
Microsoft wyłącza edycję w Office 2019 na Maca, bo wygasa certyfikat. Mógł go dostarczyć aktualizacją. Zdecydował, iż tego nie zrobi, bo tak. Czego nie rozumiesz?
Dokładnie 13 lipca Word, Excel, PowerPoint, Outlook i OneNote z pakietu Office 2019 na Maca przestaną pozwalać na edycję dokumentów. Otworzysz plik, ale go nie zmienisz. Wydrukujesz, ale nie zapiszesz. Microsoft tłumaczy to wygasającym certyfikatem cyfrowym. Problem w tym, iż Microsoft ten certyfikat odnowił, ale celowo nie dostarcza aktualizacji użytkownikom Office 2019. Poprawka istnieje, ale Microsoft zdecydował, iż jej nie udostępni.
Certyfikat wygasa, Word umiera
Każda kopia Office’a na Maca posiada certyfikat cyfrowy, czyli kryptograficzny podpis, który potwierdza, iż oprogramowanie jest legalne i pochodzi od Microsoftu. Bez ważnego certyfikatu system macOS traktuje aplikację jako niezweryfikowaną, a Microsoft programowo przełącza ją w tryb ograniczonej funkcjonalności.
Od 13 lipca użytkownicy Office 2019 na Maca będą mogli otwierać, przeglądać i drukować istniejące dokumenty, ale tworzenie nowych, edycja i zapisywanie zostaną po prostu zablokowane. Word zamieni się w czytnik, Excel w kalkulator, na którym nie można liczyć, a PowerPoint w slajdy, których nie można edytować.
To samo dotknie aplikacje Office na iPhone’a i iPada, które nie zostaną zaktualizowane do wersji 2.93 (wymagającej iOS 17 lub nowszego). jeżeli masz starszego iPhone’a z iOS 16, to twój mobilny Office też wejdzie w tryb awaryjny.
Microsoft odnowił certyfikat, ale celowo nie wysyła go do Office 2019
Co ciekawe, Microsoft odnowił certyfikat, ale tylko dla wybranych. Użytkownicy Microsoft 365 (subskrypcja) i Office 2021 (jednorazowy zakup) dostaną ją automatycznie, więc ich całe to zamieszanie po prostu nie dotyczy.
A użytkownicy Office 2019? Nie dostaną. Nie dlatego, iż to technicznie niemożliwe – dostarczenie jednej aktualizacji z nowym certyfikatem do aplikacji, która wciąż działa na tysiącach komputerów, nie jest jakimś wielkim wyzwaniem inżynierskim. Nie dostaną, bo Microsoft zakończył wsparcie dla Office 2019 w październiku 2023 r. i podjął decyzję, żeby nie wysyłać żadnych aktualizacji po tej dacie.
Obietnica, która po cichu zniknęła ze strony Microsoftu
Jesienią 2023 r. Microsoft pisał na swojej stronie: spokojnie, Office 2019 będzie dalej działać. Nie kłamali – po prostu nie dodali, jak długo. W maju tego roku to zdanie zostało usunięte. Zastąpiono je sformułowaniem, iż dane użytkowników mogą być dostępne w obsługiwanym produkcie Microsoft 365 lub Office. Innymi słowy, wasze pliki wciąż istnieją, ale żeby je edytować, musicie kupić coś nowszego.
Jak czytamy na łamach MacRumors, zmianę wyłapali archiwiści internetowi i błyskawicznie stała się dowodem w sprawie, którą krytycy Microsoftu prowadzą od lat. W ich oczach to klasyczny schemat planowanego starzenia: sprzedajesz produkt jako jednorazowy zakup, obiecujesz, iż będzie działać, a kilka lat później po cichu wyłączasz kluczową funkcję i sugerujesz, iż czas na nową wersję. Kupiłeś na zawsze? Cóż, na zawsze właśnie się skończyło.
Microsoft ma plan, ale ty nie musisz go realizować
Microsoft sugeruje trzy wyjścia: darmowe aplikacje webowe Microsoft 365 (Word, Excel, PowerPoint w przeglądarce z ograniczoną funkcjonalnością), płatna subskrypcja Microsoft 365 lub jednorazowy zakup Office 2024.
To nie są jednak jedyne wyjścia. Apple daje swój pakiet iWork (Pages, Numbers, Keynote) za darmo każdemu użytkownikowi Maca. Otwiera on formaty Office’a, choć przy bardziej skomplikowanych arkuszach Excela konwersja potrafi nie zadziałać tak, jak powinna. Jest też LibreOffice, czyli darmowy, open source’owy pakiet od The Document Foundation. Funkcjonalnie najbliżej mu do Office’a, a pliki .docx, .xlsx i .pptx obsługuje bez większych problemów. Zero opłat, zero subskrypcji. Pamiętajmy też o pakiecie Google, który jest do pewnego, bardzo dużego stopnia darmowy.
Na rynku pozostało masa innych, bardzo ciekawych rozwiązań, które w obecnych czasach bardzo dobrze zastępują pakiet Office od Microsoftu. Nie musimy więc dostosowywać się do giganta, który stwierdził sobie, iż po prostu wyłączy możliwość edycji w programach, za które wcześniej mu zapłaciliśmy.
*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI






