
Przesiadka na tegoroczny flagowiec Samsunga to najlepsza technologiczna decyzja od lat. W Galaxy S26 elastyczny system znaczy dla mnie więcej niż utarte schematy.
Na start musimy zestawić najważniejsze liczby, bo bez nich ten tekst nie miałby odpowiedniego kontekstu. Samsung Galaxy S26 w podstawowej wersji z 256 GB pamięci kosztuje w Polsce (na start, bez promocji) 4499 zł.
Wariant wyposażony w 512 GB wyceniono na 5399 zł, choć w przedsprzedaży można było go upolować za te bazowe 4499 zł. Dla porównania: podstawowy iPhone 17 z 256 GB pamięci startował z pułapu 3999 zł, czyli o pół tysiąca złotych mniej.
Pewnie zastanawiacie się, dlaczego podczas testów chętniej sięgałem po koreańskiego Androida, skoro za mniejsze pieniądze czekał na mnie nowy iPhone. Przyznam szczerze: lata obcowania ze sprzętem Tima Cooka sprawiły, iż technologicznie wpadłem w sporą rutynę. Kiedy w ramach próby na dłużej przesiadłem się na telefon Samsunga, zacząłem wyraźnie dostrzegać rynkowe różnice. Jakie?
Ewolucja wymiarów
Samsung Galaxy S26 fot. Spider’s Web (Oliwier Nytko)Z mojej perspektywy Galaxy S26 to aktualizacja zeszłorocznego modelu, a nie rewolucja robiona wyłącznie pod banery promocyjne.
Producent powiększył ekran z 6,2 do 6,3 cala, oferując mi dokładnie taką samą przekątną, jaką dysponuje iPhone 17. Urządzenie urosło minimalnie z 146,9 x 70,5 mm do 149,6 x 71,7 mm, co w mojej dłoni praktycznie nie robi absolutnie żadnej różnicy.
Samsung Galaxy S26 fot. Spider’s Web (Oliwier Nytko)Panel Dynamic AMOLED 2X o przekątnej 6,3 cala z odświeżaniem 120 Hz to istotny element tej układanki: rozdzielczość Full HD+ (2340 x 1080 pikseli, zagęszczenie 409 ppi) z soczystymi kolorami oraz jasnością szczytową sięgającą niezłych 3000 nitów.
Samsung Galaxy S26 fot. Spider’s Web (Oliwier Nytko)Dla mnie najważniejsze jednak pozostaje to, iż sprzęt utrzymał status jednego z najcieńszych flagowców na rynku. Oferuje 7,2 mm grubości w zestawieniu z niemal 8 mm w konkurencyjnym telefonie Apple’a.
Fakty: taka smukłość to dla mnie przyjemność, gdy wsuwam go do kieszeni spodni lub używam w biegu na mieście. Telefon waży 167 g, czyniąc go nieco lżejszym od ważącego 177 g rywala.
Samsung Galaxy S26 fot. Spider’s Web (Oliwier Nytko)Najbardziej jednak cieszę się z nowej baterii. Urosła z 4000 mAh w generacji S25 do 4300 mAh. Każde dodatkowe 300 mAh daje mi gdzieś od 30 do 60 minut więcej czasu pracy na włączonym ekranie. W mojej codzienności oznacza to potężną różnicę między swobodnym powrotem do domu a nerwowym poszukiwaniem gniazdka w pociągu.
Czy warto zatkać uszy, gdy pojawi się konkurencja w postaci OnePlusa czy Oppo z 7000-7500 mAh i 1,5 raza dłuższy czas pracy na jednym naładowaniu? Owszem. Ale realnie, gdy się przyzwyczaisz, można żyć z baterią Galaxy S26. Szczególnie, iż procesor jest dobrze skrojony pod energooszczędność.
Exynos 2600 bez problemów z przegrzewaniem
Samsung Galaxy S26 fot. Spider’s Web (Oliwier Nytko)Nowy procesor Exynos 2600, wyprodukowany w procesie litograficznym 2 nm, to w moim odczuciu zmiana na mały plus. Typowy nerdowski użytkownik z Europy czuł frustrację, wszak na przestrzeni lat był czasem traktowany gorzej niż rynki obdarowane Snapdragonem.
Ale tym razem koreański gigant dowiózł układ dobrej próby. Bo podczas typowego używania nie sprawia, iż masz ochotę na więcej. Że potrzebujesz czegoś mocniejszego. To po prostu solidny koń pociągowy.
Wyniki w aplikacji Geekbench są konkretne: około 3100 punktów w teście single-core i 10600 w multi-core. Układ Apple A19 osiąga około 3600 punktów jednordzeniowo. Apple jest wyraźnie szybszy w generowaniu czystej mocy obliczeniowej i nie zamierzam z tym polemizować.

Sęk w tym, iż w moim codziennym użytkowaniu ta różnica zaciera się całkowicie. Przewijanie Instagrama, przeglądanie sieci czy uruchamianie gier działa u mnie perfekcyjnie płynnie na obu urządzeniach.
Surowe braki wydajnościowe względem rywala dostrzegłbym pewnie w profesjonalnym renderowaniu wideo. Exynos 2600 kupił mnie za to energooszczędnością, nie zamieniając już mojej dłoni w grzałkę podczas nagrywania filmów.
12 GB RAM? Super, szczególnie przed podwyżkami
Samsung Galaxy S26 fot. Spider’s Web (Oliwier Nytko)Standardowe 12 GB RAM wypada moim zdaniem na plus na tle 8 GB w bazowym modelu od Apple’a. Choć z pozoru to tylko liczby na papierze, w mojej praktyce robią różnicę.
W tym systemie znacznie więcej programów pozostaje aktywnych w pamięci i nie muszę czekać na ich restart po godzinie czy dwóch.
Mój stały scenariusz to istny chaos: czytam artykuł, przeskakuję na mapy, wchodzę na Instagrama, robię zdjęcie, edytuję w Snapseed, wysyłam przez Messengera, włączam Spotify i wracam do przeglądarki. I co? Wszystko gra.
Stary sprzęt fotograficzny z mądrym oprogramowaniem
Samsung Galaxy S26 fot. Spider’s Web (Oliwier Nytko)Początkowo mocno kręciłem nosem na decyzję producenta o pozostawieniu starych obiektywów. Moduł w S26 telefonie wciąż zawiera główny sensor 50 MP, teleobiektyw 10 MP z 3-krotnym zoomem optycznym i obiektyw szerokokątny 12 MP.









Widząc, iż Apple zastosował 48 MP aparat główny i 18 MP sensor przedni, czułem lekkie rozczarowanie. Ot, miło byłoby zobaczyć podwójne 50 MP.
Szybko jednak zrozumiałem, iż firma słusznie postawiła na rozwój oprogramowania. Nowy procesor obrazu w Exynosie 2600 pozwala mi nagrywać w 4K 60fps z trybem Super HDR na wszystkich obiektywach.
Samsung Galaxy S26 fot. Spider’s Web (Oliwier Nytko)Dostałem też najnowszy kodek APV, oszczędzający moją pamięć przy zachowaniu lepszej jakości wideo. W codziennej praktyce obydwa telefony robią rewelacyjne zdjęcia do mediów społecznościowych.
Okej bateria i archaiczne ładowanie
Samsung Galaxy S26 fot. Spider’s Web (Oliwier Nytko)Ogniwo 4300 mAh bez trudu wystarcza mi na pełny dzień bardzo intensywnej pracy. Przy moim aktywnym profilu docieram do wieczora z zapasem na poziomie 20-30 procent. Daje mi to ogromny komfort psychiczny.
I tu dochodzimy do momentu, w którym muszę wylać trochę żółci. Urządzenie wspiera przewodowe ładowanie z archaiczną mocą 25 W oraz bezprzewodowe 15 W. Pełne naładowanie trwa ponad godzinę.
Dla mnie, w realiach chińskich telefonów oferujących 100 W czy 200 W, to nieco mniej zabawny żart. Wiem, iż Samsung dba o długowieczność komponentu, ale stanowczo wolałbym mieć wybór. choćby zachowawczy Apple wyprzedził tu konkurencję, operując mocą 40 W.
Polska sztuczna inteligencja, która mi pomaga
Samsung Galaxy S26 fot. Spider’s Web (Oliwier Nytko)Prawdziwa magia dzieje się w oprogramowaniu. Galaxy S26 pozwala mi na naprzemienne używanie rozwiązań takich jak Gemini od Google, autorski Bixby i Perplexity.
Funkcja Now Nudge to moje osobiste objawienie. Gdy piszę koledze „Spotkajmy się w czwartek o 15:00”, system od razu podsuwa przycisk do zapisu wydarzenia w kalendarzu.
Inteligentna poczta głosowa, która transkrybuje mi odrzucone połączenia, to strzał w dziesiątkę. Widzę wypowiedź telemarketera bez konieczności podnoszenia telefonu. Apple ze swoją Siri operuje głupiej, a ja zdecydowanie wolę asystentów, którzy aktywnie ułatwiają mi życie.
Dlaczego jako polski użytkownik wygrywam podwójnie?
Twierdzę z pełnym przekonaniem, iż polski rynek rządzi się swoimi prawami, a ten flagowiec dostarcza mi przewag, których próżno szukać u Amerykanów:
- Zrozumienie mojego języka: Siri od lat doprowadzała mnie do furii, tymczasem Gemini świetnie rozumie mój akcent i polskie nazwy własne. „Szczebrzeszyn” nie stanowi tu problemu, a poczta głosowa potrafi bez zająknięcia streścić mi długą wiadomość od mamy.
- Moja klawiatura: Samsung Keyboard perfekcyjnie przewiduje moją specyficzną polską składnię, ratując mi nerwy, które wcześniej psuł mi iOS swoimi nietrafionymi poprawkami.
- AI: można mówić co chcecie o sztucznej inteligencji, ale to samsungowska odsłona jest dla ludzi. Bo ta od Apple’a wyraźnie została stworzona pod akcjonariuszy.
Będąc w stu procentach uczciwym…
Aby ten felieton był w pełni rzetelny, muszę przyznać, iż amerykański konkurent wciąż ma swoje asy w rękawie, które szanuję:
- Mój stary ekosystem: niezawodność AirDrop i bezproblemowe łączenie się MacBooka z iPadem i słuchawkami AirPods to mistrzostwo świata, za którym czasami tęsknię.
- Zapas surowej mocy: chip A19 oferuje lepszą o 25 procent wydajność jednego rdzenia, co da o sobie znać za kilka lat.
- Szybsze uzupełnianie energii: zasilanie 40 W na kablu to coś, czego obiektywnie zazdroszczę (nie mówiąc o +100 W).
- Stabilność: iOS jest przewidywalny do bólu, co dla wielu osób stanowi największą zaletę.
Galaxy S26 to sprzęt uszyty na miarę kogoś, kto docenia elastyczność i otwartość Androida. Choć sam łagodnie irytuję się na zachowawcze ładowanie czy taką sobie rozdzielczość, to w ujęciu całościowym ten telefon imponuje mi każdego dnia. Za 4499 zł dostajesz dobry telefon, który rewelacyjnie rozumie język polski, robi porządne zdjęcia i oferuje znakomity czas pracy.







