który miał miejsce na początku września.
Zahaczysz i wybucha
Wśród firm, które zaprezentowały tam nowe miny przeciwpiechotne był Wrocławski Wojskowy Instytut Techniki Inżynieryjnej.
Miny przeciwpiechotne to środek walki, którego brakowało przez długi czas. Stanowią one chociażby uzupełnienie przeciwpancernych pól minowych czy zabezpieczenie wszelkiego rodzaju fortyfikacji, schronów, okopów i transzei – powiedział serwisowi Polska Zbrojna ppłk rez. Paweł Medyński z WITI, który przez wiele lat pracował w wojskach inżynieryjnych jako saper i technik.
Wrocławski Wojskowy Instytut Techniki Inżynieryjnej pokazał na targach minę MOD-26, która opracował wspólnie z firmami Wifama i ZSP Niewiadów. Jest ona rozwinięciem miny sygnalizacyjnej Płomień 60. – Wyposażona ona była w odciąg i gdy przechodzący żołnierz zahaczył o linkę, wyrzucała flarę sygnalizacyjną ostrzegając o pojawieniu się wroga na linii obrony lub w chronionym obszarze – wyjaśnia Polsce Zbrojnej ppłk Medyński.
Na tej samej zasadzie działa mina przeciwpiechotna. Do miny MOD-26 przymocować można dwie linki o długości do 10 m. Gdy przeciwnik zahaczy o linkę mina wybucha rozrzucając dookoła 400 metalowych kulek. – Promień rażenia, który może okazać się śmiertelny, wynosi 10 m. Mina jest jednak skuteczna także na dystansie 15–20 m – podkreśla ppłk rez. Paweł Medyński.
Dodaje on, iż mina jest już gotowa do produkcji podobnie jak cała linia technologiczna.
Wojskowy Instytut Techniki Inżynieryjnej opracował również minę MND, która uruchamiana jest poprzez nacisk. Eksplozja następuje po tym gdy nastąpi na nią żołnierz.
Najbardziej niezwykła jest mina wyskakująca
W morderczym arsenale pojawiła się także mina wyskakująca PM-104T. Wojskowy Instytut Techniki Inżynieryjnej stworzył ją w kooperacji z firmą Pronit. W momencie detonacji mina wyrzuca w górę kulę z materiałem wybuchowym i odłamkami. Kula ta eksploduje na wysokości od 2,5 do 3,5 m rozsiewają dookoła morderczą chmurę odłamków.
W jej wnętrzu umieszczono 1600 stalowych kulek. W momencie prędkości osiągają one choćby 400 m/s dosłownie szatkując wszystko dookoła. Skuteczny zasięg miny to 20 m i na tym dystansie jest ona w stanie zabić przeciwnika.
Kluczowe cechy tej konstrukcji to jej kulisty kształt oraz wysokość, na której dochodzi do eksplozji. Dzięki temu mina działa nie tylko w płaszczyźnie poziomej, ale również z góry razi żołnierza, który leży, czołga się albo ukrywa za jakimś obiektem. PM-104T może być detonowana na kilka sposobów: odciągowo, elektrycznie oraz poprzez czujnik naciskowy zamykający obwód i powodujący inicjację wybuchu – tłumaczy ppłk Medyński.
Mina PM-104T umożliwia stworzenie kierowanych i zdalnie sterowanych pól minowych.
Inną nowością pokazaną w Kielcach była mina hybrydowa MP-103T, łączą cechy kierunkowej miny odłamkowej oraz pocisku kumulacyjnego, co pozwala im razić zarówno siłę żywą, jak i cele opancerzone dzięki pocisku formowanego wybuchowo (EFP). Miedziana wkładka kumulacyjna w momencie eksplozji tworzy pocisk zdolny do przebicia pancerza.
Zgodnie z deklaracjami Wojskowego Instytutu Techniki Inżynieryjnej we Wrocławki mina ta może przebić 50 mm stali pancernej z odległości 20 m.
Wojsko chce liczyć miny w milionach
Skala planów związanych z odtworzeniem umiejętności produkcji min przeciwpiechotnych jest znacznie większa niż kilka prototypów pokazanych na targach.
Agencja Uzbrojenia przeprowadziła w marcu 2026 r. wstępne konsultacje dotyczące zakupu różnych rodzajów min. W przywoływanych dokumentach wymieniono m.in. miny kierunkowe, wyskakujące, naziemne oraz naciskowe.
Jednocześnie państwo rozwija zdolności związane z minowaniem przeciwpancernym. W kwietniu MON podpisało z Bydgoskimi Zakładami Elektromechanicznymi Belma kontrakt o wartości około 3,4 mld zł brutto na dostawy kilkudziesięciu tysięcy kaset minowych przeznaczonych do systemów minowania narzutowego. Dostawy zaplanowano na lata 2027–2029.















