Znudziło wam się chodzenie do kina. pozostało gorzej niż przed pandemią

konto.spidersweb.pl 2 godzin temu

Kino w ubiegłym roku: widzowie wracają, ale nie w komplecie. Europa odbija się od dna, Ameryka liczy miliardy – choć wciąż mniej niż przed COVID-em.

Najnowsze dane z europejskich i północnoamerykańskich rynków pokazują obraz, który można streścić w dwóch słowach: myślenie życzeniowe. Widzowie wracają, ale nie w takim tempie, jakiego oczekiwali właściciele kin i studia filmowe.

Europa: powolne odbicie, ale wciąż daleko do rekordów

Według danych przywoływanych przez Deadline europejskie kina w ubiegłym roku zanotowały wzrost frekwencji względem poprzednich dwunastu miesięcy. To dobra wiadomość, zwłaszcza po wyjątkowo trudnym 2024 r., który w wielu krajach był określany jako „rok przestoju” – nie tylko z powodu wciąż odczuwalnych skutków pandemii, ale też przez mocno przerzedzony kalendarz premier.

Wzrosty w Europie nie są jednak spektakularne. To raczej mozolne odbudowywanie pozycji, przypominające powrót do formy po długiej kontuzji. Widzowie wracają, ale nie masowo. Wciąż brakuje kilku procent, które oddzielają rynek od stabilności znanej z końcówki lat 2010. W wielu krajach widać też wyraźny trend: największe wzrosty notują kina oferujące bardziej „premiumowe” doświadczenia – lepszy dźwięk, większe ekrany, wygodniejsze fotele. W skrócie: jeżeli widz ma wyjść z domu, musi dostać coś więcej niż to, co ma na własnym telewizorze.

Ameryka Północna: 8,87 mld dol. i lekki niedosyt

Za oceanem sytuacja wygląda podobnie, choć liczby są oczywiście większe. Jak podaje ScreenDaily północnoamerykański box office w 2025 r. osiągnął 8,87 mld dol., co oznacza wzrost o 1,5 proc. względem 2024 r. To wynik lepszy, niż wielu się spodziewało – ale jednocześnie wciąż daleki od rekordowego 2019 r., kiedy kina w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie wykręciły 11,4 mld dol.

Warto też zauważyć, iż frekwencja w kinach spadła o prawie 5 proc. względem roku poprzedniego. To interesujący paradoks: wpływy rosną, ale widzów jest mniej. Oznacza to jedno – bilety są droższe, a widzowie wybierają filmy bardziej selektywnie.

Wnioski dla fanów technologii? Proste: kino musi być lepsze niż dom

Dla polskiego odbiorcy – zwłaszcza tego, który ma w domu OLED-a, konsolę i porządny system audio – wnioski są jasne. Kino nie wygra z domowym sprzętem jakością obrazu. Nie wygra też wygodą. Może wygrać tylko doświadczeniem. I wygląda na to, iż branża wreszcie zaczyna to rozumieć.

Jeśli bieżący rok okaże się jakimś cudem rokiem odbicia, to nie dlatego, iż widzowie nagle zatęsknią za popcornem – a dlatego, iż kina wreszcie zaczną oferować coś, czego nie da się odtworzyć w salonie. Skalę, dźwięk, atmosferę i poczucie wydarzenia. A my, widzowie, będziemy mogli wreszcie powiedzieć: „Tak, warto było wyjść z domu”.

Idź do oryginalnego materiału