Dwa potężne rozbłyski. Słońce wybudziło się z drzemki

konto.spidersweb.pl 3 godzin temu

Na naszej dziennej gwieździe zrobiło się naprawdę gorąco. W ciągu zaledwie siedmiu godzin Słońce wyemitowało dwa silne rozbłyski klasy X2.5, jedne z najpotężniejszych w obecnym cyklu aktywności.

Pierwszy osiągnął maksimum 24 kwietnia o godzinie 03:07 czasu polskiego, drugi pojawił się tego samego dnia o 10:14. To najmocniejsze zjawiska tego typu od blisko trzech miesięcy i wyraźny sygnał, iż Słońce wchodzi w bardziej dynamiczną fazę.

Źródłem obu eksplozji była aktywna grupa plam słonecznych oznaczona jako AR4419. Choć z naszej perspektywy schodzi już z widoku, zanim zniknie, zdążyła urządzić spektakl, który odczuliśmy także na Ziemi.

Blackout radiowy nad Ziemią

Efekty były natychmiastowe. Promieniowanie elektromagnetyczne dotarło do Ziemi z prędkością światła i uderzyło w jej oświetloną półkulę. Pierwszy rozbłysk zakłócił łączność radiową nad częścią Pacyfiku i Australią, drugi wpłynął na regiony Azji Wschodniej. Mówimy tu o tzw. blackoutach radiowych, zjawiskach, które mogą sparaliżować komunikację używaną m.in. przez lotnictwo czy służby morskie.

Mechanizm jest prosty, choć skutki potrafią być poważne. Gdy dociera do nas fala promieniowania rentgenowskiego i ultrafioletowego, jonizuje ona jonosferę, czyli górne warstwy atmosfery. W normalnych warunkach fale radiowe odbijają się od niej i mogą pokonywać ogromne odległości. Jednak podczas silnego rozbłysku dolne warstwy atmosfery stają się tak silnie naładowane, iż sygnały zaczynają się rozpraszać, słabnąć lub całkowicie zanikać.

Słoneczna rozgrzewka przed głównym pokazem

Te dwa potężne wybuchy nie wyskoczyły z pustki. Dzień wcześniej Słońce wysłało serię słabszych, ale licznych rozbłysków klasy M. Co więcej, zaobserwowano rzadkie zjawisko tzw. rozbłysku współczulnego, jednoczesnej aktywności w dwóch oddzielnych regionach plam słonecznych po przeciwnych stronach gwiazdy. To znak, iż pole magnetyczne Słońca jest w tej chwili wyjątkowo niestabilne.

Takie epizody często poprzedzają jeszcze silniejsze wydarzenia. Obecny cykl słoneczny zbliża się do maksimum, które według prognoz przypadnie na lata 2025–2026. To oznacza więcej burz, więcej rozbłysków i więcej potencjalnych zakłóceń technologicznych.

Rozbłyski słoneczne klasyfikuje się w pięciostopniowej skali: A, B, C, M i X, gdzie każda kolejna litera oznacza dziesięciokrotny wzrost energii. Klasa X to czołówka. Są to zjawiska zdolne wpływać na infrastrukturę technologiczną na Ziemi. Globalna infrastruktura od GPS, przez satelity komunikacyjne, po sieci energetyczne jest wrażliwa na zmiany w pogodzie kosmicznej.

Więcej na Spider’s Web:

Czy grozi nam burza geomagnetyczna?

Rozbłyskom towarzyszyły najprawdopodobniej koronalne wyrzuty masy, czyli gigantyczne chmury plazmy wyrzucane w przestrzeń kosmiczną. W tym przypadku ich kierunek nie jest dla nas szczególnie groźny, źródło znajduje się na krawędzi tarczy słonecznej, więc większość materii prawdopodobnie minie Ziemię.

Nie oznacza to jednak całkowitego spokoju. Modele wciąż analizują trajektorie tych wyrzutów i istnieje scenariusz muśnięcia, czyli sytuacji, w której część plazmy zahaczy o magnetosferę naszej planety. jeżeli tak się stanie, możemy spodziewać się burzy geomagnetycznej, a co za tym idzie, widowiskowych zórz polarnych, być może widocznych także w Polsce.

Obecna aktywność Słońca to przypomnienie, iż żyjemy w cieniu gwiazdy, która potrafi być nieprzewidywalna. Każdy kolejny silny rozbłysk to nie tylko spektakl dla naukowców, ale też test odporności technologii, na których opiera się współczesny świat.

BuyboxFast
Idź do oryginalnego materiału